Sport.pl

Trud de Pologne. Tim Wellens najlepszy w wyścigu dookoła Polski

Tim Wellens (Lotto Soudal) wygrał 73. Tour de Pologne. Wyścig był ciężki dla kolarzy, kibiców i organizatorów. Paradoksalnie decyzja o odwołaniu jednego z etapów może wyjść tym ostatnim na dobre.
Ostatni etap, jazdę indywidualną na czas w Krakowie (25 km), wygrał Brytyjczyk Alex Dowsett (Movistar). Wellens był 13., ale wygrał z ogromną przewagą - drugiego Fabio Fellinego (Trek Segafredo) wyprzedził o blisko cztery i pół minuty. To największa różnica między pierwszym a drugim kolarzem w TdP od 1969 r. Najlepszy Polak Paweł Cieślik (VERVA ActiveJet) zajął 19. miejsce, do zwycięzcy stracił ponad 13 minut. Wyścig ukończyło tylko 97 z 200 zawodników, którzy tydzień temu wystartowali z Radzymina.

Po czwartym etapie w Rzeszowie była jednak nadzieja na powtórkę z historii. Dwa lata temu rozpędzony po Tour de France Rafał Majka (Tinkoff) przyjechał podziękować za wsparcie kibicom, ale był tak mocny, że wygrał wyścig dookoła Polski. O kilka sekund, jadąc w trupa na ostatnich metrach czasówki po ulicach Krakowa. Teraz Michał Kwiatkowski (Sky) był w Rzeszowie trzeci i awansował na drugie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Piąty etap zaskoczył jednak wszystkich. Zniknął upał, przyszły zimno i deszcz. Warunki były tak trudne, że kolarze mówili o zgrabiałych palcach, którymi trudno zmienić przerzutki. Z Wieliczki do Zakopanego peleton miał do przejechania 225 km i siedem premii górskich. Wszyscy uważali, ale nie uniknęli kraks. Z wyścigu wycofało się 86 kolarzy, w tym m.in. Przemysław Niemiec (Lampre Merida) i Dariusz Batek (reprezentacja Polski). Kwiatkowski spadł z roweru i długo nie podnosił się z szosy. Zbadali go lekarze. Poobijany wrócił na rower, ale stracił do Wellensa 26 minut.

Na kolarzy czekała jednak najcięższa przeprawa - piętnaście górskich premii na etapie dookoła Bukowiny Tatrzańskiej. W niedzielę pogoda była jeszcze gorsza. Organizatorzy skrócili etap z pięciu do dwóch rund, ale szans na jazdę po prostu nie było. Pobocze rozmiękło, a przed Bukowiną osunęła się skarpa. - Na szczycie Zębu mgła była tak gęsta, że jadąc samochodem, nie wiedziałem, czy jestem na jezdni czy na poboczu - mówił Czesław Lang, dyrektor wyścigu. Zawodnicy przyjechali do niego na naradę. Wspólnie podjęli decyzję - etap anulowano. Warunki były tragiczne i rywalizacja byłaby zbyt niebezpieczna - tłumaczył zziębnięty Kwiatkowski. On i inni kolarze podkreślali, że decyzja była trudna, szkoda im było kibiców, ale dobra, bo ryzykowali zbyt dużo.

- Rozmawiałem z Kwiatkowskim, ze Zdenkiem Stybarem, z innymi kolarzami, którzy podjeżdżali, przepraszali i mówili, że nie są w stanie dziś nic zrobić, ledwo utrzymują się na rowerze - tłumaczył Lang.

Mimo równolegle toczącego się Tour de France zespoły wystawiły na TdP bardzo mocne składy. Zawiodła pogoda. Gdyby coś podobnego stało się w trzytygodniowym wyścigu, szybko byśmy o tym zapomnieli. W wyścigu tygodniowym dwa dni potrafią zdecydować o wszystkim. Decyzja o anulowaniu etapu paradoksalnie może wyścigowi pomóc - Lang zrozumiał kolarzy, nie kazał im ryzykować. Gdy będą się zastanawiać, czy przyjechać do Polski za rok, wezmą to pod uwagę.

Więcej o: