Sport.pl

Tour de France. Tour de Majka trzeci raz

To pierwsza wielka ucieczka Tour de France 2015. Polska ucieczka: Rafał Majka samotnie jechał przez Pireneje, przez legendarny Tourmalet, do mety. Wygrał etap Tour de France trzeci raz w karierze
To się długo wydawało nierealne, wyglądało na zbyt szaloną szarżę, żeby mogła się udać. Ale z każdym kilometrem szansa rosła. Z tyłu liderzy wyścigu pilnowali się nawzajem, jadąc swoim tempem, a Rafał Majka szalał z przodu. Uciekał samotnie przez blisko 50 km. A z grupką, którą oderwał od peletonu, ponad 100 km. Na podjeździe na Tourmalet zbudował sobie przewagę i obronił ją do końca. To jest przełęcz, na której się działy w Tourze rzeczy historyczne, jedno z najważniejszych miejsc na mapie kolarstwa. Majka tam zapewnił sobie samotność, uciekł aż do mety.

Był on, kamera tuż za jego tylnym kołem i krowy, które od czasu do czasu wchodziły na drogę i na przykład dla Warrena Barguila zjazd z Tourmalet o mało nie skończył się tragicznie. Majka takich kłopotów nie miał. A zjazd był tak samo ważny, jak wcześniej wspinaczka. Z dwóch najlepszych polskich kolarzy to Michał Kwiatkowski słynie z odwagi i techniki na zjazdach. Tym razem to obrazki Majki leżącego na ramie, by zmniejszyć opór powietrza, zostaną w pamięci.

Polak zrobił tak, jak się odgrażał podczas dnia przerwy przed Pirenejami: gdy włączył swój najwyższy bieg, mało kto był w stanie utrzymać się na kole. Majka wygrywał rok temu dwa razy, raz w Alpach, raz w Pirenejach. Obydwa etapy po atakach na finałowych podjazdach, pod Risoul i Pla d'Adet. Polak buduje swój pomnik we francuskich górach (choć ciągle jeszcze francuscy komentatorzy mówią o nim "Mażka"), tam gdzie to się udało dotąd tylko Zenonowi Jaskule (1993 rok). Ale mimo wszystko to środowe zwycięstwo Majki w Cauterets, na finiszu pod wagonikami kolejki, w strasznym upale, było i wyjątkowe, i niespodziewane. Bo najpierw miał w górach swój gorzki dzień. Ten pierwszy w Pirenejach, gdy nie był w stanie pomagać Alberto Contadorowi i został z tyłu. Mówił nam przed wyjazdem na etap z Pau do Cauterets, że to była trudniejsza próba, niż zakładał. Upał, duszno, wyścig po dniu przerwy. Nie obiecywał już niczego, powiedział tylko, że taktykę grupa Tinkoff Saxo będzie ustalała pod samopoczucie Alberto Contadora. A Contador też na pierwszym pirenejskim etapie cierpiał, miał problemy z oddychaniem.

Rok temu Majka nie musiał się oglądać na lidera, bo Contador wycofał się po kraksie. Polak miał wolną rękę w górach. W tegorocznym Tourze wydawał się być w pułapce. Szefowie grupy kazali mu się oszczędzać na płaskich etapach, więc strata w klasyfikacji generalnej urosła do ponad 40 minut. Na indywidualne harce w górach też nie było co liczyć, bo Contador bardzo potrzebował pomocy. A do tego jeden z pomocników, Ivan Basso, odjechał do domu przed Pirenejami z rakiem jądra. Był operowany w środę rano. Majka za metą zadedykował mu zwycięstwo. I Daniele Bennatiemu, kolejnemu kolarzowi Tinkoff Saxo, który odpadł z wyścigu po środowej kraksie. Ale wreszcie grupa Olega Tinkowa ma co świętować - a wcześniej atmosfera była tak cierpka, że nie wszystkim było w smak to, że Basso odjechał tak szybko, zamiast spróbować jeszcze pomóc.

Gdy pytaliśmy Majkę, w których górach woli się ścigać: Pirenejach czy Alpach, mówił, że tym razem w Alpach. Bo są później. A jemu się najbardziej podobają te góry, w których rywale są bardziej zmęczeni. Dla niego im trudniej, tym lepiej. Tym razem upał mu nie przeszkadzał, wspinał się na Tourmalet przy 33 stopniach Celsjusza, a gdy przed ostatnim większym podjazdem, na Col de Cauterets, nadal miał ponad minutę przewagi nad najbliższym rywalem, było jasne, że już zwycięstwa nie odda. Długo najlepszym goniącym był Serge Pauwels z MTN Qhubeka. Ale ostatecznie osłabł i drugie miejsce zajął Dan Martin z Cannondale-Garmin.

Tej ucieczki nie było w planach Tinkoff Saxo. Ale była taka możliwość: że Majka dostanie zgodę, jeśli znajdzie się w ucieczce, która się będzie dobrze zapowiadać. I szefowie się zgodzili. Majka wyrwał się z tego gorsetu, który wcześniej nakładała strategia grupy i dopilnował, żeby wrócić z nagrodą. Bo taka szansa się już być może nie powtórzy. Na kolejnych etapach znów trzeba będzie być wszędzie tam, gdzie Contador. W czwartek jest królewski etap na Plateau de Beille, trzeci dzień z rzędu pod górę w Pirenejach. Widać było wyraźnie, że liderzy wyścigu w środę uspokoili nastroje, odkładając zapewne następną bitwę właśnie na czwartek. W klasyfikacji generalnej niewiele się zmieniło, rywale nie mieli odwagi sprawdzić, czy Chrisa Froome'a można wpędzić w takie kłopoty jak w 2013, gdy dzień po wygranym w wielkim stylu górskim etapie na kolejnym został bez pomocników i musiał bronić się sam. W środę nie było takiego zagrożenia. W porównaniu z wielkim zrywem na Pierre-Saint-Martin we wtorek, środa była dla lidera jak zwykły dzień w biurze. Ale wydaje się mało prawdopodobne, żeby tak było również w czwartek.

Tour de France... i nie tylko. Największe kolarskie kraksy [ZDJĘCIA i WIDEO]


Zdjęcie Rower Karcher górski miejski ATB Y-Type 26' 44cm 2012 Zdjęcie Rower Kellys Vanity 10 2015 Zdjęcie Rower Kross Hexagon X6 2015
Rower Karcher górski miejsk... Rower Kellys Vanity 10 2015 Rower Kross Hexagon X6 2015
Sprawdź ceny » Porównaj ceny » Porównaj ceny »
źródło: Okazje.info


Więcej o:
Komentarze (3)
Tour de France. Tour de Majka trzeci raz
Zaloguj się
  • pierrecruise

    Oceniono 25 razy 15

    Majka może jeszcze poszaleć, Froome pozamiatał i wszystkich szachuje, szansa, że ktoś z pierwszej dziesiątki mu odjedzie więcej niż na minutę jest mało realna, w zasadzie wystarczy mu trzymać się Quintany i spokojnie dojechać do Paryża w żółtej koszulce. Teraz wystarczy żeby Tinkov wyleczył się ze złudzeń, że Contador coś jeszcze znaczy w tej rywalizacji, aby Majka wygrał jeszcze z dwa-trzy etapy, gdyż gość nie jest żadnym zagrożeniem dla Frooma, a z drugiej strony jest zbyt silny w górach dla reszty.

  • aa1000

    Oceniono 23 razy 11

    Najwyższy czas zlikwidować radiowe sterowanie kolarzy przez menedżerów.
    To już prawie cyborgi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX