Sport.pl

Vuelta a Espana. La Camperona, czyli morderczy finisz

- Ten podjazd jest bestialski - zachwalał w 2014 roku La Camperonę Javier Guillén, szef Vuelta a Espana. Dziś kolarze zmierzą się z podjazdami o nachyleniu dochodzącym do 25 proc.
Czas na 8. etap, który sprawdzi, jak mocny jest lider wyścigu Darwin Atapuma (BMC), ile sił ma jeszcze Chris Froome (Team Sky) oraz na co stać Nairo Quintanę, Alejandro Valverde (obaj Movistar) i Alberto Contadora (Tinkoff), czyli tych, którzy mają Brytyjczykowi zagrozić. Słowem, obsada Vuelty jest piękna, nie zawsze do Hiszpanii przyjeżdżali najmocniejsi.

Froome wygrał Tour de France, ale różnic między wyścigiem dookoła Francji a Vueltą jest kilka: etapy na hiszpańskiem tourze są krótsze, a walka w peletonie mniejsza. - Mniejszy jest też stres - mówi Bartosz Huzarski (Bora-Argon 18), po wycofaniu się Michała Kwiatkowskiego (Sky), jedyny obok Michała Gołasia (Sky) Polak we Vuelcie. W nagraniu, które zamieścił na swoim profilu na Facebooku, Huzarski dodaje, że w Hiszpanii 15 km przed finałowym podjazdem jest w stanie przesunąć się w peletonie do przodu i zacząć wspinaczkę w pierwszej trzydziestce. - Gdy w pierwszym tygodniu Tour de France do mety zostawało 80 km, nie było mowy o przesunięciu się do przodu - porównuje Huzarski.

Vueltę jako spektakl można krytykować na różne sposoby. Hiszpanom nie wychodzi organizacja: kolarze narzekają na logistykę i brak punktualności - etap potrafi zacząć się przed czasem. Problem jest też z widownią, na trasie kibiców jest o wiele mniej niż we Francji. W dodatku kolarze są już często myślami na urlopach - Vuelta jest ostatnim z trzech wielkich tourów, dla wielu kończy trudny sezon, a przecież jeszcze dwa tygodnie temu wielu walczyło o olimpijskie medale.

Ma boleć

Można by pomyśleć, że wyścig dookoła Hiszpanii (w tym roku to określenie nieprawdziwe, bo kolarze ścigają się przede wszystkim na północy półwyspu Iberyjskiego) jest niepotrzebną i słabo zaplanowaną jazdą towarzyską. Nic bardziej mylnego, bo przy niewątpliwych mankamentach, Hiszpanie chcąc odróżnić się od swojego bardziej znanego, francuskiego brata, wybrali prosty, ale sprawdzony przepis dramaturgiczny. Postanowili, że w ich spektaklu aktorzy będą cierpieć. Zadbali, by trasy obfitowały w nieregularne podjazdy, a finisze były ustawiane na ich końcu. We Francji kolarzom po wspinaczce często pozwala się jeszcze zjechać. W Hiszpanii przyjęto, że na mecie ma boleć.

I właśnie po to organizatorzy wyszukali dwa lata temu La Camperonę. Góra nie jest wysoka, bo wnosi się tylko 1597 metrów powyżej poziomu morza. Podjazd pod nią nie jest też szczególnie długi, ma tylko 8,5 km, gdzie mu tam do znanych z TdF alpejskich maratonów kończących się bliżej nieba. W dodatku średnie nachylenie asfaltu wynosi 7,4 proc. - to też wcale nie tak dużo, z Giro d'Italia i TdF znamy wspinaczki i dłuższe i bardziej strome. Tylko że to iluzja liczb.

Sztuczka polega na tym, że między czwartym a piątym kilometrem asfalt jest płaski jak stół. Ale na ten stół trzeba się wdrapać - na jego rogu nachylenie sięga 25 proc., a potem jest tylko trochę lepiej, bo 20 proc. w górę. To wszystko czeka na kolarzy po 168 kilometrów płaskiego etapu. Nie będą mieli szans odpowiednio przygotować mięśni na taki wysiłek.

Trudno ocenić, co się wydarzy w sobotę, bo pod La Camperonę peleton wjeżdżał tylko raz, w 2014 roku. Wtedy faworytom uciekł Ryder Hesjedal (Garmin-Sharp). Kanadyjczyk wygrał etap dzięki dobremu finiszowi na ostatnich 100 metrach. Contador dojechał do mety siedem sekund przed Froomem. Hiszpan wygrał wtedy cały wyścig, teraz próbuje naprawić nieudany sezon i godnie pożegnać się Tinkoffem - od 2017 roku będzie jeździł dla Amerykanów z Trek-Segafredo.

Wielki cel Froome'a

Dla Froome'a Vuelta jest słodko-gorzka. To tutaj w 2011 roku zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej, chociaż startował jako kolarz prawie anonimowy, pomocnik gwiazdora Bradleya Wigginsa. W dwóch kolejnych startach Brytyjczyk Vuelty również nie wygrał - zdominował za to Tour de France - i ma z nią porachunki. La Camperony dobrze nie wspomina też Valverde (obecnie wicelider wyścigu) - dwa lata temu stracił do Froome'a pół minuty. Z górą nie mierzył się jeszcze Nairo Quintana, który tak jak w Tourze, ma być największym rywalem Froome'a, ale podobnie jak we Francji, jedzie na razie bezbarwnie. I coraz trudniej powiedzieć, kto tu komu pomaga - Valverde, teoretycznie pomocnik Kolumbijczyka, walczy o zostanie trzecim kolarzem w historii, który w jednym sezonie ukończy trzy wielkie toury w pierwszych dziesiątkach. Ostatni raz ta sztuka udała się Gastone Nenciniemu w 1957 roku.

Cel Froome'a też jest odważny. Jeśli Brytyjczyk będzie najlepszy w Hiszpanii, to zostanie trzecim kolarzem w historii, a pierwszym od 38 lat, który w jednym sezonie wygra TdF i Vueltę. Ostatnim był Bernard Hinault (1978), a pierwszym Jacques Anquetil (1963). Tylko że dla obu Francuzów Vuelta była rozgrzewką przed TdF - wyścig dookoła Hiszpanii kiedyś rozgrywano na wiosnę, a teraz dla wielu kończy sezon. A przecież Froome po TdF nie odpoczywał - zdobył brązowy medal olimpijski w jeździe indywidualnej na czas. Tak samo jak we Francji, cała grupa Sky jedzie pod Brytyjczyka. On to docenia, po jednym z etapów dziękował Kwiatkowskiemu i Gołasiowi za poświęcenie. W nowym sezonie w Sky będzie jeździł jeszcze jeden Polak - Łukasz Wiśniowski.

500 km więcej

La Camperona zweryfikuje też jak mocny jest lider wyścigu Darwin Atapuma. Kolumbijczyk jeździe w amerykańskiej grupie BMC, która zakontraktowała go właśnie z myślą o górach.

Jest jeszcze jedna, ukryta cecha Vuelty. Oficjalnie wyścig ma 3315,4 km. Ale to znów iluzja liczb.

Huzarski opowiada, że trzeba doliczyć jeszcze jakieś 500 kilometrów. Dlaczego aż tyle? Każdy etap zaczyna się odcinkiem neutralnym, w sumie zbiera się tego ok. 133 km. Doliczmy jeszcze różne dojazdy (podpisanie listy startowej, droga do autobusu po etapie) - w sumie 105 km, kręcenie na rolkach, żeby odkwasić mięśnie - w sumie 57 km, przejażdżki w celu rozeznania tras - 100 km i trening w dni wolne - 90 km.

- Ręka do góry kto z was robi 500 km w trzy tygodnie? - pyta Huzarski.

Rosyjscy medaliści igrzysk otrzymali samochody w nagrodę od Putina [ZDJĘCIA]




Więcej o:
Komentarze (7)
Vuelta a Espana. La Camperona, czyli morderczy finisz
Zaloguj się
  • Piotr C

    0

    Wykres jest trudny dla niektorych w interpretacji, bo nie podano jednostek odleglosci i wysokosci. Wysokosc jest chyba w metrach, ale w czym jest odleglosc?

  • crxiak

    0

    - Ręka do góry kto z was robi 500 km w trzy tygodnie? - pyta Huzarski

    JA np. po mieście, zatrzymując się na czerwonym świetle, walcząc z krawężnikami i pieszymi...

  • Grzegorz Ściema

    Oceniono 1 raz -1

    Za czasów gdy ja chodziłem do szkoły to: 1. Nachylenia i kąty mierzyło się w stopniach a nie w procentach. Uczono też posługiwania się kątomierzem.
    Nie wiem co przedstawia ten wykres ale wiem na pewno że: 1. Ostatni odcinek jest nachylony pod kątem co najmniej 60 a może nawet 70 stopni. 2. Nie da się podjechać żadnym rowerem pod górę o takim nachyleniu jak na tym wykresie.
    Ale ja chodziłem do podstawówki w "komunistycznych" czasach a maturę zdawałem w czasach gdy matematyka była obowiązkowa.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX