Sport.pl

Tour de France. Steve Cummings dla siebie i Afryki

34-letni Brytyjczyk jak profesor rozegrał etap w Masywie Centralnym i dał triumf afrykańskiej ekipie w Dzień Nelsona Mandeli.
15 lat po wybraniu Nelsona Mandeli na prezydenta RPA Clint Eastwood stanął za kamerą, by nakręcić film "Invictus", opowiadając o roli sportowego sukcesu w unifikacji podzielonego przez dekady systemem segregacji rasowej kraju. Jeśli w najbliższych latach powstanie film opowiadający historię pierwszej w zawodowym peletonie afrykańskiej ekipy kolarskiej i jej drogi do występu w Tour de France, jednym z głównych bohaterów będzie Brytyjczyk Stephen Cummings.

Kolarz z Clatterbridge triumfował na 14. odcinku Tour de France, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo na trasie Wielkiej Pętli i dając historyczny triumf afrykańskiej ekipie MTN-Qhubeka, która w tym roku debiutuje w największym wyścigu świata.

Qhubeka (dosłownie: "postęp") to fundacja pomagająca dzieciom w Republice Południowej Afryki przez przekazywanie im prostego środka transportu - roweru. Organizacja od 2005 roku przekazała potrzebującym 220 tys. żółtych pojazdów na dwóch kółkach, zachęcając w ten sposób do aktywnego trybu życia i ułatwiając dostęp do edukacji, ochrony zdrowia i pracy.

Triumf 34-letniego Cummingsa wypadł w najlepszym z możliwych dni - 18 lipca to Dzień Nelsona Mandeli, międzynarodowe święto ustanowione sześć lat temu w uznaniu zasług pierwszego czarnoskórego prezydenta RPA i laureata Pokojowej Nagrody Nobla dla światowego pokoju i praw człowieka.

- Dla tej ekipy to wspaniała rzecz - wygrać etap Tour de France. Szczególnie w Dzień Mandeli. Przed startem mieliśmy spotkanie temu poświęcone, założyliśmy specjalne kaski, ale nie sądziłem, że możemy wygrać - tłumaczył na mecie Cummings.

Kolarz MTN-Qhubeka to doświadczony zawodnik dobrze jeżdżący na czas, potrafiący odnaleźć się także w cięższych końcówkach. W karierze wygrał już etap hiszpańskiej Vuelta a Espana, w ostatnich latach reprezentując zespoły Sky i BMC. W grudniu 2014 roku ogłosił odejście do drugoligowej ekipy MTN-Qhubeka, znacząco wzmacniając zespół zarejestrowany w Republice Południowej Afryki i już na początku sezonu wygrywając Trofeo Andratx, a później kończąc na szóstym miejscu Tirreno-Adriatico.

Brytyjczyk wygrał głową - na pagórkowatym odcinku peleton odpuścił 20-osobową ucieczkę, która w końcówce walczyła o etapowe zwycięstwo. Sztywny podjazd przed metą miał być polem do popisu dwóch młodych Francuzów - Thibaut Pinota i Romaina Bardeta. Pogrzebali nadzieje walki o czołowe lokaty w wyścigu na pierwszych etapach, a dziś etapowym triumfem chcieli uratować swój występ. Dwójka wjechała na ostatni kilometr i zaczęła się na siebie oglądać, będąc przekonana, że pozostali rywale dali już za wygraną.

Cummings nie stracił głowy - na podjeździe jechał swoim tempem, a na prowadzącym w kierunku mety niewielkim zjeździe dopadł czarujących się trójkolorowych. Kręta końcówka wymagała odpowiedniego ustawienia - Brytyjczyk ruszył bardzo mocno i na ostatnią prostą wpadł z kilkoma metrami przewagi. Bardet i Pinot na ostatnich metrach walczyli już tylko o drugie miejsce.

- Dobrze zagrałem. Podjazd znałem, bo jechałem go na Paryż - Nicea w 2010 roku. Nie jestem najlepszym góralem, na podjeździe jechałem ostrożnie. W końcówce przyspieszyłem. Widziałem plecy Pinota, wiedziałem, że na zjeździe mam przewagę - jestem cięższy, moja aerodynamika jest lepsza - tłumaczył wzruszony Anglik.

- Oglądali się, złapałem ich. Pinot brał zakręty bardzo ostrożnie, więc ruszyłem, wykorzystałem doświadczenie ze startów na torze i wygrałem - analizował kolarz afrykańskiej ekipy.

Więcej o: