Sport.pl

Czysty Sastre wygrał czyszczący się Tour

W jeździe na czas - przedostatnim, ale decydującym etapie Tour de France - najważniejsza jest motywacja. Dzięki niej Carlos Sastre, słaby czasowiec, w życiowej próbie obronił w sobotę koszulkę lidera i w niedzielę minął w niej metę w Paryżu.
Sześć tysięcy kalorii w czasie jednego etapu »

Nie spełniła się prognoza oberwania chmury ani burz z piorunami podczas czasówki w St. Amand-Montrond (choć grzmiało i padało w centralnej Francji, ale przed południem). Przez peleton też nie przetoczył się tajfun. Sastre, lider po środowej wspinaczce na 21 serpentynach do stacji narciarskiej w L'Alpe d'Huez, jako trzeci Hiszpan w ostatnich trzech latach zwyciężył trzytygodniową mordęgę kolarską. Wszystko dzięki świetnej jeździe na czas. "Czasowiec" Australijczyk Cadel Evans, który powinien bez większych problemów odrobić 1 min 34 s straty do "górala" Sastre'a, aby wygrać Tour, odrobił tylko 20 sekund. Okazało się, że ciężka praca, jaką Hiszpan wykonał w tunelu aerodynamicznym przed wyścigiem, opłaciła się - Sastre jechał płynnie, sylwetkę ułożył na rowerze tak, że guru samochodowego designu Giugiaro nie wymyśliłby tego lepiej. Jedynie na pomiarze czasu po pierwszych 18 km można było mieć niejakie wątpliwości co do jego sukcesu. - Pojechał "czasówkę" swojego życia - stwierdził zeszłoroczny zwycięzca Alberto Contador, którego zespół Astana nie został dopuszczony do wyścigu z powodu uwikłań w afery dopingowe.

Sensacyjnie dobrze pojechał król klasyfikacji górskiej Austriak Bernhard Kohl - trzeci przed startem do etapu - który po morderczej próbie do L'Alpe d'Huez wyglądał na nierehabilitowalnego. Po prostu leżał nieruchomo na asfalcie na plecach przez wiele minut, ktoś tylko miłosiernie rozpiął nad nim parasol. I on nie odrobił w sobotę do Sastre dużo - a w każdym razie niewystarczająco - bo zaledwie 13 sekund. Ale na czasówce Austriak dosłownie wyszedł z siebie i dzięki tej woli walki i motywacji utrzymał się na podium na Polach Elizejskich.

Sastre zasłużył na wielki szacunek za jazdę na czas, ale zarobił na niego już w L'Alpe d'Huez, które zdobył w brawurowym, samotnym ataku. To tam zbudował sobie przewagę nad Evansem, który nierozważnie uznał, że jego głównym rywalem jest kolega z drużyny Sastre'a Luksemburczyk Frank Schleck. I tylko jego nie spuszczał z oka.

Za metą czasówki Evans - przedwyścigowy faworyt - był załamany i słusznie stwierdził, że grupa Franka Schlecka, jego znakomitego brata Andy'ego Schlecka i samego Sastre'a, czyli CSC, była po prostu zbyt silna. - Na każdym etapie, w dowolnym momencie, gdy spojrzałem w bok, był tam kolarz z CSC. Jakby ich było 18 - powiedział Evans we francuskim dzienniku "L'Equipe".

Ale czy czasem Australijczyk przed Tour de France nie za bardzo wczuł się w rolę faworyta? Zeszłoroczny nr 2 wyścigu jako jedyny w peletonie zatrudnił nawet osobistego "goryla" (przydał się właściwie tylko raz - za metą etapu w Prato Nevoso. Tłum napierał na Cadela i na jego pieska towarzyszącego żonie Chiarze. "Nadepnij mu na łapę, a urwę ci łeb" krzyczał zdenerwowany kolarz, trzymając koniec palca centymetr od oka jednego z napierających).

Etap na czas wygrał Niemiec Stefan Schumacher. Jedyny Polak w peletonie Sylwester Szmyd był 41. z 4 min 45 s straty do zwycięzcy. W niedzielę w Paryżu zakończył wyścig na 25. miejscu.

Sastre po minięciu mety sobotniej czasówki w St. Amand wskazał dłonią niebo w dedykacyjnym geście, a potem - choć nieskory do emocjonalnych wynurzeń - opowiedział o zmarłym pięć lat temu szwagrze, z którym przez lata byli nieodłącznymi kumplami. Jose Maria Jimenez był w latach 90. wspaniałym góralem, potem cierpiał na depresję i w 2003 roku zmarł po przedawkowaniu kokainy.

Szef wyścigu Christian Prudhomme na razie oddycha spokojnie - nie było afer dopingowych. "Przetrzepany" przez policję samochód ojca braci Schlecków okazał się czysty, ale dlaczego właśnie sprawdzono ten samochód? Ich CSC jako jeden z trzech zespołów Tour de France wdrożył specjalny wewnętrzny antydopingowy program i przed wyścigiem jego twórca i lekarz ekipy Duńczyk Rasmus Damsgaard opublikował wyniki badań krwi wszystkich swoich kolarzy.

Widocznie nad CSC nadal kładzie się cień dyrektora sportowego Duńczyka Bjarne Riisa, zwycięzcy sprzed 12 lat, który w zeszłym roku oświadczył, że używał dopingu.

Skandal w Tour de France: Podwójny zwyciężca na dopingu »