Sport.pl

Tour de France. Wszyscy wrogowie Froome'a

Gdy Chris Froome rusza do ataku, nikt nie jest w stanie znaleźć odpowiedzi. Lider Tour de France wygrał pierwszy etap w Pirenejach z ogromną przewagą. Rafał Majka osłabł kilka kilometrów przed metą.
To nie było zwykłe zwycięstwo. To była deklaracja: "Tyle waszego, ile sobie na mnie ponarzekacie. Możecie mówić, że tak się nie da jeździć bez dopingu, że ostatnim, który kręcił w górach tak szybko jak ja, był Lance Armstrong, możecie wykradać dane z naszych komputerów i je interpretować, jak wam wygodnie (szef Sky Dave Brailsford twierdzi, że taki atak miał miejsce), możecie mówić, że Team Sky zadziera nosa i zachowuje się, jakby wymyślił kolarstwo od nowa. Ale my po prostu jesteśmy najlepsi. Jedziemy po trzecie zwycięstwo w ostatnich czterech latach. Nikt nie ma takich pomocników i nikt nie jest w stanie znosić bólu w górach tak jak ja".

6,5 km przed pierwszą pirenejską metą Tour de France 2015 skończyły się harce. Grupa Sky lubi pokazy siły. Richie Porte doholował Froome'a do miejsca ataku, a lider wystrzelił do przodu. Spojrzał jeszcze pod prawym ramieniem, jak na ten zryw odpowie Nairo Quintana. Ale Kolumbijczyk, którego w górach wszyscy najbardziej się obawiali, nie doskoczył.

Froome przez pierwszych dziesięć dni budował swoją przewagę wytrwale, ale mało spektakularnie. Raczej pokazywał, że jest w stanie walczyć każdą bronią, którą wybiorą rywale, niż sam atakował. Omijał wszelkie zagrożenia, lekko zdobywał kolejne sekundy przewagi. Przetrwał wiatr, bruk, wystrzegł się upadków, które rok temu przerwały mu wyścig. Przed wjazdem w Pireneje mówił, że teraz to rywale muszą pokazać, co potrafią. On jest z przodu, teraz ich kolej, jeśli chcą go dogonić. Ale gdy przyszło do pierwszej próby w górach, sam ruszył do ataku. W swoim stylu, z miną niezdradzającą uczuć.

Tę maskę zrzucił dopiero tuż przed metą, gdy zaczął świętować. Quintana stracił do niego minutę i cztery sekundy. Tejay van Garderen - dwie i pół, pozostali rywale w klasyfikacji generalnej jeszcze więcej. Broniący tytułu Vincenzo Nibali odpadł już 10,5 km przed metą. Niedługo później z grupy, w której jechali najlepsi, odpadł Rafał Majka. Przed tym etapem zapowiadał, że czuje się mocny, będzie chciał szarpnąć tak, by zostało z nim i liderem jego grupy Alberto Contadorem tylko kilku kolarzy. Ale Polak we wtorek osłabł, gdy tempo w grupie podkręcił Alejandro Valverde, i Contador został bez pomocy. Hiszpan traci już ponad cztery minuty w klasyfikacji generalnej. Majka przyjechał 48. z 9,52 m straty. Michał Kwiatkowski został z tyłu jeszcze wcześniej.

Największym rywalem Froome'a pozostaje Quintana, ale tuż przed metą Kolumbijczyk dostał drugi cios. Na ostatnich metrach odjechał mu również Porte, najlepszy pomocnik Froome'a, coraz mocniej wyrywający się do pracy na własne sukcesy. Porte odchodzi po tym sezonie do innej grupy, w Sky pewnie jeszcze długo byłby tym drugim. To były w ostatnich latach główne problemy Sky: pomieścić tyle ego w jednym zespole. Gdy w 2012 r. Tour wygrywał Bradley Wiggins, Froome już pokazywał, jak go dusi rola pomocnika. Rok później wygrał Froome z pomocą Porte'a, teraz też Australijczyk z Tasmanii pracuje na niego lojalnie. A jak nie będzie Porte'a, będzie Geraint Thomas, kolejny komandos w oddziale Sky. On wczoraj był trzecim kolarzem Sky w czołowej szóstce.

Dziś drugi odcinek Pirenejów, z jazdą przez Tourmalet. Są góry, są zwycięstwa Froome'a, nadszedł czas pytań o doping i kolejnych analiz, czy taka jazda jest w granicach naturalnych możliwości, czy już nie. Antoine Vayer, były trener grupy Festina, najbardziej zawzięty na Sky i Froome'a, właśnie zrobił kolejną analizę podjazdu Froome'a pod Mont Ventoux w 2013 r., dołączając do niej dane o wysiłku kolarza - to właśnie one według Brailsforda miały pochodzić z kradzieży - i sugerując, że bez dopingu jeździć się tak nie da. Sky zapowiada pozew w sprawie kradzieży. A Froome internetowych ekspertów nazywa klaunami i jedzie dalej.

Relacje z Tour de France w Eurosporcie

Więcej o:
Komentarze (4)
Tour de France. Wszyscy wrogowie Froome'a
Zaloguj się
  • mistrz_liu

    Oceniono 15 razy -1

    Nigdy nie nazwę kolarza cieniasem dlatego, że przyjedzie na bardzo ciężkim podjeździe kilka minut za liderem. Ale jeśli ktoś we wszystkich wywiadach zapowiada, że całemu peletonowi spadną buty gdy on wreszcie na 10tym etapie zechce mocniej pocisnąć korby, a potem dostaje zadyszki - to mam kłopot aby mieć dla niego respekt. Zapowiadać zwycięstwa to domena wielkich mistrzów. Ale robić z siebie balona, to dola pętaków.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX