Sport.pl

Kolarze górscy z apetytem na śniadanie u premiera

Czy kolejne grupy polskich sportowców będą gośćmi premiera Donalda Tuska na śniadaniu? Najbliższa tego jest Maja Włoszczowska i kadra kolarzy górskich, która dotarła właśnie do Canberry na mistrzostwa świata
Czytaj więcej na blogu i twitterze Przemysława Iwańczyka

- Chętnie przyjmiemy takie zaproszenie - mówi Andrzej Piątek, trener polskiej reprezentacji. Śniadanie u premiera to ostatnio tradycja po sukcesach sportowych. Kilka dni temu Donald Tusk gościł wracającym z mistrzostw świata w Berlinie lekkoatletów. Ich kadra liczyła 48 zawodników, którzy zdobyli w sumie osiem medali. - My pojechaliśmy do Canberry w dziewięcioosobowym składzie i wcale nie mamy zamiaru wracać z pustymi rękami - zapowiada trener.

Polskimi faworytkami do medali są kolarki CCC Polkowice - Maja Włoszczowska i Aleksandra Dawidowicz. Liczyć powinna się również drużyna, która zdobyła cztery medale w ostatnich sześciu mistrzostwach świata.

W czwartek polska reprezentacja dotarła po 32-godzinnej podróży do Canberry. Polskich kolarzy stawia to w bardzo niekorzystnej sytuacji, bo najgroźniejsze rywalki Mai z Kanady, USA, czy Chin nie będą potrzebowały aż tak wiele czasu na adaptację. Zresztą większość liczących się w świecie ekip miała o wiele krótszą podróż. - Nie pozostaje to bez znaczenia - uważa trener kadry. - Każda prawidłowo przespana noc tuż przed zawodami to jeden procent więcej szans na sukces. Jest to tak samo istotne jak długie zgrupowania, dieta i wszystko, co przekłada się na sukces w sportach wytrzymałościowych. Dlatego każdą podróż planujemy w najdrobniejszych szczegółach, a do Australii wybraliśmy się pięć dni przed pierwszym startem.

Najbardziej męczące dla podróżujących tak daleko ekip kolarskich są odprawy na lotniskach. Dziewięcioosobowa kadra Polski zabrała ze sobą grubo ponad tonę bagażu. - Wychodzi około 430 kg nadbagażu, a każdy dodatkowy kilogram kosztuje niemało - opowiada Hubert Grzebinoga, mechanik reprezentacji. Wyliczył, że zabrał z Polski do Australii przy czterech przesiadkach 14 rowerów, 30 kół i 130 opon. Do tego 42 torby wszystkich członków ekipy. Jak można tyle przewieźć tak daleko z trzema śródlądowaniami?

- Każda z toreb, w której zabezpieczony jest rower, nie może ważyć więcej niż 32 kg - opowiada Piątek. - Mimo że zdzieraliśmy lakier z niektórych ram, by dziewczyny miały łatwiej na trasie, i tak trzeba było kombinować przekładając elementy do poszczególnych pakunków. To takie małe puzzle.

Dodatkowo kłopoty napotkały polską ekipę na lotnisku w Sydney, gdzie okazało się, że do Australii nie można wwieźć bez konsekwencji toreb lekarskich z medykamentami, czy nawet owoców. Australijscy pogranicznicy osobiście dopilnowali, żeby na oponach i butach nie znalazła się nawet grudka ziemi.

W czwartek polska reprezentacja wyjechała na górę Stromlo, aby obejrzeć trasę mistrzostw świata. Piątek: - Przewyższenia są niewielkie, ale trasa jest kompletna, godna rangi zawodów. Dość zaskakująco przed kolarzami wyskakują kangury. Są jednak płochliwe, więc nie powinny nam zrobić krzywdy.

Mistrzostwa świata w Australii rozpoczną się 1 września, zakończy je pięć dni później wyścig elity z udziałem Mai Włoszczowskiej. Transmisję z Canberry zaplanowała TVP1 i TVP Sport.

Więcej o: