Najlepszy polski kolarz - jedzie w Tour de France, ale do Pekinu nie Valverde zaatakował w końcówce podjazdu na metę, trzysta metrów przed końcową linią i wyprzedził rywali o kilka długości roweru.
Na blisko 200-kilometrowej, pagórkowatej trasie nie zabrakło ucieczek, a pierwszym śmiałkiem był Francuz Lilian Jegou, który oderwał się od peletonu już na drugim kilometrze. Szybko został doścignięty przez siedmiu innych kolarzy, a prowadząca grupa miała już w pewnym momencie ponad osiem minut przewagi.
Uciekinierzy zostali jednak przed metą doścignięci przez główną grupę, w której byli niemal wszyscy faworyci. Brakowało tylko najlepszego górala ubiegłorocznej imprezy Kolumbijczyka Maurizio Solera, który na około 10 km przed metą upadł i został za grupą, tracąc w efekcie trzy minuty do zwycięzcy.
Pierwszym pechowcem wyścigu był Francuz Herve Duclos-Lassalle, który przewrócił się w strefie bufetu i ze złamanym nadgarstkiem został odwieziony do szpitala.
Przed metą, na niespełna dwukilometrowym podjeździe, atakowało kolejno kilku kolarzy, między innymi Niemiec Stefan Schumacher i Kim Kirchen z Luksemburga. Kontratak 28-letniego Valverde okazał się skuteczny, Hiszpan błyskawicznie doścignął prowadzącego w tym momencie Kirchena i wygrał niezagrożony.
W niedzielę odbędzie się drugi etap, z Auray do Saint-Brieuc (164,5 km), również kończący się niewielkim podjazdem. Jedyny polski kolarz Sylwester Szmyd zajął dalekie 141. miejsce.
W tegorocznym Tour de France, w odróżnieniu od poprzednich edycji, nie ma bonifikat czasowych za trzy czołowe miejsca na mecie etapu.
Zawiodło zawieszenie? Kubica dopiero dziesiąty