Sport.pl

Paryż-Roubaix. Kolarskie piekło

'La Primavera', 'Flandryjska piękność', 'Staruszka', 'wyścig spadających liści' - zwyczajowe nazwy czterech z pięciu kolarskich monumentów budzą sympatię, choć to przecież niezwykle trudne wyścigi. Tylko jeden z nich nazywany jest adekwatnie do tego, co przeżywają na trasie kolarze: 'piekło północy'. Już jutro jego bramy zostaną otwarte po raz 115.
Paryż - Roubaix Paryż - Roubaix PHILIPPE LOPEZ / AFP/EAST NEWS

Jest ich pięć i każdy jest inny, choć wszystkie łączy jedno: są ekstremalnie wymagające. Mediolan-San Remo ("La Primavera") - najdłuższy (niemal 300 km), rozgrywany wczesną wiosną, często przy zmiennej pogodzie. Teoretycznie dla sprinterów, choć zanim rozegrają finisz na Via Roma w San Remo, muszą pod koniec morderczej trasy pokonać dwa wymagające wzniesienia. Ronde van Vlaanderen ("Flandryjska piękność") to z kolei blisko 270-kilometrowy festiwal krótkich, brukowanych podjazdów (hellingen) i zmaganie się z wiatrem na wąskich i krętych drogach Flandrii. Dedykowany najbardziej wszechstronnym kolarzom. Li?ge-Bastone-Li?ge ("Staruszka") - najstarszy (rozgrywany od 1892 roku) i traktowany jako najcięższy, wiodący przez kilkanaście niedługich, ale sztywnych podjazdów w mocno pofałdowanej Walonii. Peleton zmierzy się z nimi już 22 kwietnia. Il Lombardia ("wyścig spadających liści") - wieńczący sezon, rozgrywany na początku października na typowo górskiej trasie z Bergamo do Como. I wreszcie Paryż-Roubaix - "piekło północy", choć czasem nazywany jest również "królową klasyków". Z profilu niemal zupełnie płaski, ale z 257 kilometrów trasy, blisko 55 wiedzie przez brukowane drogi, zbudowane z kamienia polnego. Pięć wyścigów, zwanych monumentami kolarstwa. W niedzielę zostanie rozegrany najciekawszy z nich: na starcie "piekła północy" stanie 175 kolarzy, w tym dwóch Polaków: Maciej Bodnar i Przemysław Kasperkiewicz.

Tomowi Boonenowi, czterokrotnemu zwycięzcy Paryż-Roubaix, przypisywane jest autorstwo słów, będących dziś mottem wielu kolarzy: "Czasami nie potrzebujesz planu. Czasem po prostu musisz mieć tylko wielkie jaja." - i jest to zarazem chyba najlepszy obraz tego, z czym zmagają się zawodnicy na tej piekielnej trasie. Jeszcze kilka dni temu większość spośród 29 odcinków bruku pokryta była grubą warstwą błota. Dziś droga nieco przeschła i wydaje się, że będzie nieco łatwiej, ale to tylko wrażenie - na każdym fragmencie z kamiennej kostki chwila dekoncentracji i jeden nieostrożny ruch może oznaczać potwornie bolesny upadek.

Kolarze trenują na bruku przed Paryż - Roubaix Kolarze trenują na bruku przed Paryż - Roubaix MICHEL SPINGLER/AP

Szerokość opony w kolarskim rowerze to dziś zazwyczaj 28 mm. Nawet jeśli niektórzy zawodnicy specjalnie na Paryż-Roubaix zakładają odrobinę szersze opony, niewiele to ułatwia jazdę po bruku. Rowery nie mają amortyzatorów, choć czasami stosowane są rozmaite techniczne rozwiązania, dzięki którym rama roweru pochłania nieco więcej drgań. Niektórzy instalują dodatkowe klamki hamulców, żeby nawet na ułamek sekundy nie wypuścić kierownicy z ręki i nie stracić panowania nad rowerem. Ale i tak wszystko tutaj zależy od kolarza: jego siły, wytrzymałości, umiejętności technicznych i determinacji. Kolarze często mówią, że tego wyścigu nie zwycięża się na brukach, ale tutaj najłatwiej jest go przegrać. Zanim ktokolwiek Paryż-Roubaix wygra, musi go po prostu przetrwać. W nagrodę otrzyma kostkę bruku oraz imienną tabliczkę w boksie kamiennej - a jakże - łaźni w welodromie w Roubaix, na którym zlokalizowana jest meta wyścigu.

W odróżnieniu od wielu słynnych wyścigów, Paryż-Roubaix nie powstał z inicjatywy wydawcy gazety, co u zarania sportu rowerowego było bardzo popularną metodą promocji tytułu. I tak jak Tour de France powołał do życia dziennik L'Auto (protoplasta późniejszego L'Equipe), Giro d'Italia - La Gazetta dello Sport, De Ronde - SportWereld, tak wyścig Paryż-Roubaix zrodził się z pomysłu dwóch przemysłowców z branży tekstylnej, którzy w rodzinnym Roubaix sfinansowali budowę toru kolarskiego. To dla jego promocji postanowili zorganizować w Wielkanoc 1896 roku wielki wyścig, którego meta wyznaczona była właśnie na nowym welodromie. Impreza szybko stała się popularna wśród kolarzy oraz kibiców i została do tej pory - z przerwami, wywołanymi działaniami wojennymi - rozegrana już 114 razy. Przez wiele lat była też areną walki o prymat w kolarskim świecie, rozgrywaną między Francuzami a Belgami, z której dotychczas częściej zwycięsko wychodzili ci drudzy: aż 57 razy triumfowali tu kolarze z Belgii. Francuzi cieszyli się zwycięstwem swoich kolarzy "zaledwie" 30 razy. Do Belgów należy też klasyfikacja największej liczby zwycięstw poszczególnych kolarzy - czterokrotnie w wyścigu wygrywali Roger de Vlaeminck (w latach 70.) i wspomniany wcześniej Tom Boonen (2005, 2008, 2009 i 2012).

Kolarze z Polski startują w Paryż-Roubaix od 1990 roku, najlepsze występy kończąc dwukrotnie na 14. miejscu (Joachim Halupczok w 1990 i Zbigniew Spruch w 1999 roku). W jutrzejszym wyścigu zobaczymy dwóch naszych reprezentantów: Macieja Bodnara (BORA-hansgrohe), dla którego będzie to już szósty występ w "królowej klasyków" oraz debiutującego w imprezie Przemysława Kasperkiewicza (Delko Marseille Provence KTM). Dla 24-latka, startującego w barwach francuskiej ekipy będzie to pierwsze przetarcie w tak ciężkim wyścigu. Dla Macieja Bodnara - kolejne trudne zadanie bezpiecznego "przeprowadzenia" przez trasę Petera Sagana.

Faworyci? Z całą pewnością oczy wszystkich zwrócone będą na zespół Quick-Step Floors, który tej wiosny zdominował wiosenne klasyki i w ostatnich tygodniach wygrywa niemal seryjnie. Niki Terpstra już dwukrotnie samotnie przekraczał linię mety (w E3 Harelbeke i tydzień temu w Ronde van Vlaanderen), w czym kapitalnie pomagali mu Zdenek Stybar i Philippe Gilbert, umiejętnie i niezwykle skutecznie utrudniając pozostałym ekipom akcje pościgowe. Wszystkich zobaczymy na starcie w Compi?gne. Terpstrę może dodatkowo napędzać znany mu już smak zwycięstwa w "piekle północy" - wygrywał już w Roubaix w 2014 roku.

Nie sposób zlekceważyć ubiegłorocznego triumfatora - Grega Van Avermaeta (BMC) i choć Belg najwyraźniej jeszcze nie znalazł w tym sezonie skutecznego sposobu na pokonanie kolarzy z Quick-Step, to mimo wszystko jest w dobrej dyspozycji i niemal zawsze melduje się w czołówce. W gronie faworytów nie można też pominąć Petera Sagana. Co prawda mistrz świata w tym sezonie wygrał na razie tylko jeden etap w australijskim Tour Down Under i jeden flandryjski klasyk Gent-Wevelgem, a w pozostałych wyścigach współpraca z innymi kolarzami zupełnie mu się nie układa (o co zresztą po De Ronde miał spore, choć nie do końca zasadne pretensje), to mimo wszystko nie można zapominać, że Słowak jest zupełnie nieprzewidywalny i może wszystkich zaskoczyć absolutnie nieszablonowym rozwiązaniem.

Silny skład na Paryż-Roubaix wystawia również ekipa Trek-Segafredo. Zaledwie 22-letni Mads Pedersen w ubiegłym tygodniu w doskonałym stylu obronił drugą pozycję w Ronde van Vlaanderen, a na starcie stanie również zwycięzca Paryż-Roubaix w 2015 roku - John Degenkolb oraz czwarty w ubiegłym roku Jasper Stuyven. Powoli staje się też tradycją, że w czołówce najtrudniejszych wyścigów oglądamy Wouta van Aerta (V?randas Willems-Crelan), nie jest więc wykluczone, że trzykrotny mistrz świata w kolarskich przełajach, który na nierównościach czuje się jak ryba w wodzie, także i w jutrzejszym wyścigu będzie chciał wykorzystać swoje "terenowe" aututy.

To wszystko jednak dopiero przed nami. 257 kilometrów i 29 odcinków bruku, oznaczonych pięcioma kategoriami trudności. Wśród nich najtrudniejsze, pięciogwiazdkowe fragmenty, które kibice kolarstwa znają na pamięć: słynny przejazd przez Las Arenberg (Trouée d'Arenberg) na 95 km przed metą, 3-kilometrowy Mons-en-Pév?le (48,5 km przed Roubaix), Carrefour de l'Arbre (ponad 2 km bruku na 17 km przed metą).

Żeby jeszcze bardziej przybliżyć historię i przebieg tego morderczego wyścigu, organizator przygotował kilkuminutową animację, dzięki której można lepiej poznać "królową klasyków".

Bezpośrednią transmisję z przebiegu całej rywalizacji będzie można śledzić na kanale Eurosport 1 w niedzielę od godziny 11. Zwycięzca na mecie powinien się zameldować (zależnie od tempa całego wyścigu) między godziną 17:15 a 17:45.