Sport.pl

Tour de France. Armstrong - Contador, akt 2

Olgierd Kwiatkowski
02.07.2010 , aktualizacja: 02.07.2010 08:23
A A A Drukuj
W zeszłym roku jechali razem, ale przeciw sobie. W rozpoczynającym się w sobotę w Rotterdamie Tour de France zasłony dymnej już nie będzie. Lance Armstrong i Alberto Contador z otwartymi przyłbicami będą wielkimi rywalami.
Lance Armstrong
Fot. CHRISTOPHE ENA AP
Lance Armstrong
Alberto Contador
Fot. CHRISTOPHE ENA AP
Alberto Contador
Alberto Contador
Fot. ROBERT PRATTA REUTERS
Alberto Contador
Lance Armstrong po wypadku
Fot. Marcio Jose Sanchez AP
Lance Armstrong po wypadku
SERWISY
- Moje relacje z Lance'em Armstrongiem nie istnieją. Oczywiście, że jest wielkim mistrzem, ale nie miałem dla niego specjalnego uwielbienia i nigdy nie będę miał - mówił Alberto Contador po wygraniu poprzedniej "Wielkiej Pętli". Było to zwycięstwo tym bardziej godne podziwu, że odniesione praktycznie w pojedynkę, we współczesnym kolarskim świecie rzecz wydawałoby się niemożliwa.

Rywalizacja z zawodnikami innych grup: luksemburskimi braćmi Andym i Frankiem Schleckami, Amerykaninem Bradleyem Wigginsem, Włochem Vincenzo Nibali było dla Contadora jak przejażdżka po ścieżce rowerowej w porównaniu z tym, co przeżywał wewnątrz własnej grupy - Astana. Jej formalnym przywódcą był Lance Armstrong. Amerykanin, siedmiokrotny zwycięzca Touru, nie chciał zrezygnować z roli sportowego lidera, mimo że wrócił do zawodowego peletonu po trzech latach przerwy. Półrocze poprzedzające wyścig i sama Wielka Pętla upłynęły w atmosferze złośliwości, jakie non stop pod adresem Hiszpana kierował Armstrong. "Nie trzeba być laureatem nagrody Nobla, żeby wiedzieć, że on będzie jechał przede mną, jeśli zawieje silny wiatr", "Powiedziałem w marcu, że on będzie musiał się dużo uczyć i podtrzymuję to", "Prawdziwym problemem Contadora będzie, kiedy będę w innej drużynie" - twierdził Lance. Nie zmienił tonu także za metą w Paryżu. "Gdybym był nim, przestałbym gadać głupstwa i podziękowałbym drużynie. On nie wygrałby bez niej wyścigu", "Odszedł (z Astany) nawet jego przyjaciel dzielący z nim pokój (Sergio Paulinho). Na jego miejscu długo patrzyłbym w lustro".

Jesienią Armstrong spakował manatki i założył własną grupę - RadioShack. Zabrał ze sobą dyrektora sportowego Johana Bruyneela i wszystkich najlepszych kompanów, ludzi, którzy byli w przeszłości w pierwszej dziesiątce Touru: Andreasa Kloedena, Levi Leipheimera, Jarosława Popowycza. W zespole jest dziewięciu kolarzy z Astany, sześciu, którzy stanęli na starcie przed rokiem w Monaco. Wątpliwości, kto jest liderem, nie ma żadnych. Wszyscy będą harować na to, żeby Amerykanin wygrał po raz ósmy.

Contador został w Astanie, którą tworzą Hiszpanie i Kazachowie. Obrońca tytułu ma oddanych przyjaciół (Benjamina Novala, Jesusa Hernandeza) i człowieka od czarnej roboty, najbardziej walecznego kolarza Wielkiej Pętli z 2006 roku - Davida de la Fuente. Ale jest jeszcze w zespole Aleksander Winokurow, 36-letni Kazach, trzeci w 2003 roku. On może pokrzyżować szyki najlepszym, od małolata ścigał się na Zachodzie, uważa się go za łącznika między Kazachami i Hiszpanami.

Na podstawie tegorocznego dorobku trudno ocenić szansę obu wielkich rywali. Armstrong na pewno miał więcej problemów niż Hiszpan: groźny upadek w maju, słabe wyniki w czasówkach, dźwiga na swoich barkach kolejne oskarżenie o doping. Wystosował je jego były kolega z US Postal Floyd Landis. Wszyscy mają go za zakompleksionego wariata, ale nie Jeff Novitzky, agent, który kiedyś się wziął za laboratorium Balco i wsadził do więzienia Marion Jones. Contador przynajmniej nie ma takich kłopotów na głowie. W tym roku wygrał wyścig Paryż - Nicea i Dookoła Kastylii i Leon, był drugi w Criterium-Dauphiné, ale na tym ostatnim wyprzedził go Janez Brajković z... Astany. Była to prestiżowa porażka.

W rywalizacji z 39-letnim Armstrongiem młodszy o 11 lat Contador jest zdecydowanym faworytem. Ale ścigać się będą z nimi: drugi na podium w Paryżu Andy Schleck z najlepszej drużyny TdF Saxo Bank, mistrz świata Australijczyk Cadel Evans, rewelacyjny w ubiegłym roku Bradley Wiggins ze Sky czy zwycięzca Giro d'Italia Ivan Basso z Liquigasu, któremu pomagać będzie Sylwester Szmyd. Żaden z nich nie zamierza być tłem dla głównego pojedynku.

Rozstrzygający ostatni tydzień

Tour de France rozpoczyna się w sobotę prologiem w Rotterdamie. Do Francji kolarze wjadą z Belgii. Pierwszym wielkim sprawdzianem będzie trzeci, wtorkowy etap, prowadzący w końcówce przez brukowane odcinki, słynne dzięki wyścigowi Paris - Roubaix. - To będzie rzeź - zapowiada Armstrong. Alpy to rozgrzewka przed Pirenejami, bo w najwyższych górach zaplanowano jeden trudny etap (13 lipca). Organizatorzy całą uwagę skupili na Pirenejach, w których po raz pierwszy kolarze ścigali się 100 lat temu. Na dach Touru - Tourmalet (2115 m npm) peleton będzie wspinać się dwukrotnie. Najpierw 20 lipca na etapie z Bagneres-de-Louchon do Pau liczącym 198 km, a po dniu przerwy z metą na tej przełęczy. Jeśli w górach wyścig się nie rozstrzygnie, dogrywka nastąpi w przedostatnim dniu Wielkiej Pętli, 23 lipca podczas czasówki z Bordeaux do Pauillac.

Bruk na Tour de France - protesty Armstronga »


Zobacz więcej na temat:

Podziel się