Sport.pl

Kolarstwo. Polacy na Giro d'Italia. Polscy kolarze istnieją, czy będzie sukces?

Nigdy w historii wieloetapowych wyścigów nie wystartowało aż siedmiu Polaków. Już widać tego efekty. Michał Gołaś przez jeden dzień był wiceliderem Giro, miał szansę na zwycięstwo etapowe
Po piątkowym etapie Gołaś, 28-letni torunianin, był pełen nadziei na różową koszulkę lidera. - Chcę ją założyć - zapowiadał. Uskrzydlił go życiowy sukces. Na 6. etapie przyjechał na metę na trzeciej pozycji, w klasyfikacji generalnej awansował z odległych miejsc na drugą. Do lidera Włocha Adriana Maloriego tracił zaledwie 15 sekund. Gołaś nie zaatakował pierwszej pozycji, po wyczerpującej piątkowej ucieczce zwyczajnie zabrakło mu sił, nie zdołał się zregenerować. Był dopiero 88., z blisko dziesięciominutową stratą. Zajmuje teraz miejsce w ósmej dziesiątce.

Ale był to jeden z najjaśniejszych dni we współczesnej historii polskiego kolarstwa. Po kilkunastu latach Polak znów znalazł się w ścisłej czołówce wielkiego touru, otarł się o wygraną etapu. Do tego dziesiąty w piątek był - jeżdżący w tej samej co Gołaś grupie Omega Pharma-Quick Step - Michał Kwiatkowski. W górach dotrzymują koła najlepszym Sylwester Szmyd i Przemysław Niemiec. Pracują w swoich zespołach na innych, ale jeśli się nadarzy okazja, będą ścigać się po zwycięstwo etapowe.

Jakość bierze się z ilości. W 18. grupach zawodowych należących do tzw. kolarskiej elity - ProTour - w 2012 roku jeździ dziesięciu Polaków. W zeszłym roku było ich siedmiu, ale w poprzednich latach po dwóch, trzech.

- Mamy wysyp młodych zawodników, prawdopodobnie nigdy nie było tylu w historii. Pamiętam czasy, że jeździłem w wielkich wyścigach, oglądałem się i nie widziałem obok siebie żadnego Polaka - mówi Dariusz Baranowski, weteran, który jeździ w polskiej grupie BDC Marcpol (należącej do tzw. Continental Teams, czyli kolarskiej trzeciej ligi). Przez wiele lat tylko na niego można było liczyć w Giro, Vuelcie, Tour de France.

W tym roku w Giro była szansa nawet na ośmiu. Rafał Majka miesiąc przed rozpoczęciem wyścigu doznał kontuzji kolana, a pod koniec ubiegłego roku dyrektor sportowy grupy Saxo Bank Bjarne Ris wyznaczył go do roli lidera na Giro. Majce obok nosa przeszła życiowa szansa, ale w czerwcu ma pojechać w bardziej prestiżowym i znanym na świecie Tour de France, i to w barwach zespołu, którego zawodnikiem nadal jest Alberto Contador. Trójka Polaków należy do Liquigasu, a tam liderem jest jeden z najlepszych Włochów Ivan Basso. Omega Pharma Gołasia i Kwiatkowskiego specjalizuje się w klasykach. Zawodnikiem belgijskiej grupy jest mistrz świata Tom Boonen.

Skąd się wziął ten wysyp polskich kolarzy w czołowych zespołach?

Polski Związek Kolarski po wybudowaniu przez poprzedniego prezesa Wojciecha Walkiewicza toru kolarskiego w Pruszkowie stał się bankrutem. Polskich grup zawodowych istnieje niewiele, zaledwie cztery w trzeciej dywizji, pojawiają się i znikają, trudno się w nich wypromować. Oprócz Tour de Pologne brakuje wyścigów, na które przyjeżdżałby silne drużyny. Kolarze nie mają wsparcia, muszą sami szukać szansy za granicą.

- Jedni młodzi kolarze wyjechali na Zachód w wieku juniora, inni dobrze wystartowali w Tour de Pologne i się w ten sposób rozreklamowali. Różne drogi prowadzą do drużyn ProTour, wszystko trzeba poprzeć pracą i odrobiną szczęścia - tłumaczy Baranowski.

- Najtrudniejsze jest przejście z kategorii orlika do juniora. W orlikach mamy wielu zdolnych zawodników odnoszących sukcesy, ale potem nie mają pieniędzy i siły, aby pójść dalej. Wtedy najbardziej brakuje im pomocy - mówi Rafał Majka. On postawił wszystko na jedną kartę. Udało mu się podpisać dobry kontrakt, choć nie miał wielkich osiągnięć tak jak Kwiatkowski.

- Decydujące były sukcesy, jakie odniosłem w wieku juniora w polskim zespole TKK Pacific Toruń - mistrzostwa świata w jeździe na czas, mistrzostwo Europy. Te tytuły dały mi przepustkę do zawodowego kolarskiego świata. Pomógł mi bardzo mój menedżer - opowiadał Kwiatkowski.

Wszyscy, młodzi i starzy, zawodnicy uważają, że polskie kolarstwo najbardziej zyskało dzięki organizacji Tour de Pologne. Dyrektor wyścigu Czesław Lang nie może zaprosić polskiej grupy, ale utworzył narodową reprezentację. Polacy mają okazję się pokazać, zyskać kontakty z menedżerami, dyrektorami innych grup.

Lang mówi zaś, że kolarze wykorzystują sytuację, jaką stworzyła walka z dopingiem. - Odkąd kolarstwo zaczęło walczyć z dopingiem, stało się bardziej atrakcyjne, mniej przewidywalne. Czyli jest tak jak kiedyś. Nie mamy jednego cyborga, który dominuje w peletonie, tylko mamy wyścig otwarty. Wygrywa ten, kto jest naprawdę dobry - twierdzi dyrektor Tour de Pologne.

- W kolarstwie nie ma dużych pieniędzy, ale też nie ma życia ponad stan i nie ma korupcji. Młodzi kolarze jeżdżą po 30-40 tys. km rocznie za małe pieniądze. Dyscyplina istnieje więc dzięki pasji. Każdy wyścig - czy ten duży jak Tour de Pologne, czy mały jak "Solidarności", Bałtyk - Karkonosze, Mazovia Tour - jest organizowany dzięki sponsorom i ludziom oddanym kolarstwu. Nie ma dotacji. Podobnie w zawodowych grupach - ktoś zdobył sponsora i ciągnie ten biznes. Są też młodzi zawodnicy, którzy wyjeżdżają do Włoch i Francji - mówi Lang. - Sądzę, że w końcu wyrośnie nam z tego jakiś polski mistrz.

Więcej o:
Komentarze (3)
Kolarstwo. Polacy na Giro d'Italia. Polscy kolarze istnieją, czy będzie sukces?
Zaloguj się
  • donpablo85

    Oceniono 12 razy 10

    "Nigdy w historii wieloetapowych wyścigów nie wystartowało aż siedmiu Polaków."

    Po takim początku artykułu zwątpiłem w sens czytania reszty... Naprawdę nie macie w redakcji nikogo, kto miałby choć minimalne pojęcie o kolarstwie?

  • pregierz

    Oceniono 2 razy 2

    nie ma, tu tylko o kopanej piszą i leją w pampersy jak sie w innej dyscyplinie coś wydarzy

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX