Sport.pl

Rafał Majka: Chciałem za dużo, za szybko

Rafał Majka, polski kolarz, który był rewelacją Tour de France mówi Sport.pl: Zgubiłem formę, ale człowiek się uczy na błędach. Powinienem był wcześniej powiedzieć, że mam dość, że potrzebuję odpoczynku. Ale zawsze mi mało, zawsze jestem ?hop do przodu?.
ROZMOWA Z RAFAŁEM MAJKĄ, najlepszym góralem Tour de France, kolarzem grupy Tinkoff-Saxo

JAKUB CIASTOŃ, RADOSŁAW LENIARSKI: Co się działo z panem po wyścigu Dookoła Kraju Basków?

RAFAŁ MAJKA: Odpoczywałem i trenowałem koło Pizy i Florencji. Wciąż trochę się męczę na rowerze. A ja nie lubię się męczyć. Jak jechałem w Paryż - Nicea, Dookoła Katalonii, czułem, że coś jest nie tak.

Jak ja się mogę męczyć pod górę? Inni się mają męczyć. Nie ja. Jeżeli jest długi podjazd i widzę, że 80 ludzi daje radę, a ja się morduję, jadąc, no, to to jest dla mnie problem. Można się załamać. Pewnie, i ja się czasem męczę pod górę, nawet jak jestem w formie, ale dzieje się tak, gdy zostaje w czołówce 10 najmocniejszych kolarzy, a nie 80.

Spadek formy to nie jest moja wina. Albo raczej może trochę moja, a trochę trenerów. Może przesadziłem z treningami już na początku sezonu? Jestem takim zawodnikiem, który gdy odnosi sukcesy, to chce ich mieć jeszcze więcej i więcej, a czasem idzie to w złą stronę, za dużo znaczy źle. Czasem lepiej odpuścić jeden trening, niż się zarżnąć. Nawet jeśli na ardeńskich klasykach tylko będę pomagał kolegom z drużyny, na dobre mi wyjdzie. Potem pojadę jeszcze Tour de Romandie (28 kwietnia - 3 maja) i w Polsce poodpoczywam. Z dziesięć dni bez roweru bym chciał. A później zacznę treningi, tak jak w zeszłym roku przed Giro i Tour de France. Już sobie nie będę komplikował życia. Tylko muszę zasuwać jak w tamtym roku.

Czyli przemęczenie było efektem tego, że chciał pan jeździć jeszcze lepiej niż przed rokiem?

- Tak. Chciałem jeszcze więcej. Zawsze wchodziłem w sezon spokojnie, aby być w formie późną wiosną i latem, a w tym roku chciałem mocniej i szybciej. Już od stycznia zacząłem ostro trenować. Przejechałem więcej kilometrów i już wtedy trenowałem w warunkach wysokogórskich. Być może tu leży problem. Bo to były zupełnie inne przygotowania. I nie wyszło, za to zapłaciłem.

Człowiek się uczy na błędach. Jestem jeszcze młody i był to mój błąd. Bo to zawsze trochę wina kolarza, że nie powiedział, że jest zmęczony. Że nie chce jechać w tym wyścigu, bo czuje, że ma dość. Ale ja jestem takim typem człowieka, że zawsze mi mało, zawsze "hop do przodu".

Ale dlaczego pan tak mówi? Cała grupa słabo jeździ w tym roku, przecież dlatego właściciel grupy Oleg Tinkow ćwierka groźnie na Twitterze.

- No, można to zauważyć.... Widać, że nam nie wychodzi. Nie chcemy mówić tego głośno, ale rzeczywiście początek sezonu nie jest dla naszej grupy najlepszy. Miał być "dream team"... Mam nadzieję, że od maja się wszystko zmieni. Będzie inne nastawienie, inne siły po odpoczynku. Będzie nas więcej widać w peletonie.

Czy kłopoty mają coś wspólnego z Bjarne Riisem, którego Tinkow zwolnił z posady dyrektora sportowego?

- Nie ma tu żadnego związku. Nawet nie wnikam, o co poszło. Ja mam pracować dzień w dzień i spełniać oczekiwania.

Już w wyścigu Dookoła Kraju Basków były chyba pierwsze oznaki odświeżenia.

- Tak, był jeden dzień całkiem dobry. A następny niedobry. Więc można by powiedzieć, że forma powoli przychodzi. Ale ja chciałbym już. Dużo od siebie wymagam. I nie potrafię cieszyć się 15. miejscem w Kraju Basków. Miejsca piąte też nie są satysfakcjonujące. Ktoś może by się tym cieszył, że tu czy tam błysnął z przodu. Ale ja mam wyższe aspiracje.

Czujecie w grupie presję ze strony Tinkowa? Czytacie, co pisze na Twitterze?

- Czytam, ale powiem szczerze - jeśli ktoś wykłada tak ogromne pieniądze na grupę, płaci całemu zespołowi, kupuje sprzęt, samochody, finansuje zgrupowania, to nie dziwię się, że oczekuje od zawodników motywacji. I nie tylko od nich. Również od trenerów, od całego sztabu. Chce wyniku. Jest zdenerwowany i pisze potem na Twitterze w emocjach. Jest właścicielem, jest związany z kolarstwem, jeździ z nami na treningach, jest często na wyścigach. I uważa, że trzeba dawać nie 100, ale 110 proc. Ja też tak uważam.

W środowej Walońskiej Strzale zajął pan 82. miejsce. A wcześniej mówił, że ardeńskie klasyki są trochę nie dla pana...

- Są dla kogoś takiego jak Michał Kwiatkowski, Alejandro Valverde, Philippe Gilbert, którzy mają moc w nodze na krótkich podjazdach. Dlatego nie wystartowałem w Amstel Gold, choć miałem pierwotnie taki plan - te górki w Holandii były dla mnie po prostu za krótkie. Trochę dłuższe i bardziej strome były w Strzale Walońskiej i będą w Liege - Bastogne - Liege.

Zostawmy klasyki, zajmijmy się Tour de France. Jest szansa, że dostanie pan w niektóre dni w Wielkiej Pętli wolną rękę? Czy będzie pan wyłącznie harował dla Alberto Contadora?

- Na pewno będę pracował na Alberto. Po to drużyna bierze mnie na ten wyścig. Muszę być ostatnim człowiekiem, który będzie wspierał go podczas jazdy pod górę. Ale na Tourze są naprawdę długie podjazdy. Jest co jechać. Więc może przyjdzie taki dzień, że drużyna pozwoli mi załapać się w ucieczkę i wygrać etap. Ja będę na to gotowy.

A dalej? Co z Vuelta a Espana, będzie pan liderem grupy, skoro nie pojedzie Contador?

- Nie ma na razie decyzji. Jest na to za wcześnie. Na razie mamy w głowach Tour de France. Jeżeli będę czuł się dobrze po Wielkiej Pętli, może pojadę w Vuelcie po odpowiednim odpoczynku. Ale jeżeli będę zmęczony po TdF, to pojadę w Tour de Pologne. Albo Vuelta (22 sierpnia - 13 września), albo Tour de Pologne (2-8 sierpnia). Ja bym chciał wystartować w Polsce, a potem pojechać w wyścigu w Kolorado - USA Pro Challenge. I w mistrzostwach świata. Tylko że tak naprawdę to nie zależy ode mnie, bo zespół po prostu musi mieć na Vuelcie kogoś do wygrywania etapów i do mocnej pozycji w klasyfikacji generalnej.

Rozmawialiśmy z Michałem Kwiatkowskim o różnicach między góralem a takim wszechstronnym kolarzem jak on. Powiedział, że główną różnicą jest metabolizm i łatwość utrzymania niskiej wagi ciała. Mówił, że on zje talerz makaronu i już ma problemy pod górę.

- To za mało. Różnica jest głębsza. Powiem tak: ja nigdy nie będę takim zawodnikiem jak Michał. Nie będę nigdy tak dobry na czas i tak silny na krótkich podjazdach. Ja się urodziłem do wysokich gór. Nie ma znaczenia, czy zjem talerz makaronu przed, czy po. Wiadomo, że muszę coś jeść.

Ja też muszę mieć dietę. I zimą, do marca, dieta jest ostra. Muszę zrzucić cztery, pięć kilo. Żona przeżywa wtedy ze mną trudne chwile. Albo je razem ze mną sałatę, albo powtarza: Co? Znowu jemy makaron? Są chwile, gdy patrzę na coś słodkiego z tęsknotą, ale nie mogę zjeść, no nie mogę.

Jest trochę lepiej, kiedy zaczyna świecić słońce. Trzymanie wagi nie stanowi wtedy żadnego problemu. Po prostu wszystko odbywa się szybciej. A jak mam formę, rzeczywiście spalam wszystko. Nie tyję. Teraz mam około 6 proc. tkanki tłuszczowej...

Marzenie modelki!

- Ale jak kończyłem Tour de France, było to 4,8-5,3 proc. Niektórzy mają jeszcze mniej tłuszczu. Paweł Poljański 3,5 proc. Ja nie mogę tak się rzucić na odchudzanie. W kolarstwie wszystko musi być procesem, nic nie robi się na chybcika, nic na siłę. Bo jak mam jechać Tour de France, to nie mogę mieć teraz 5,3 proc. tłuszczu, bo z czego spadnę, jak przyjdzie czas Wielkiej Pętli? Trzeba o tym myśleć.

Czy pojawiła się u pana i u innych polskich kolarzy dodatkowa motywacja dzięki sukcesom Michała?

- Nie tylko dzięki Michałowi. Maciek Paterski jak się rozwija pięknie! To jest szok [wygrał etap w Katalonii, w Amstel Gold był dziewiąty, atakował w końcówce, był widoczny]. Ma dopiero 28 lat i może dalej będzie się rozwijał tak szybko. W ogóle CCC jeździ bardzo fajne wyścigi.

Michał zawsze miał mocny początek sezonu, i teraz też tak jest. Przecież ładnie pojechał w Paryż - Nicea, miał pecha w Milan - San Remo, ale i tam widać było, że jest w formie. On już takim tokiem idzie od trzech lat. A mnie nie wyszło.

Najważniejsze wyścigi jednak przede mną. Mam w głowie, że sezon nie kończy się w kwietniu. Sezon zaczyna się tak naprawdę od maja, od Giro d'Italia. Nie czuję paniki.

Relacja z Liege - Bastogne - Liege w niedzielę w Eurosporcie.



Pęknięte spodnie Guardioli? Niektórzy mieli znacznie gorzej! [ZDJĘCIA, WIDEO]


Zdjęcie Kask szosowy Giro Savant Zdjęcie Rower Kellys URC 30 2015 Zdjęcie Szosowy Kask Rowerowy Giro Atmos
Kask szosowy Giro Savant Rower Kellys URC 30 2015 Szosowy Kask Rowerowy Giro ...
Sprawdź ceny » Sprawdź ceny » Sprawdź ceny »
źródło: Okazje.info


Więcej o: