Sport.pl

Tour de France. 3 351 kilometrów szalonej podróży. Rafał Majka i Michał Kwiatkowski wśród uczestników

Kiedy w niedzielę, 15 lipca, na moskiewskich Łużnikach kapitan zwycięskiej drużyny unosił będzie w górę trofeum piłkarskich mistrzów świata, w Roubaix grupa około 170 kolarzy będzie z siebie właśnie zmywać kurz i błoto z bruków północnej Francji. Kończył się będzie pierwszy tydzień morderczej rywalizacji w Tour de France, ale wyścig będzie się dopiero rozkręcał. I chociaż ten pierwszy tydzień upłynie zapewne jeszcze nieco w cieniu Mundialu, warto go uważnie śledzić od samego początku, bo zarówno trasa, jak i tegoroczna obsada sugerują, że rozgrywany po raz 105. Tour de France może się okazać jednym z najciekawszych wyścigów ostatnich lat.
Tour de France Tour de France CHRISTOPHE ENA/AP

O Giro d'Italia zwykło się mówić, że jest wyścigiem najbardziej nieprzewidywalnym, spontanicznym i radosnym, a udział w nim to dla zawodników kwintesencja przyjemności, płynącej z uprawiania tego sportu. O hiszpańskiej Vuelcie - że jest imprezą dla największych twardzieli, którzy pod koniec sezonu mają jeszcze wystarczająco dużo sił, by mierzyć się z upałem, wysokimi górami, w których rozgrywana jest większość etapów i długimi, męczącymi transferami, skracającymi czas na niezbędny odpoczynek. Tour de France jest natomiast wyścigiem zbudowanym ze skrajności.

Zwykle mówi się o nim, że jest z tej trójki największy, choć niektórzy ową wielkość przypisują z jednej strony tradycji (bez wątpienia jest najstarszy, pierwsza edycja miała miejsce w 1903 roku), z drugiej - znakomitemu marketingowi. Powiada się o nim również, że jest najtrudniejszy, chociaż bardziej niż z profilu trasy ta trudność wynika właśnie z owej wielkości. Nie ma chyba kolarza, który mając możliwość startu w Wielkiej Pętli miałby jednocześnie w tym samym sezonie jakieś ważniejsze cele. I nie ma też chyba takiego, który stając na starcie Touru nie czuje specyficznego rodzaju stresu i ciężaru oczekiwań, związanych z uczestnictwem w tym szalonym wyścigu. Po części wynika to również z przeczącego powszechnym stereotypom o francuskim nierozgarnięciu reżimu organizacyjnego: tutaj wszystko jest przemyślane w najdrobniejszych szczegółach i dopięte na ostatni guzik. Nie ma nawet odrobiny miejsca na improwizację. Czesław Lang do dziś wspomina, że pojawienie się na starcie Tour de France bardziej mu przypominało zaciąg do Legii Cudzoziemskiej, niż udział w sportowych zawodach. I wreszcie - mimo owej wielkości - coraz częściej w ostatnich latach padał pod adresem Tour de France zarzut, że spośród tych trzech największych wyścigów Tour jest najmniej ciekawy (by nie powiedzieć wprost, że bywa i zwyczajnie nudny).

Trasa

Organizatorzy Tour de France najwyraźniej poważnie potraktowali tę krytykę (a kto wie, czy nie bardziej rosnące z roku na rok uznanie dla atrakcyjności Giro d'Italia) i na 105. edycję wyścigu przygotowali szereg zmian, które mają uczynić imprezę znacznie ciekawszą, niż w poprzednich latach. Część z nich to powrót do sprawdzonych rozwiązań sprzed lat, część wynika z nowych reguł, obowiązujących od tego sezonu w kolarstwie (na przykład 8-osobowe drużyny), ale są też pewne nowości, budzące zainteresowanie zarówno kibiców, jak i samych zawodników.

Wyścig rozpocznie się w sobotę, 7 lipca, tryptykiem po Kraju Loary. Rozegrane tu zostaną trzy etapy: dwa sprinterskie i jazda drużynowa na czas, a pierwszą ciekawostką jest to, że trasa została tak zaplanowana, aby kolarze mogli pozostać przez kilka dni w tych samych hotelach. Uniknięcie długich transferów, bardzo nie lubianych przez zawodników, pozwoli na dłuższą regenerację, a to w pewnym sensie może być zapowiedzią zaciętej rywalizacji już od pierwszych kilometrów. Czwartego dnia wyścig ruszy na północny wschód, w stronę wzgórz Bretanii. Czwarty etap jeszcze będzie płaski, ale piąty i szósty to już jazda po pagórkach i zmaganie się z wiatrem. Ten zresztą będzie towarzyszył kolarzom od samego początku wyścigu.

Etapy: siódmy, ósmy i dziewiąty przemierzą północne regiony Francji: Normandię i Hauts-de-France. Istotne znaczenie dla losów całego wyścigu może mieć etap dziewiąty, kończący pierwszą część zmagań kolarzy. Nie będzie szczególnie długi, bo mierzył będzie tylko 156,5 kilometra, ale prowadził będzie przez aż 15 odcinków bruku, znanych z wiosennego monumentu Paryż-Roubaix, nie bez powodu nazywanego 'Piekłem Północy'. Ostatni raz wyścig gościł w tych okolicach w 2014 roku i rozgrywany tu wówczas w deszczu i błocie 5. etap, wygrany przez Larsa Boome'a, wprowadził sporo zamieszania w klasyfikacji generalnej. Można się spodziewać, że podobnie będzie również w tym roku, zgodnie z popularnym w peletonie stwierdzeniem, że na brukach wyścigu wygrać nie można, ale przegrać go - jak najbardziej.

Z Roubaix peleton przeniesie się w Alpy, gdzie po dniu przerwy rozpocznie się walka w górach. Na początek: Col de la Croix Fry (1 kategoria, 11,3 km, 7% przewyższenia), Montée de plateau des Gli?res (kat. HC, 6 km, 11,2%), Col de Romme (1 kat., 8,8 km, 8,9%) i Col de la Colombi?re (1 kat., 7,5 km, 8,5%). Następnego dnia aż dwa podjazdy najwyższej kategorii (HC - Hors Categorie): Montée de Bisanne (12,4 km, 8,2%), Col du Pré (12,6 km, 7,7%), a później Cormet de Roselend (2 kat., 5,7 km, 6,5%) i meta na szczycie La Rosi?re (1 kat., 17,6 km, 5,8%). Trzeci dzień w Alpach będzie podróżą przez górskie ikony kolarstwa i okazją do ataku dla Rafała Majki, lubiącego długie i wymagające podjazdy: Col de la Madeleine (HC, 25,3 km, 6,2%), Col de la Croix de Fer (HC, 29 km, 5,2%) i na koniec Alpe d'Huez (HC, 13,8 km, 8,1%). Po trzech alpejskich próbach kolarze będą mieli szansę odpoczynku na krótkim i płaskim etapie z Bourg d'Oisans do Valence, a następnie przejadą przez pagórkowate tereny południowo-wschodniej Oksytanii, aż do podnóża Pirenejów, gdzie zakończy się drugi tydzień zmagań.

Ostatnia część wyścigu rozpocznie się długim, 218-kilometrowym etapem, wprowadzającym peleton w Pireneje. Po nim natomiast będziemy świadkami rozgrywki, jak na wyścigi kolarskie dość nietypowej. 17. etap Tour de France, wiodący z Bagn?res-de-Luchon do Saint-Lary-Soulan (Col du Portet), będzie mierzył zaledwie 65 kilometrów, a kolarze na starcie podzieleni będą na pięć grup, odpowiednio do miejsc, zajmowanych w klasyfikacji generalnej. Ten krótki etap, na którego trasie czekać będą trzy wymagające podjazdy (Mont?e de Peyragudes, 1 kat., 14,9 km, 6,7%; Col de Val Louron-Azet, 1 kat., 7,4 km, 8,3% i meta na Col du Portet, HC, 16 km, 8,7%), będzie z całą pewnością jedną z najbardziej widowiskowych rozgrywek podczas całego wyścigu. Po nim znowu jeden płaski odcinek dla odpoczynku i ostatnia walka w górach, gdzie między innymi do pokonania będą: Col d'Aspin (1 kat., 12 km, 6,5%), Col du Tourmalet (HC, 17,1 km, 7,3%) oraz Col d'Aubisque (HC, 16,6 km, 4,3%). Tegoroczna edycja Tour de France zakończy się 31-kilometrową jazdą indywidualną na czas, rozgrywaną w pagórkowatym terenie i z przeszkodą w postaci niespełna kilometrowego podjazdu o średnim nachyleniu, przekraczającym 10% oraz - tradycyjnie - szalonym sprintem na paryskich Polach Elizejskich.

Faworyci

W gronie kandydatów do zwycięstwa w 105. Tour de France nie sposób nie wymienić na pierwszym miejscu Christophera Froome'a (Team Sky). Argumentów jest co najmniej kilka i tylko dwie niewiadome. Przede wszystkim Brytyjczyk jest dzisiaj chyba jedynym kolarzem, zdolnym do seryjnego wygrywania wielkich tourów, co zawdzięcza z jednej strony swojej niezwykłej wytrzymałości i umiejętnościom, a z drugiej: znakomitej pracy całego zespołu. Kilka dni temu ujawnione zostały szczegółowe informacje na temat parametrów, dotyczących odżywiania i wydolności Froome'a podczas wygranego Giro d'Italia, w tym przede wszystkim osławionego 19. etapu, na którym przypuścił zwycięski atak. Z materiałów, przekazanych w czerwcu dziennikarzom BBC (a częściowo opisanych wcześniej w długiej rozmowie z szefami grupy) wynika, że cała akcja została zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach: od perfekcyjnie zaprojektowanego systemu żywienia i suplementacji (przez większość wyścigu Froome tracił na wadze, żeby przed najtrudniejszym etapem osiągnąć najlepszy stosunek mocy do masy ciała) po ustawienie na co drugim kilometrze podjazdu pomocnika, podającego zawodnikowi posiłek lub napój. Można to oczywiście interpretować jako jedno z działań PR-owych, mających zmienić stosunek kibiców do kolarza, w dość dyskusyjny sposób oczyszczonego z zarzutów przekroczenia dopuszczalnej dawki leku na astmę podczas ubiegłorocznej Vuelty, ale nie sposób zignorować niezwykle drobiazgowego planowania, którego poza Sky prawdopodobnie nie realizuje żaden inny zespół.

Froome ma też do pomocy niezwykle silne wsparcie ze strony jadących dla niego kolarzy. O talencie i geniuszu Michała Kwiatkowskiego w roli pomocnika po ubiegłorocznej edycji Touru mówiło się jeszcze długo, a sam kolarz został ogłoszony przez obserwatorów najbardziej wartościowym uczestnikiem wyścigu. Prawdopodobnie dokładnie takie samo zadanie będzie realizował w tym roku, a oprócz niego wsparciem dla Froome'a będzie kilku bardzo silnych i wszechstronnych kolarzy: Geraint Thomas, Wout Poels, Gianni Moscon, czy fenomenalny Kolumbijczyk Egan Bernal, o którym już dzisiaj daje się słyszeć głosy, że jest potencjalnym następcą Froome'a w Team Sky.

Z występem Froome'a w tegorocznej Wielkiej Pętli wiążą się dwie niewiadome: czy zdołał się odpowiednio zregenerować po bardzo trudnym Giro d'Italia i czy wytrzyma psychicznie presję i bardzo negatywne nastawienie francuskich kibiców, dla których jawnej niechęci wobec Brytyjczyka dodatkowego paliwa dolała niedawna decyzja UCI? Jeśli poradzi sobie z tymi przeciwnościami, a na trasie nie spotka go żadne nieprzewidziane zdarzenie, Froome ma dzisiaj najprawdopodobniej najmocniejsze papiery na zwycięstwo w Tourze po raz piąty.

A kto oprócz niego? Bardzo ciekawy ruch na kilkanaście dni przed Wielkim Startem zrobiła ekipa Mitchelton-Scott i niemal w ostatniej chwili wycofała ze składu Caleba Ewana - niemal murowanego kandydata do walki o etapowe zwycięstwa w sprintach, podporządkowując tym samym całą strategię pod występ Adama Yatesa. Wygląda na to, że zespół wyciągnął wnioski z niepowodzenia drugiego z bliźniaków, którzy prowadził przez większość trasy Giro, ale na kluczowych etapach zabrakło mu i mocy i pomocy, przez co spadł w końcówce na dalekie miejsce w generalnej klasyfikacji. Prawdopodobnie w przypadku drugiego kolarza w niedawnej próbie w Dauphine zespół będzie się starał unikać podobnych błędów.

Duży apetyt na zwycięstwo ma z pewnością Vincenzo Nibali (Bahrain-Merida). Triumfator Tour de France z 2014 roku i tegoroczny zwycięzca monumentu Mediolan - San-Remo w bieżącym sezonie jeździ raczej oszczędnie, ale może to być elementem strategii, obliczonej na maksymalną skuteczność w Wielkiej Pętli. Ma przy tym do pomocy bardzo solidny zespół z Domenico Pozzovivo i braćmi Izzagirre w składzie. Z całą pewnością Nibali będzie się czaił na nadarzającą się okazję, a że potrafi je wykorzystywać i w żadnym wypadku nie można go lekceważyć, pokazał tej wiosny na Poggio.

W szczycie formy wydaje się być Australijczyk Ritchie Porte (BMC), który ma z Tourem niezałatwione sprawy z ubiegłorocznej edycji, którą zakończył - wraz z całym sezonem - poważną kontuzją na feralnym dziewiątym etapie. Po długiej rehabilitacji skutecznie odbudowywał swoją dyspozycję, którą potwierdził wygraną w pięknym stylu w niedawnym Tour de Suisse. Razem z Danielem Martinem (UAE Team Emirates) będą z pewnością stale obecni w czołówce, choć Irlandczyk ma o tyle mniejsze szanse na końcowy sukces, że nie za bardzo może liczyć na wsparcie swojego zespołu, który w tym roku - poza kilkoma etapowymi skalpami na paru mniejszych wyścigach - nieszczególnie może się chwalić jakimś większym sukcesem.

W gronie faworytów nie sposób pominąć też Rigoberto Urana (EF Education First - Drapac) i Romaina Bardeta (AG2R La Mondiale) - drugiego i trzeciego zawodnika ubiegłorocznego Touru. Obaj - podobnie jak Nibali - raczej nie porywali się w tym sezonie na indywidualne sukcesy (chociaż Bardet sprawdził nogę podczas Dauphine, zakończonym na trzeciej pozycji, a Uran był drugi podczas wyścigu dookoła Słowenii) i choć niełatwo na tej podstawie cokolwiek wnioskować o ich rzeczywistej dyspozycji, to z całą pewnością na występ w Tour de France przygotowali się szczególnie starannie i trudno ich nie brać pod uwagę w gronie potencjalnych zwycięzców. Również Tom Dumoulin (Team Sunweb) - drugi kolarz niedawnego Giro - będzie z pewnością jednym z tych, których długo będziemy oglądać na podjazdach, niemniej w jego przypadku i decyzja o starcie w Wielkiej Pętli była dość nieoczekiwana, i obecność w zespole Michaela Matthewsa sugeruje, że ekipa ma plan awaryjny i rozważa też walkę o zieloną koszulkę w klasyfikacji punktowej.

No i w końcu Nairo Quintana, który trzykrotnie meldował się już na podium Tour de France i wygrał pozostałe dwa z trzech wielkich tourów, ale po triumf w Wielkiej Pętli wciąż sięgnąć nie może. Ma do dyspozycji z całą pewnością znakomity zespół, choć nie do końca jest jasne, czy obecność w nim będącego w doskonałej formie Alejandro Valverde i chorobliwie ambitnego Mikela Landy, nie okażą się dla Kolumbijczyka bardziej kulą u nogi, niż realną pomocą, zwłaszcza gdy tego drugiego zniecierpliwi jazda wyłącznie na rzecz swojego lidera.

Szanse Polaków

Podobnie jak w 2014 roku, który przyniósł nam dwa etapowe zwycięstwa Rafała Majki w Tour de France i późniejsze mistrzostwo świata Michała Kwiatkowskiego, na trasie Wielkiej Pętli zobaczymy aż pięciu Polaków.

Najwyżej w klasyfikację generalną celuje z pewnością Rafał Majka - bez wątpienia jeden z najlepszych górali w stawce. Tegoroczny profil trasy, na której znajduje się kilka kluczowych podjazdów o lubianej przez Rafała charakterystyce: długich, równomiernych, na których trzeba umiejętnie rozłożyć siły, z całą pewnością zwiększa szanse Polaka, który do występu przygotowywał się niezwykle solidnie, trenując przez blisko miesiąc w górach Sierra Nevada (z 'przerwą' na wyścig dookoła Słowenii, w którym zajął szóstą pozycję). Majka wyrzucił już z głowy ubiegłoroczne niepowodzenie i - jak sam mówi - odważnie patrzy przed siebie. O swoich szansach na klasyfikację generalną wypowiada się dość ostrożnie, choć piąte miejsce wydaje się być możliwe do osiągnięcia.

Rafał Majka będzie miał do pomocy niezawodnego Pawła Poljańskiego oraz kilku innych kolarzy z ekipy BORA-hansgrohe, choć trzeba też mieć świadomość, że zespół nie będzie w całości ustawiony pod niego, jak ma to miejsce na przykład w Sky, czy Mitchelton-Scott. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę, że w szeregach BORY jeździ również trzykrotny i aktualny mistrz świata, posiadający dodatkowo nieprawdopodobne umiejętności nie tylko wygrywania, ale przede wszystkim robienia ze swoich występów niezapomnianego show. Zarówno Peter Sagan, jak i Rafał Majka poprzedni Tour zakończyli przedwcześnie - jeden z powodu kontrowersyjnego wykluczenia, drugi z powodu bolesnego upadku. Nie dziwi więc decyzja ekipy, by w tym roku ponownie pojechać na dwóch liderów i wziąć odwet za tamte niepowodzenia.

Trzecim Polakiem w zespole BORA-hansgrohe jest Maciej Bodnar, którego pamiętamy jako zwycięzcę ubiegłorocznego etapu jazdy indywidualnej na czas w Marsylii oraz pechowego uciekiniera, którego po ponad 200 kilometrach ucieczki peleton doścignął na ostatnich 240 metrach jednego z wcześniejszych etapów. W tym roku na czasówce Maćka będziemy oglądać w koszulce mistrza Polski i chociaż profil etapu jest niezwykle trudny, Bodnar wydaje się być na tę okazję szczególnie zmotywowany.

O roli w wyścigu Michała Kwiatkowskiego (Team Sky) powiedziano już chyba wszystko, niemniej kibice wciąż wyrażają niezadowolenie, że Polak bardziej jest pochłonięty pomocą swojemu liderowi, niż pracą na własny rachunek. Niewykluczone, że te pretensje w tym roku będą jeszcze głośniejsze, bo popularnego Kwiato będziemy oglądać jadącego w biało-czerwonej koszulce mistrza Polski. Warto jednak powtórzyć to wyraźnie: kolarstwo jest sportem drużynowym, w którym każdy członek ekipy ma bardzo precyzyjnie określone zadania do wykonania. Zwłaszcza, gdy jest się członkiem zespołu Sky, w którym nie ma praktycznie w ogóle miejsca na improwizację i odstępstwa od ustalonej taktyki. Za to właśnie zawodowi kolarze są w swoich grupach wynagradzani. Jednego możemy być pewni: Team Sky na każdą okoliczność i na każdy etap wyścigu ma jakiś wariant rezerwowy i jeśli tylko okoliczności na to pozwolą, a Kwiatkowski znajdzie się w odpowiednim miejscu i czasie - bez chwili wahania wykorzysta swoją szansę. Choćby tak, jak w tegorocznym, wygranym przez Kwiato wyścigu Tirreno-Adriatico.

Specjalistą od wykorzystywania szans - i to w sposób najbardziej spektakularny i spontaniczny - jest również Tomasz Marczyński, piąty Polak na tegorocznej Wielkiej Pętli. Jego ubiegłoroczne dwa etapowe zwycięstwa podczas hiszpańskiej Vuelty zapewniły mu nie tylko sławę, ale również zasłużoną pozycję w peletonie. Bez wątpienia popularny 'Maniek' będzie jednym z filarów Lotto-Soudal i choć zadania w zespole będą podporządkowane sprinterskim finiszom w wykonaniu Andre Greipela i możliwie najlepszej pozycji w klasyfikacji generalnej Thomasa de Gendta, to z dużym prawdopodobieństwem Tomasz Marczyński będzie tym kolarzem, którego dość często będziemy oglądać w ucieczkach. Oby tak skutecznych, jak w ubiegłym roku w Hiszpanii.

Czas na wyścig

Tour de France startuje w sobotę, 7 lipca. 176 kolarzy ma do przejechania 3.351 kilometrów, podzielonych na 21 etapów: 8 płaskich, 5 pagórkowatych, 2 jazdy na czas (drużynowa i indywidualna) i aż 6 odcinków górskich, wiodących 26. podjazdami. Ilu wjedzie 29 lipca na Pola Elizejskie? Kto założy wówczas żółtą koszulkę i przyjmie dla swojego zespołu czek na pół miliona euro? Kto okaże się najlepszym góralem? Kto najlepszym z młodych kolarzy? Kto sprinterem?

Te wszystkie karty 105. edycja Tour de France będzie przed nami odkrywać przez najbliższe trzy tygodnie. Dzięki relacjom w Eurosporcie wszystkie etapy będzie można oglądać od startu do mety. Dla fanów kolarstwa szykuje się prawdziwa uczta.

Więcej o: