Sport.pl

Cancellara: Źle dla kolarstwa, że Armstrong wraca

Rozmawiał Piotr Kwiatkowski
17.09.2008 21:41
A A A
- Moim zdaniem każdy powinien odejść, kiedy jest na szczycie. A jeżeli Armstrong po powrocie nie będzie wygrywał, to straci swoją legendę - mówi mistrz olimpijski w jeździe na czas Fabian Cancellara.
Wyniki 4 etapu Tour de Pologne anulowane »

Szwajcar jest jedną z najważniejszych postaci tegorocznego Tour de Pologne. Kolarz grupy CSC-Saxo Bank na igrzyskach w Pekinie wywalczył złoty medal w jeździe na czas i brąz w wyścigu ze startu wspólnego. Cancellara dwukrotnie sięgał po mistrzostwo świata w jeździe na czas, wygrywał etapy w Tour de France i Tour de Suisse oraz jeden z najważniejszych kolarskich wyścigów - Paris-Roubaix.

Piotr Kwiatkowski: Jak pan skomentuje dzisiejsze zamieszanie związane ze strajkiem kolarzy?

Fabian Cancellara: Bardzo doceniamy fakt, że organizatorzy zgodzili się na skrócenie etapu, ale szkoda, że dziś nie poszli nam na rękę. Musieliśmy uważać na swoje zdrowie, bo było naprawdę ślisko, a do tego na trasie widzieliśmy olej. Organizatorzy najpierw zgodzili się na naszą propozycję żeby ścigali się tylko sprinterzy, ale potem wycofali się z tego. My zrobilibyśmy miejsce dla kolegów z drużyny, mieliby luźniej. Przecież w takich warunkach nietrudno o wypadek. W całej swojej karierze nie widziałem jeszcze żeby cały peleton strajkował.

Dlaczego mistrz olimpijski z Pekinu startuje w Tour de Pologne?

- Tak naprawdę nie było wyboru. Chciałem sprawdzić, czy jestem w stanie pojechać w mistrzostwach świata [rozpoczynają się w poniedziałek]. W tym momencie formę można przetestować tylko we Vuelta a Espana i właśnie Tour de Pologne.

Lubię TdP, mam dobry kontakt z Czesławem Langiem, staram się go wspierać w tym, co robi. On sporo rozmawia z kolarzami, liczy się z naszym zdaniem. Podoba mi się, że organizacyjnie TdP rywalizuje z najlepszymi wyścigami.

W Polsce jest okazja próbować różnych sposobów jazdy, bo wyścig jest wymagający. To nie jest dla mnie treningowy start. Kiedy masz na ramieniu numer, to się ścigasz na serio. Jeśli myślisz inaczej, to zostań w domu i trenuj.

Sądzi pan, że może wygrać Tour de Pologne?

- Nie, raczej nie. Dwa tygodnie nie trenowałem i nie czuję się w pełni formy.

A kto wygra?

- Chciałbym, żeby któryś z braci Schleck.

Pogoda jest w tym roku bardzo zła?

- Warunki są trudne, temperatura bardzo niska. Jesteśmy jednak zawodowcami. Ja spodziewałem się nawet więcej deszczu, więc nie jest aż tak źle. Ale decyzja Langa o skróceniu o 40 km czwartego etapu była dobra dla wyścigu i kolarzy. Musimy dbać o swoje zdrowie. Kolarstwo to nie jazda samochodem, nie jest tak, że wciskasz gaz i jedziesz. Na długich etapach można się ścigać, kiedy jest dobra pogoda.

Od przyszłego roku Tour de Pologne będzie w sierpniu.

- I to jest świetne rozwiązanie. Będzie można zrobić więcej górskich etapów. Może pojedziemy do Zakopanego i później do Karpacza. We wrześniu w górach może spaść śnieg. A pogoda potrafi być przewrotna. Czasami narciarze nie mają śniegu, a kolarze ścigają się w białym puchu.

Wygrał pan etapy Tour de France, Tour de Suisse, mistrzostwo świata, Paris-Roubaix, a teraz złoto i brąz w Pekinie. Który sukces jest najbardziej wartościowy?

- Igrzyska to najważniejsze zawody w karierze. Dzięki nim będę zapamiętany na zawsze. Rzadko zdarza się, że ten sam kolarz zdobywa dwa podczas tej samej olimpiady. Na igrzyskach reprezentuje się swój kraj, co jest dla mnie bardzo ważne. Przecież krajowi, z którego się pochodzi, zawdzięcza się najwięcej.

Brązowy medal zdobył pan po wspaniałym pościgu za uciekinierami. Nie czuł pan niedosytu - złoto było blisko.

- Ten brąz jest dla mnie jak złoto. Nie spodziewałem się, że pójdzie mi tak dobrze w tej konkurencji, a udało się osiągnąć coś wspaniałego. Jest to ważne dla mojej przyszłości. Potwierdziłem, że jestem mocny nie tylko w czasówkach i wyścigach w upale. Byłem dobrze przygotowany do igrzysk, poleciałem do Chin dwa tygodnie przed otwarciem, już dzień po Tour de France.

Roger Federer miał gorszy sezon, może więc pan jest teraz najbardziej popularnym sportowcem w Szwajcarii?

- Chciałbym dostać nagrodę na najlepszego sportowca Szwajcarii na koniec roku. Byłoby pięknie. A z Rogerem widziałem się w ostatnią środę w Bazylei i powiedział, że będzie szczęśliwy, nawet jeżeli tylko raz w roku wygra wielkoszlemowy turniej. Był przecież tyle lat na czele rankingu ATP. Rywale są agresywni i mają inną motywację - chcą bić mistrza.

Co sądzi pan o powrocie Lance'a Armstronga do kolarstwa?

- Bardzo trudne pytanie. Jeśli Lance będzie z tym szczęśliwy, to dobrze. Musimy poczekać i dowiedzieć się, czego chce dokonać. Jeżeli wraca tylko po to, by promować swoją organizację do walki z rakiem, to dobry pomysł.

Jego powrót jest korzystny dla całego kolarstwa, będzie się więcej o nas mówić. Ale wydaje mi się, że czas już na to, żeby młoda generacja kolarzy doszła do głosu. Mamy Cavendisha, braci Schleck. Ja również jestem w tym gronie. Moim zdaniem każdy powinien odejść, kiedy jest na samym szczycie. A jeżeli Armstrong po powrocie nie będzie wygrywać, to kolarstwo straci. Ucierpi legenda wielkiego mistrza.

Chciałby pan z nim jeździć w CSC?

- Nie. Nowy Lance, to nie jest ten sam, który wygrywał siedem razy TdF. Jeszcze raz powtórzę: kolarstwo powinno zmierzać w innym kierunku.

Po powrocie Armstronga Sastre'owi będzie trudniej obronić żółtą koszulkę zwycięzcy Tour de France.

- Uważam, że Sastre nie da rady wygrać jeszcze raz TdF, nawet bez Armstronga.

Dlaczego nazywają pana Spartakusem?

- Nie stałem na czele żadnego powstania. Takie przezwisko, w 2004 roku nadali mi koledzy z zespołu Fassa Bortolo. Chodziło o to, że mam silne ramiona. Przezwisko Spartakus daje mi dodatkową motywację. Przecież chcę w końcu być jak Spartakus i nie odpuszczam. Kiedyś upadłem i z kontuzją barku dojechałem do mety. Trzeba szukać impulsów do pracy. Przydomek jest jednym z nich. Na mnie mówią też "Twardy Szwajcarski Niedźwiedź".

Jest pan poliglotą. Może polski też pan rozumie?

- Znam niemiecki, retoromański, hiszpański, włoski, francuski, angielski, flamandzki... Polskiego oczywiście nie znam, ale kilka zwrotów zapamiętałem. Po zakończeniu kariery trzeba będzie zająć się czymś nowym. Wtedy znajomość języków obcych bardzo się przyda. A na razie w peletonie znajomość języków ułatwia mi dogadywać szczegóły ucieczki.

Pojedzie pan w mistrzostwach świata?

- Szanse są 50:50.

Maja Włoszczowska w roli reporterki »

Zobacz także
  • Czesław Lang Beczka soli w Wieliczce
  • Czesław Lang Lang przeprasza lublinian za przerwany wyścig
  • Armstrong wraca do Tour de France
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX