Kolarstwo. Dyscyplina z genetycznym obciążeniem

Gdy się spojrzy na twarde dane, wniosek powinien nasunąć się sam: kolarstwo w dużej mierze uporało się z problemem, który samo stworzyło, a czasy EPO i Armstronga nieodwołalnie minęły. Niemniej pamięć o nich jest ciągle świeża, a wokół peletonu wciąż kręcą się ludzie o niezbyt czystych rękach, więc często wystarczy jedna iskra, by dyskusje o dopingowym dziedzictwie dyscypliny rozgorzały od nowa. A kolarskie władze zdają się temu bezradnie przyglądać. Dlaczego?
1

Taniec na brzytwie

Zapalnikiem do nowej dyskusji okazał się opublikowany w miniony weekend raport jednej z komisji brytyjskiego parlamentu, która weryfikowała procedury antydopingowe, funkcjonujące w Brytyjskim Związku Kolarskim oraz w grupie Team Sky. Sprawa dotyczyła podejrzeń nieprawidłowości w latach 2010-2013, a z lektury raportu wynika, że wprawdzie zespół korzystał ze zwolnień terapeutycznych (TUE) zgodnie z regułami WADA, to jednak nie wyłącznie w celach terapeutycznych, do czego TUE powinno być stosowane, ale po to, by osiągać lepsze wyniki. Raport jest bardzo krytyczny przede wszystkim względem kierownictwa brytyjskiej grupy, któremu zarzuca brak profesjonalizmu i rzetelności w gromadzeniu dokumentacji medycznej, nieprecyzyjną politykę informacyjną w zakresie stosowanych środków i szereg innych nieprawidłowości.

2

W gruncie rzeczy dokument brytyjskich parlamentarzystów nie ujawnia jednak niczego nowego, bo o podejrzeniach nadużywania TUE przez Bradleya Wigginsa, zwycięzcy m.in. Tour de France w 2012 roku (Wiggins miał zdiagnozowaną alergię i w związku z tym zgodę WADA na stosowanie określonych dawek triamcynolonu), lub o wątpliwościach, związanych z dostarczoną Sky tajemniczą paczką, zawierającą prawdopodobnie niedozwolone substancje (tzw. afera "jiffy bags") w kolarskim świecie mówiło się od dawna. Komisja nie formułuje żadnego konkretnego zarzutu, a jedynie wyraża swoje przekonanie, że terapia Wigginsa była wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem, zaś w temacie "jiffy bags" stwierdza wprost, że nie ma żadnych dowodów na to, co znajdowało się w paczce i nie można tego jednoznacznie ustalić na podstawie dostępnej dokumentacji. Zarówno Dave Brailsford - szef Team Sky, jak i sam Wiggins, zarzuty oparte o wiarę i przekonania członków komisji, ale nie poparte żadnymi dowodami kategorycznie odrzucają i zapewniają, że granica nigdy nie została przekroczona i nie zostały złamane żadne regulacje instytucji antydopingowych. Nie przeczą jednak temu, że zostały dość istotnie nagięte, poniekąd zgodnie z filozofią "marginal gains", zakładającą wykorzystanie każdej możliwej, nawet minimalnej przewagi nad konkurencją.

3

Mamy więc sytuację w pewnym sensie kuriozalną: z jednej strony brak jednoznacznych dowodów na złamanie reguł, wskutek czego nie można mówić wprost o stosowaniu dopingu, a jedynie o przekraczaniu granic etycznych w zyskiwaniu przewagi nad rywalami, z drugiej: świadomość tych właśnie wątpliwych etycznie działań, dzięki którym - z dużym prawdopodobieństwem - owa przewaga była budowana.

4 Britain's Chris Froome Britain's Chris Froome FRANCISCO SECO/AP

Można jednak ów raport odczytywać (z zastrzeżeniem, że prace komisji trwały wiele miesięcy) również jako pewnego rodzaju formę nacisku na UCI i WADA, w kwestii działań, związanych z aktualną sprawą Christophera Froome'a, w którego próbce po jednym z etapów ubiegłorocznej Vuelty wykryto dwukrotnie przekroczone stężenie salbutamolu. W jego przypadku mechanizm był bardzo podobny: również korzystał ze zwolnienia TUE z powodu zdiagnozowanej astmy, a w takich przypadkach salbutamol jest dopuszczony do stosowania, z jasno określoną granicą dopuszczalnej dawki. Czy Froome ją przekroczył? Wciąż nie wiadomo. Kolarz i jego zespół tłumaczą, że dawkowanie było prawidłowe, ale zawiodło funkcjonowanie nerek, przez co resztki zgromadzonej w nich substancji zostały wydalone w skumulowanej ilości, co dało pozytywny wynik kontroli. Na wyniki dochodzenia wciąż czekamy, tymczasem kolarz staje dziś na starcie kolejnego wyścigu, co rodzi w kolarskim świecie kolejne kontrowersje i dyskusje.

5

Bezradność UCI i zniecierpliwienie organizatorów

Po ujawnieniu brytyjskiego raportu władze Międzynarodowej Unii Kolarskiej wystosowały krótkie oświadczenie, którego treść zasadniczo można by skonkludować następująco: "z zadowoleniem przyjmujemy raport, jesteśmy zaniepokojeni jego wnioskami, zaostrzyliśmy już zasady stosowania TUE, ale zgadzamy się, że system wymaga okresowych przeglądów i jesteśmy w tej sprawie w kontakcie z WADA" (pełna treść oświadczenia UCI tutaj).

Nieco dalej w konkluzjach poszła organizacja MPCC (Mouvement Pour un Cyclisme Crédible), zrzeszająca część kolarskich zespołów czołowych dywizji (Team Sky nie jest sygnatariuszem tego ruchu), która przypomniała, że jej członkowie dobrowolnie zobowiązali się do niezwłocznego zawieszania zawodników, których wyniki kontroli antydopingowych budziłyby wątpliwości. W oświadczeniu sformułowano również oficjalną prośbę do UCI i WADA o standaryzację procedur wobec zawodników, podejrzewanych o stosowanie dopingu oraz o umożliwienie organizatorom wyścigów wykluczania z list startowych takich kolarzy.

6 Germany Cycling Tour De France Germany Cycling Tour De France Daniel Karmann / AP / AP

Z realizacją tego ostatniego postulatu mogą mieć zgryz sami organizatorzy wyścigów, dla których brak na starcie gwiazd formatu Froome'a może oznaczać wymierne straty, ale i oni zaczynają coraz dobitniej wyrażać swoje zniecierpliwienie przedłużającym się wyjaśnianiem jego przypadku. "To, czego oczekujemy, to odpowiedź. (.) Chcemy wiedzieć, czy na linii startu nie staje kolarz, który później zostanie poinformowany, że nie powinien się tam znaleźć. To kompletna farsa. Potrzebujemy odpowiedzi." - powiedział kilka dni temu na antenie francuskiej telewizji Christian Prudhomme, dyrektor wyścigu Tour de France. Jego zniecierpliwienie wydaje się zasadne, bo już dziś tabela wyników najważniejszego kolarskiego wyścigu na świecie pełna jest skreśleń i białych plam.

W podobnym kontekście, choć w nieco innym tonie wypowiadał się niedawno szef Giro d'Italia Mauro Vegni, który oznajmił, że nie ma zamiaru zdrapywać nazwisk zwycięzców z pucharu. Trudno odczytywać to inaczej, niż jako presję na UCI, która albo przyśpieszy procedury, związane z badaniem przypadku Froome'a, albo będzie musiała zaakceptować wynik rozstrzygnięty na trasie wyścigu, nawet gdyby to miało oznaczać usankcjonowanie oszustwa.

7

Gesty

Tymczasem UCI konsekwentnie milczy, od czasu do czasu wykonując jedynie symboliczne gesty, jak wspomniane wyżej oświadczenie, czy demonstracyjna rezygnacja szefa UCI Davida Lappartienta z obecności na Tour of Flandres, w związku za zaproszeniem na wyścig w roli biznesowego gościa Lance'a Armstronga.

Trochę trudno zrozumieć tę postawę najwyższych władz dyscypliny, nad której wizerunkiem od lat wisi złowieszczy cień dopingu i która przeszła długą i bolesną drogę od zorganizowanego i niemal powszechnego systemu dystrybucji EPO i transfuzji krwi do sporadycznych przypadków nadużywania dozwolonych medykamentów, zostawiając niejako w spadku całemu sportowemu światu udział w stworzeniu takich rozwiązań, jak m.in. paszporty biologiczne, czy system ADAMS (Antydopingowy System Administrowania i Zarządzania).

8

Nie oznacza to oczywiście, że te przypadki nadużywania zezwoleń TUE są chwalebne, bo - co zresztą wynika z przypadku Team Sky i Froome'a - całkowitego wyeliminowania tych nadużyć domaga się spora część kolarskiego środowiska, któremu zdaje się naprawdę zależeć na wizerunku "czystej" dyscypliny. Problem kolarstwa polega na tym, że spora część kibiców wciąż nie ma świadomości jak głębokie zmiany zaszły w dyscyplinie i postrzegają ją nadal jako jedną z tych, która problemem dopingu dotknięta jest najmocniej.

Tymczasem z danych WADA za rok 2016 wynika, że tylko 1,1% z ponad 23 tysięcy przebadanych próbek wykazało wynik pozytywny. Owszem, to wciąż o 252 przypadki za dużo. Ale to mimo wszystko mniej, niż w sportach lekkoatletycznych (1,2%), podnoszeniu ciężarów (1,9%), boksie (2%) i wielu innych.

9

Skąd więc ta nieustanna zła sława kolarstwa?

Przyczyn tego, że kolarstwo wciąż nie może się uporać z negatywnym wizerunkiem jest z pewnością wiele, ale jedna wydaje się mieć szczególne znaczenie: tylko w kolarstwie doping zyskał tak bardzo wyrazistą twarz. Oblicze Lance'a Armstronga na tle Łuku Triumfalnego oglądaliśmy tak długo, że niewiele brakowało, by na stałe wrosło w panoramę Paryża. A potem nagle siedem kolejnych zwycięstw w Tour de France okazało się wielkim oszustwem.

Oczywiście znane przypadki dopingu zdarzały się już wcześniej, nie tylko w kolarstwie: Ben Johnson, Marion Jones, czy choćby Diego Maradona. I zdarzały się również później: Maria Szarapowa, Therese Johaug i inni. Ale to właśnie przypadek Armstronga odcisnął na świecie sportu najsilniejsze piętno. Nie tylko dlatego, że dotyczył człowieka, który koronował się na króla dyscypliny, ale również dlatego, że ujawnił jego osobiste zaangażowanie w całą organizację dopingowego procederu. Na dodatek kolarstwo miało jeszcze to szczególne nieszczęście, że jego największa afera dopingowa zbiegła się w czasie z rewolucją internetową i rozwojem mediów społecznościowych. Już nie tylko mogliśmy się o tym dowiedzieć, teraz każdy z kibiców zyskał możliwość uczestniczenia w tej historii na żywo, a nawet dopisywania do niej własnej wersji zdarzeń.

10

To między innymi dlatego ten negatywny wizerunek tak mocno wbił się w świadomość kibiców, że dzisiaj każde zdarzenie, które choć odrobinę przypomina te najciemniejsze chwile kolarstwa, rozbudza na nowo złe emocje. Taki był przypadek Alberto Contadora, któremu de facto nigdy nie udowodniono świadomego stosowania clenbuterolu, ale któremu też nie udało się przekonać Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, że był to - jak sam twierdził - przypadek. Contador po latach od pobrania wątpliwej próbki został pozbawiony ważnych zwycięstw i do końca wspaniałej kariery jeździł z poczuciem krzywdy. I takie same negatywne emocje budzą dziś przypadki Team Sky, Wigginsa i Froome'a.

Tym bardziej zadziwiająca jest bierność władz kolarskiej federacji, która zamiast tonować nastroje, zdaje się ignorować coraz głośniejsze wezwania do walki, w której nie chodzi o nic innego, jak tylko o wiarygodność dyscypliny. O to, by przypadek Armstronga i Contadora nigdy się nie powtórzył. O to, by kibice uwierzyli, że kolarstwo naprawdę się zmieniło. O to, by uczciwie pracującym kolarzom nikt już niesprawiedliwie nie przyklejał etykiety z napisem "koksiarz".

Christian Prudhomme doskonale zdefiniował, czego dzisiaj potrzebuje kolarstwo: odpowiedzi, jakkolwiek by nie brzmiała. Z resztą potrafi sobie już poradzić. Ale potrzebuje odpowiedzi.

Skomentuj:
Kolarstwo. Dyscyplina z genetycznym obciążeniem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX