Sport.pl

Tour de France. Inni trochę się bali, ale nie Nibali

Zeszłoroczny zwycięzca Vincenzo Nibali zaatakował, gdy lider wyścigu Chris Froome miał na podjeździe kłopoty techniczne. Wygrał etap, a wicelider Nairo Quintana też urwał się Brytyjczykowi.


Czy Nibali wiedział, że Froome został z tyłu? Mógł wiedzieć dzięki słuchawkom w uszach. Nie zawahał się jednak, czym dołożył oliwy do dyskusji, czy z Froome'em można walczyć wszelkimi środkami. Nibali miał przed startem do piątkowego 19., alpejskiego etapu aż osiem minut straty do Brytyjczyka.

Pozostali - w tym głównie Nairo Quintana, ale również Alberto Contador z najważniejszym swoim pomocnikiem Rafałem Majką - postanowili nie wykorzystywać okazji. Do tej pory Hiszpanowi wypomina się Wielką Pętlę z 2010 r. i atak na ówczesnego lidera Andy'ego Schlecka. Dzięki temu atakowi Contador początkowo wygrał wyścig, ale potem został zdyskwalifikowany za doping. Nie było jedności w środowisku, czy Contador dobrze zrobił, gdyż kilka kolarskich sław go wsparło. Ale wtedy Hiszpan walczył o zwycięstwo w całym Tour de France, w piątek Nibali walczył być może o miejsce w pierwszej trójce, bo strata do Froome'a jest zbyt duża.

Wygląda na to, że atakując Froome'a, można więcej - nie tylko kolarze zresztą mogą więcej. Gdy Brytyjczyk gonił grupkę z najlepszymi z nich, minął zakręt, na którym jeden z kibiców mu wygrażał, przystawił niemal pięść do nosa. Wszystko z powodu oskarżeń o doping rzucanych przez francuskie media na podstawie szacunków biomechaników, którzy uważają, że wykręca na rowerze moc niemożliwą bez niedozwolonego wspomagania.

Na 6 km przed metą Froome'owi urwał się wicelider Kolumbijczyk Quintana, wspaniały góral. Odrobił pół minuty z ponadtrzyminutowej straty. Może urwać więcej tylko w sobotę - na królewskim etapie z metą na L'Alpe d'Huez. Już tylko legendarne 21 serpentyn zostaną najlepszym kolarzom, aby pobić Froome'a. W niedzielę koniec - parada do Paryża, na Pola Elizejskie.

Nowe kosmiczne stroje Manchesteru City


Więcej o: