Sport.pl

Tour de France, którego nie widać, czyli co się kryje w kolumnie wyścigu

Ruszył największy kolarski cyrk świata: Tour de France. Na trzy tygodnie fani kolarstwa staną wzdłuż drogi lub zasiądą przed telewizorami i będą śledzić zmagania zawodników na ponad trzech tysiącach kilometrów trasy. Ale nie wszyscy wiedzą, że to, co widzimy na ekranie, to zaledwie część wyścigowej kolumny, którą podąża na ogół ponad tysiąc osób, pełniących różnego rodzaju funkcje.

Tegoroczna Wielka Pętla to 3 329 kilometrów trasy, podzielonej na 21 etapów i ponad 13 milionów kibiców, ustawionych wzdłuż francuskich dróg. Komuś, kto nigdy nie kibicował z bliska kolarzom, może się wydawać dziwne, że tyle ludzi wychodzi z domów zobaczyć wyścig, który momentami pędzi z prędkością ponad 50 km/h. Trochę bardziej zrozumiałe jest to w górach, gdzie kolarze jadą znacznie wolniej, można więc przyjrzeć im się z bliska, ale wiadomo, że góry to tylko część wyścigu. Większość trasy wiedzie raczej płaskimi lub pagórkowatymi terenami. Co więc przyciąga te tłumy, poza chęcią zobaczenia z bliska grupy 176 pędzących kolarzy? Najogólniej mówiąc: logistyczny rozmach całego wyścigu, który widziany z pozycji kibica potrafi zrobić wielkie wrażenie.

Przejazd peletonu poprzedza zazwyczaj przejazd kolumny reklamowej. Barwna kawalkada samochodów i różnego rodzaju reklamowych platform, z których rozdawane są gadżety i ulotki sponsorów, rusza na trasę nawet kilka godzin przed wyścigiem. Organizacja i zabezpieczenie tak wielkiego wyścigu pochłania gigantyczne kwoty, stąd liczba sponsorów również jest imponująca, a każdy chce dotrzeć ze swoją ofertą do jak największej liczby widzów. Stąd niezliczona ilość koszulek, czapeczek, smyczy, breloków i wielu innych drobiazgów leci w stronę gromadzących się wzdłuż dróg kibiców, ku uciesze nie tylko najmłodszej części widowni. Kibice potrafią wymyślić mnóstwo sposobów na złapanie jak największej liczby gadżetów, np. odwracanie otwartych parasolek, do których wpadają reklamowe zdobycze. Ciekawostką Tour de France jest nie tylko ilość partnerów reklamowych, ale długość kontraktów przez nich podpisywanych, co chyba najdobitniej świadczy o komercyjnym sukcesie imprezy. Marka Skoda, której samochody najczęściej można spotkać w kolumnie wyścigu i która swój „zielony” wizerunek opiera nie tylko na Tour de France, ale na wsparciu wielu imprez i aktywności, związanych z rowerem, partnerem Wielkiej Pętli będzie w tym roku już po raz czternasty (choć nie jest to jeszcze rekordowy kontrakt, który również należy do Skody, będącej już od 25 lat partnerem Mistrzostw Świata w hokeju na lodzie). I choć niektórych ten ścisły związek sportu z reklamą może nieco dziwić, jest to jedna z charakterystycznych cech kolarstwa, które dzięki sponsorom mogą bezpłatnie oglądać tak wielkie tłumy kibiców.

Wróćmy do naszego wyścigu. Jakiś czas po kolumnie reklamowej na drodze pojawiają się pierwsze policyjne motocykle. Takich pilotów jest zazwyczaj kilku, a ich przejazd jest ostatecznym sygnałem do zejścia z drogi, którą za moment pojedzie kolumna wyścigu. Ta również prowadzona jest przez policjantów, zazwyczaj na motocyklach, za którymi jadą samochody z najważniejszymi gośćmi wyścigu. Po nich znowu pojawia się kawalkada motocykli, z których każdy ma jasno określoną rolę: jedne stanowią rodzaj ekipy porządkowej i kontrolują zabezpieczenie trasy przed nagłym wtargnięciem np. wyjeżdżającego z bocznej uliczki pojazdu, inne wiozą napoje dla kolarzy, jadących w ucieczce, do których nie dojechały ich wozy techniczne (przewaga ucieczki musi wynosić co najmniej minutę, żeby sędziowie zezwolili na pojawienie się wozów technicznych), jeszcze inne wiozą tablice, informujące o aktualnej przewadze ucieczki nad główną grupą. W tym miejscu pojawia się zwykle charakterystyczna, żółto-czarna Skoda, pełniąca rolę tzw. wozu neutralnego. Z jego „usług” może skorzystać kolarz, którego rower jest uszkodzony, a w pobliżu nie ma własnej ekipy technicznej. Może tutaj bez ograniczeń korzystać z możliwości wymiany koła, lub całego roweru (tu ciekawostka: rowerami mogą się zamieniać zawodnicy z tej samej ekipy, ale nie mogą tego zrobić między sobą członkowie różnych drużyn). Przed peletonem podąża również samochód z radiem wyścigu, lekarz, samochody sędziów (w tym sędzia linii mety, który musi pojawić się na finiszu kilka minut przed pierwszym kolarzem) oraz samochód dyrektora wyścigu.

Czerwona Skoda Superb, którą porusza się Christian Prudhomme, dyrektor Tour de France, to właściwie jedyny samochód w kolumnie, który może poruszać się niemal wszędzie. Zwykle jedzie przed wyścigiem, zwłaszcza podczas tzw. startu honorowego. Wtedy dojeżdżając do kilometra „0”, przez specjalnie zaprojektowany szyberdach, daje kolarzom sygnał do startu ostrego, po którym zaczyna się prawdziwe ściganie. Do niedawna mieliśmy możliwość oglądania tego fragmentu wyścigu jedynie na powtórkach, ale od ubiegłego roku Eurosport relacjonuje etapy od początku do końca. Możemy oglądać również oba starty etapu: honorowy, podczas którego kolarze powoli wyjeżdżają z miejscowości startowej (zasadą jest nie wyprzedzanie samochodu dyrektora wyścigu), oraz ostry, po którym niemal natychmiast następuje atak któregoś z kolarzy, pragnącego zainicjować ucieczkę. Samochód dyrektora wyścigu pełni też szczególną rolę prezydenckiej limuzyny 14 lipca, w święto narodowe Francuzów, gdzie już do tradycji należą odwiedziny prezydenta Francji i jego przejazd fragmentem trasy etapu.

Zanim za samochodem dyrektora wyścigu pojadą kolarze, na trasie pojawi się jeszcze co najmniej kilka motocykli z kamerzystami i fotografami. W pewnym sensie są zmorą kolarzy i od lat trwają dyskusje na temat wielu niebezpiecznych sytuacji, prokurowanych przez zbyt dużą liczbę skuterów i motocykli, ale z drugiej strony bez nich nie bylibyśmy w stanie zobaczyć z bliskiej odległości wysiłku kolarzy i tego, co się dzieje w peletonie.

Kiedy peleton już przejedzie, jego śladem podąża kolejna kawalkada pojazdów. Prowadzi ją wóz głównego sędziego, za którym zwykle jedzie lekarz wyścigu, będący przez cały czas do dyspozycji zawodników, w razie drobnych urazów, ukąszeń przez owady, czy innych dolegliwości. Dopiero po nich jedzie pierwsza z dwóch kolumn wozów technicznych poszczególnych ekip.

To, co na ekranie telewizora wygląda na spokojną jazdę kolumny samochodów, w rzeczywistości jest niebywale skomplikowaną operacją, wymagającą nieustannej uwagi i błyskawicznego reagowania na sytuację w wyścigu. Główna hierarchia poruszania się kolumny dyrektorów sportowych jest determinowana przez klasyfikację generalną: jako pierwszy jedzie samochód drużyny lidera wyścigu, po nim wóz następnego kolarza z innej ekipy i tak dalej. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy któryś z kolarzy ma defekt i potrzebuje pomocy swojej ekipy. Najpierw musi zasygnalizować ten fakt podniesieniem ręki, a gdy sędzia wyścigu wyrazi zgodę, odpowiedni wóz techniczny jest przywoływany na czoło kolumny. Dopiero wtedy zawodnik może zjechać na pobocze przed swoim samochodem, tam dokonać naprawy lub wymiany roweru, a następnie każdy wraca na swoje miejsce: zawodnik do peletonu, który musi dogonić, a dyrektor sportowy do kolumny wozów. Każda ekipa ma do dyspozycji dwa samochody jadące za peletonem, choć sytuacja znów się komplikuje, gdy któryś z zawodników zabiera się w ucieczkę, a za nim podąża jeden z wozów technicznych.

Gdyby tych zasad było mało, w ubiegłym roku ze względów bezpieczeństwa wprowadzono dodatkowe ograniczenia, regulujące ruch kolumny wyścigowej w najbardziej newralgicznych miejscach: przed premiami lotnymi i górskimi, strefami bufetu, w strefie ostatnich 5 kilometrów, na których można pobierać pożywienie z samochodu - można to robić najwcześniej 50 kilometrów po starcie i 20 km przed metą, z wyjątkiem szczególnie trudnych etapów, na których te granice ustalone są odrębnymi decyzjami organizatorów, i w strefach szczególnie niebezpiecznych. Szczególne zasady dotyczą również pojazdów poprzedzających peleton, które przed linią mety muszą zniknąć z widoku kamer co najmniej 15 sekund przed pojawieniem się na finiszu pierwszego kolarza.

Jeśli w ten sposób spojrzeć na wyścigową kolumnę, to rozrywka dla lokalnego kibica wydłuża się z kilkunastu lub kilkudziesięciu sekund samego przejazdu kolarzy, czasami do dobrych kilkunastu minut, aż pojawi się samochód z napisem „koniec wyścigu” i zamykający całą stawkę policyjny patrol. Co ciekawe: na końcu tej kolumny często można zobaczyć też lawetę, będącą zawsze w pogotowiu, gdyby zepsuł się któryś z wozów sędziowskich lub technicznych. A i to zazwyczaj nie jest koniec całej kolumny, za którą podążają ekipy porządkowe, zbierające odpadki, pozostawione przez wyścig i kibiców.

To wszystko widzimy na trasie wyścigu. A poza nią? Z etapu na etap przemieszczają się również autokary kolarskich ekip, ciężarówki z zapleczem technicznym (każda ekipa ma do dyspozycji kilkadziesiąt rowerów i kilkaset kół, używanych zależnie od rodzaju etapu, nawierzchni, czy pogody), czy pomocnicze wozy techniczne, przemieszczające się bocznymi drogami, żeby zdążyć dostarczyć napoje i pożywienie do tzw. stref bufetu, gdzie czeka specjalny zespół, podający posiłki jadącym kolarzom.

Każda drużyna kolarska to blisko 30-osobowy zespół, w tym ośmiu kolarzy. W wyścigu jadą 22 ekipy, co już daje grupę blisko 600 osób. Dodając do tego cały sztab techniczny, zabezpieczenie, sędziów, ekipy reporterskie i telewizyjne, cała kolumna wyścigu składa się w ponad tysięczny tłum ludzi. Łącznie wszystkich osób, zaangażowanych w organizację, obsługę i zabezpieczenie Tour de France na całej trasie, jest ponad 5 tysięcy. To, co widzimy na ekranie, to zaledwie niewielki – choć oczywiście kluczowy – fragment całego obrazu, który tworzy ta gigantyczna impreza.

Więcej o:
Komentarze (4)
Tour de France, którego nie widać, czyli co się kryje w kolumnie wyścigu
Zaloguj się
  • amleo

    Oceniono 5 razy 1

    Ciekawy artykuł, czekam na następny.

  • supermarjan

    0

    TDF jest jak przyjemność w zyciu...
    czekasz na nią od hoooya czasu. a potem jak nadejdzie to ...... ziuuuu ... i juz przejechalo.....
    nawet nie wiesz kiedy.

  • Misio Pysio

    0

    "dziwne, że tyle ludzi wychodzi z domów zobaczyć wyścig, który momentami pędzi z prędkością ponad 50 km/h." - serio, to maksymalna prędkość zawodowych kolarzy? tyle ma jestem w stanie wyciągnąć na rowerze, jak się sprężę

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX