Sport.pl

Kolarstwo. Armstrong do więzienia?

Lance Armstrong w czwartek przyzna się do dopingu w wywiadzie dla Oprah Winfrey. - Gdybym był jego prawnikiem, uznałbym, że jest szalony. Skończy za kratami - mówi profesor prawa z San Francisco. Inni uważają, że Armstrong wciąż gra. I to całkiem sprytnie, bo Ameryka znów go pokocha
- Przepraszam, zawiodłem was - miał według relacji świadków powiedzieć Armstrong w poniedziałek rano do około setki pracowników założonej przez siebie fundacji do walki z rakiem Livestrong, w większości wieloletnich przyjaciół. Podobno się wzruszył, a kilka słuchających osób się popłakało.

Potem Armstrong w towarzystwie prawników i najbliższych doradców pojechał do jednego z hoteli w centrum Austin w Teksasie, gdzie przez dwie i pół godziny nagrywał wywiad z Oprah Winfrey, największą gwiazdą telewizyjnych talk-shows w USA. Wywiad miał być początkowo zrealizowany w posiadłości kolarza, ale od tygodnia, czyli odkąd Oprah pochwaliła się ekskluzywną rozmową, oblegają go telewizyjne wozy i setki dziennikarzy. Armstrong musiał skakać przez płot sąsiada, żeby dostać się do domu, unikając mediów. Pierwszą część rozmowy w czwartek wieczorem (noc z czwartku na piątek w Polsce) wyemituje należąca do Winfrey stacja OWN. Drugą - w piątek. Wyniki oglądalności mają przebić sufit.

Oprah twierdzi, że zadała wszystkie niewygodne pytania i chciała prześwietlić każdy szczegół z druzgocącego raportu Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA). Kilkanaście osób, w większości byłych kolegów z US Postal, opowiedziało w nim pod przysięgą, że Armstrong latami się szprycował i oszukiwał. Na podstawie raportu w zeszłym roku kolarza dożywotnio zdyskwalifikowano i zabrano siedem tytułów Tour de France. Odwrócili się od niego sponsorzy, musiał zrezygnować z szefowania Livestrong.

- Oczyścił się, ale jednak w inny sposób, niż sądziłam, zaskoczył mnie, był pewny siebie, świetnie przygotowany, słuchaliśmy go jak zahipnotyzowani - powiedziała wczoraj Oprah w CBS, ale odmówiła podania szczegółów rozmowy.

Dziennik "USA Today" dotarł do anonimowego źródła, które zna wywiad. Upadły gwiazdor wyjawia m.in., że doping zaczął brać jeszcze w połowie lat 90., czyli zanim zachorował na raka jądra. Tak naprawdę nielegalne wspomaganie towarzyszyło mu przez niemal całą karierę. Potwierdza tę wersję Betsy Andreu, żona dawnego kolegi Armstronga, która od kilkunastu lat opowiadała, że była świadkiem, gdy Armstrong wyjawił lekarzowi w szpitalu, że zażywa sterydy i EPO. - Lance przez lata oskarżał mnie i męża, który nie chciał brać dopingu, że kłamiemy. Jeśli to ma być jego spowiedź, to musi być szczera do bólu. Mam nadzieję, że osobiście przeprosi także mnie - powiedziała Andreu.

Wielu pikantnych szczegółów z nagranej rozmowy amerykańskie media jednak nie poznały, bo współpracownicy Winfrey i Armstronga zobowiązali się na piśmie, pod groźbą gigantycznych odszkodowań, że nic nie wyjawią. Są bardzo ostrożni.

"USA Today" twierdzi, że Armstrong powie, że brał EPO i inne środki, bo "takie były realia kolarstwa", ale ponoć do wielu konkretnych oskarżeń ze śledztwa się nie odniesie. Będzie zasłaniał się tym, że chce najpierw sam porozmawiać z pracownikami agencji i pomóc im w nierozwiązanych wątkach śledztwa. To sprytna strategia, bo kolarz nie będzie musiał zagłębiać się w detale, a widz zostanie z przekazem, że przeprasza i żałuje.

Armstrongowi zaczęło zależeć na współpracy z USADA, bo tylko znosząc zakaz dożywotniej dyskwalifikacji, może uratować wizerunek i przyszłość. Majątek byłego kolarza skurczył się już do 100 mln dol., wciąż prowadzi kilka biznesów związanych ze sportem, ale - jak twierdzą bliscy mu ludzie - rozważa też karierę polityczną. Oczyszczenie jest więc niezbędne.

- Oprah to show dla mas, "wszystko" Armstrong powie dopiero w zaciszu gabinetów USADA oraz agentom FBI i będzie z nimi negocjował złagodzenie kary - mówi informator "USA Today". Lance jest podobno gotowy wsypać osoby, których USADA jeszcze nie dopadła (być może lekarzy, pośredników).

Zniesienie zawieszenia w USA to jedno, ale przyznanie się ma też groźne konsekwencje prawne. Nad Armstrongiem wisi kilka pozwów - m.in. brytyjskiego "Timesa", który domaga się zwrotu z odsetkami 500 tys. dol. ugody zawartej w 2006 r. Dziennik opublikował fragmenty książki oskarżającej kolarza o doping. Dziś okazuje się, że publikacja była prawdziwa. Departament Sprawiedliwości rozważa wielomilionowy pozew za defraudacje ponad 30 mln dol., które państwowa poczta przekazała grupie Armstronga. Były kolarz może też zostać oskarżony o krzywoprzysięstwo, bo w postępowaniu arbitrażowym pod przysięgą zeznał już kiedyś, że jest czysty jak łza. Grozi za to nawet pięć lat więzienia. - Gdybym był jego prawnikiem, zabroniłbym mu przyznania się do winy, to szaleństwo - mówi Peter Keane, profesor prawa z Golden Gate University w San Francisco.

- Armstrong przetrwa to, nawet gdyby musiał iść na kilka miesięcy do więzienia. Z jego punktu widzenia najważniejsze jest odzyskanie zaufania ludzi. Jestem pewien, że jeśli się przyzna, to większość Amerykanów wciąż będzie go uważać za bohatera, bo wygrał walkę z rakiem - twierdzi Jordan Kobritz, ekspert marketingu sportowego z State University of New York.

"Tylko czy ludzie powinni mu wierzyć? Na kilometr widać, że Armstrong znów gra, jest wyrachowany w tym, co robi. Latami zaprzeczał, dopiero gdy znalazł się w punkcie bez wyjścia, po prostu zmienił taktykę. Za późno" - napisał komentator Greg Couch z Fox Sports.

Więcej o:
Komentarze (23)
Kolarstwo. Armstrong do więzienia?
Zaloguj się
  • kremilek

    Oceniono 29 razy 15

    Żałosne jest to "oburzenie" innych kolarzy na doping Armstronga. Czy ktokolwiek wierzy, że można przejechać taki wyścig jak TdF popijając Vibovit?
    Biorą wszyscy. Armstrong miał pecha, że wpadł.

  • greg_h

    Oceniono 18 razy 14

    Ciekawe co powiedzą panowie Lang, Jaskuła i Baranowski. Czy ten ostatni nie jeździł czasem w US Postal? Z Armstrongiem w jednej drużynie? Nigdy gazetko o tym nie pisaliście, tajemnica jakaś?

    Inna rzecz, że Armstrong był w zmowie z władzami kolarskimi, które kryły go i jego złe wyniki kontroli za pieniądze. Dlatego nie wpadł przez tyle lat. Teraz biedaki mają pełno w portkach i modlą się, żeby publiczność poprzestała na ofierze z Lancea a ich zostawiła w spokoju.

  • jan_stereo

    Oceniono 10 razy 6

    Kolarstwo ? Przeciez niemalze caly sport zawodowy sie koskuje na rozne sposoby aby miec wyniki i pieniadze. Jakby tak byc konsekwentnym, to nie byloby chyba juz zadnych olimpiad i innych widowisk sportowych na roznych Polsat Sportach i Sky. Cale sportowe towarzystwo poszloby bowiem siedziec, a ci nastepcy, jakby mieli byc uczciwi, to nikt nie chcialby na nich patrzec, bo kogo bedzie podniecalo jak facet przebiegnie bez szprycowania 100m w czasie 11 sekund, albo bedzie sie slimaczyl po boisku pilkarskim po naturalnym opadnieciu z sil.

  • amgc63

    Oceniono 12 razy 6

    Teraz łajdak zarobi miliony na przyznaniu.Juz dostał milion od oprah winfrey za ekskluzywny wywiad

  • kleklektyk

    Oceniono 4 razy 4

    No tak, Armstrong jest wyrachowany i gra. A cały świat, z rządem amerykańskim na czele, to wywodzi się od Matki Teresy z Kalkuty i nigdy się kłamstwem i hipokryzją nie skalał. Żałosny spektakl. Zaś zarzut krzywoprzysięstwa we własnej sprawie to już kuriozum prawne, możliwe tylko w Ameryce.

  • kazik2500

    Oceniono 15 razy 3

    E tam -- nic mu nie bedzie. Przeciez wyspowiadal sie u samej Opry -- powiedzial "sorry". Murzynka go rozgrzeszyla i po sprawie, ona jest takim sumieniem ludu.

  • mrs.courvoisier

    Oceniono 8 razy 2

    Opra to amerykański papież. Armstrong podwoi swój majątek i przejdzie do historii jako amerykański święty, a to więcej niż ojciec Kolbe.

  • ojczyzna1410

    Oceniono 15 razy 1

    Zapomnijmy o Armstrong, jakimkolwiek gnojem on jest.

    Popatrzmy lepiej jaki wpływ ma na nasz kraj amerykański prymitywizm i chamstwo. Pare lat tego nie było. Wszechobecne, najtańsze amerykańskie filmy niskiego pokroju nawet na TVP1 i TVP2 robią swoje. Bycie amerykańskim rechoczącym gnojem stało się modne. Prymitywny amerykański cham grany w kółko i kółko na 40 kanałach też staje się rzeczywistością. Dobrze że nie mamy broni rozdawanej u dilerów samochodowych jak w USA bo też mielibyśmy debili strzelających do wszystkiego co się rusza

    Kiedy w końcu, kolejne rządy przejrzą na oczy i
    - wprowadzą wizy dla amerykanów
    - przestaną brać lichwe żeby utrzymywać amerykański przemysł
    - przestaną rozdawać dobre przedsiębiorstwa które są zamykane po przejęciu.

    Rok 2013 niech będzie rokiem w którym mówimy "Stop amerykańskiemu chamstwu"

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX