Zazwyczaj skandale wokół Tour de France wybuchały po udowodnionych przypadkach stosowania dopingu. W tym roku o kontrowersje postarali się sami organizatorzy, wytyczając część trasy trzeciego etapu po kostce brukowej. Kolarze protestowali przeciwko temu jeszcze
przed startem wyścigu.  - To będzie rzeź - napisał na swoim profilu w portalu społecznościowym
Twitter Lance Armstrong, siedmiokrotny zwycięzca Tour de France.
Obawy okazały się słuszne. Nie wytrzymywały rowery Lance'a Armstronga, lidera po dwóch etapach Sylvaina Chavanela, ale największym pechowcem był Frank Schleck, który niespełna 30 km przed metą
miał wypadek  na kostce brukowej. Zawodnik długo leżał na poboczu, nie podnosił się. Jak się później okazało kolarz miał
złamany obojczyk  i wycofał się z wyścigu.
Schleck: To igranie z życiem kolarzy - Ci, którzy planowali trasę wyścigu nie mają prawa igrać z życiem kolarzy w celu stworzenia spektakularnego widowiska - powiedział Schleck w wywiadzie dla "Ekstra Bladet". - Upadki są częścią kolarstwa, ale nie rozrywką. Są zawodnicy którzy po upadku nigdy nie wrócili na rower i stali się niepełnosprawnymi - dodał.
-Nikt nie powinien ustalać trasy, która po prostu prosi się o upadki, a przede wszystkim nie na Tour de France, bo nikt nie cieszyłby się ze zwycięstwa odniesionego tylko dlatego, że wywrócił się Alberto Contador albo Andy Schleck - powiedział mistrz Luksemburga.