Kolarstwo górskie. Jak kolarze z Polski oszukują czas
30.08.2010
, aktualizacja: 30.08.2010 17:16
Nogi jak z waty, wilczy apetyt nad ranem, poobiednie "odloty". By tego uniknąć podróż za ocean trzeba traktować jak ciężki trening. Jeśli nie, szanse sportowców zmieniających strefy czasowe - zwłaszcza w konkurencjach wytrzymałościowych - maleją o kilkadziesiąt procent
ZOBACZ TAKŻE
- Kolarstwo górskie. Co kryje walizka Mai Włoszczowskiej (29-08-10, 23:05)
- MŚ w kolarstwie górskim - w Kanadzie wystartuje 15 Polaków (29-08-10, 08:55)
- Kolarstwo górskie MTB. Pojechali dla Artura (15-08-10, 18:34)
- MŚ w kolarstwie górskim. Maja Włoszczowska mistrzynią świata! (04-09-10, 16:43)
- Kolarstwo górskie. Maja Włoszczowska wybrała rower (31-08-10, 16:24)
- Kolarstwo. Alberto Contador kontuzjowany po wypadku na treningu (31-08-10, 14:14)
- Kolarstwo. Laurent Fignon nie żyje (31-08-10, 14:34)
- Kolarstwo górskie. Maja Włoszczowska pojedzie w MŚ na niesamowitym rowerze (31-08-10, 12:54)
- Kolarstwo górskie. Gwiazda światowego kolarstwa w polskiej grupie? (31-08-10, 07:31)
- Vuelta a Espana. Gilbert wygrał trzeci etap (30-08-10, 19:15)
SERWISY
Co kryje walizka Mai Włoszczowskiej? »
Zasady są żelazne: unikać snu w samolocie, spożywać jak najwięcej płynów nawet za cenę częstych wizyt w toalecie, traktować każdą minutę lotu jak ciężki wytrzymałościowy trening. - Nie można wpaść na lotnisko w ostatniej chwili, trzeba być wypoczętym do podróży. Jazda samochodem po nocach, permanentny stres mogą być dla sportowca gwoździem do trumny - mówi dr Robert Pietruszyński, kardiolog, specjalista medycyny sportowej, opiekujący się reprezentacją polskich kolarzy górskich, a wcześniej lekarz misji olimpijskiej w Atenach i Pekinie.
Zgodnie z zaleceniami Maja Włoszczowska i pozostali członkowie polskiej ekipy, którą od dziś do soboty czekają w kanadyjskim Mont-Sainte-Anne mistrzostwa świata, spotkała się na Okęciu dzień przed odlotem. Przyjechali wprost z miesięcznego zgrupowania w Zieleńcu, gdzie przez ostatnie pięć dni trener kadry minimalizował obciążenia treningowe. Przez ostatnie noce kolarze dostali też nakaz wysypiania się ponad miarę - bez nastawiania budzika.
Wszystko po to, by w czasie dziewięciogodzinnej podróży samolotem na Zachód nie kłaść się spać, co jest u sportowców wcale nierzadkim błędem kardynalnym. Najlepiej też zaplanować podróż tak, by dotrzeć do celu przed zmierzchem. - W przypadku Kanady zyskujemy sześć godzin, a więc opóźniamy zegar biologiczny. Trzeba wytrwać do następnej nocy czasu lokalnego i dopiero wtedy nadrobić sen - dodaje dr Pietruszyński. - Podczas lotu transoceanicznego trzeba pamiętać też o ćwiczeniach, w końcu organizm reaguje na podróż jak podczas mocnej jednostki treningowej. Niedopuszczalnym jest siedzenie non-stop. Wiem, że może to drażnić pozostałych pasażerów i załogę samolotu, ale im więcej chodzimy po pokładzie, tym lepiej.
Biada tym, którzy nie dotrzymają powyższych zaleceń i skuszą się na małą drzemkę. Zapłacą za to później słoną cenę - nogi jak z waty, wilczy apetyt nad ranem, wczesne wybudzenia i poobiednie "odloty". Dla sportowca oznacza to nawet obniżenie szans na sukces nawet o kilkadziesiąt procent.
Dr Pietruszyński: - Przy sześciu godzinach różnicy z Warszawą organizm potrzebuje na adaptację przynajmniej trzech dni. Nie wszystkim przychodzi to bez trudu, dlatego niektórych oprócz problemów ze snem dotykają zaburzenia jelitowe, biegunki, rozdrażnienie, zmęczenie i obniżenie wydolności, co w przypadku kolarzy ma szczególne znaczenie. Niektórzy pomagają sobie kofeiną w dzień i melatoniną w nocy, która działając na szyszynkę, przywraca równowagę i reguluje biorytm. Żadna farmakologia nie zastąpi jednak naturalnej adaptacji. Należy wychodzić na słońce, poddać się wysiłkowi fizycznemu w odpowiednich strefach tlenowych. Nie będę zdradzał, jak to jest z naszymi kolarzami, bo to tajemnica kuchni.
Adaptacja Mai Włoszczowskiej przebiega na razie bez większego problemu. Zresztą jest zaprawiona w bojach, bo w Pekinie, gdzie w 2008 roku na igrzyskach wywalczyła srebrny medal, musiała przestawiać się o sześć godzin w drugą stronę, przyspieszając zegar biologiczny. - Wtedy już na miesiąc przed wyjazdem przesunęliśmy dobę o trzy godziny - wspomina Andrzej Piątek, trener kadry. - Budziliśmy wtedy Maję o piątej nad ranem.
- A teraz moja aklimatyzacja wciąż trwa - mówi "Gazecie" liderka grupy CCC Polkowice. - W niedzielę na treningu mocno chciało mi się spać, bo była godz. 22 polskiego czasu. Budzę się w nocy, a od piątej nad ranem już w ogóle nie śpię. Ale to normalne, za dwa dni będzie ok. Na razie wyjątkowo chce mi się pić, w niedzielę wypiłam około pięciu litrów różnych płynów. Ale to chyba wina wszechobecnej klimatyzacji w hotelu.
Teraz polscy kolarze mogą czuć przewagę nad innymi zawodnikami, głównie z Europy, także z innego powodu. Mont-Sainte-Anne w Zatoce Świętego Wawrzyńca położone jest na podobnej szerokości geograficznej co Zieleniec. Temperatura i wilgotność powietrza są więc podobne do tych z ostatniego zgrupowania.
Wyścig elity kobiet, w którym wystartuje Maja, zaplanowano w sobotę na godz. 11 miejscowego czasu. - W Polsce będzie wtedy 17, więc nie ma żadnego problemu. Jej organizm zniesie ekstremalny wysiłek bez problemu.
Zasady są żelazne: unikać snu w samolocie, spożywać jak najwięcej płynów nawet za cenę częstych wizyt w toalecie, traktować każdą minutę lotu jak ciężki wytrzymałościowy trening. - Nie można wpaść na lotnisko w ostatniej chwili, trzeba być wypoczętym do podróży. Jazda samochodem po nocach, permanentny stres mogą być dla sportowca gwoździem do trumny - mówi dr Robert Pietruszyński, kardiolog, specjalista medycyny sportowej, opiekujący się reprezentacją polskich kolarzy górskich, a wcześniej lekarz misji olimpijskiej w Atenach i Pekinie.
Zgodnie z zaleceniami Maja Włoszczowska i pozostali członkowie polskiej ekipy, którą od dziś do soboty czekają w kanadyjskim Mont-Sainte-Anne mistrzostwa świata, spotkała się na Okęciu dzień przed odlotem. Przyjechali wprost z miesięcznego zgrupowania w Zieleńcu, gdzie przez ostatnie pięć dni trener kadry minimalizował obciążenia treningowe. Przez ostatnie noce kolarze dostali też nakaz wysypiania się ponad miarę - bez nastawiania budzika.
Wszystko po to, by w czasie dziewięciogodzinnej podróży samolotem na Zachód nie kłaść się spać, co jest u sportowców wcale nierzadkim błędem kardynalnym. Najlepiej też zaplanować podróż tak, by dotrzeć do celu przed zmierzchem. - W przypadku Kanady zyskujemy sześć godzin, a więc opóźniamy zegar biologiczny. Trzeba wytrwać do następnej nocy czasu lokalnego i dopiero wtedy nadrobić sen - dodaje dr Pietruszyński. - Podczas lotu transoceanicznego trzeba pamiętać też o ćwiczeniach, w końcu organizm reaguje na podróż jak podczas mocnej jednostki treningowej. Niedopuszczalnym jest siedzenie non-stop. Wiem, że może to drażnić pozostałych pasażerów i załogę samolotu, ale im więcej chodzimy po pokładzie, tym lepiej.
Biada tym, którzy nie dotrzymają powyższych zaleceń i skuszą się na małą drzemkę. Zapłacą za to później słoną cenę - nogi jak z waty, wilczy apetyt nad ranem, wczesne wybudzenia i poobiednie "odloty". Dla sportowca oznacza to nawet obniżenie szans na sukces nawet o kilkadziesiąt procent.
Dr Pietruszyński: - Przy sześciu godzinach różnicy z Warszawą organizm potrzebuje na adaptację przynajmniej trzech dni. Nie wszystkim przychodzi to bez trudu, dlatego niektórych oprócz problemów ze snem dotykają zaburzenia jelitowe, biegunki, rozdrażnienie, zmęczenie i obniżenie wydolności, co w przypadku kolarzy ma szczególne znaczenie. Niektórzy pomagają sobie kofeiną w dzień i melatoniną w nocy, która działając na szyszynkę, przywraca równowagę i reguluje biorytm. Żadna farmakologia nie zastąpi jednak naturalnej adaptacji. Należy wychodzić na słońce, poddać się wysiłkowi fizycznemu w odpowiednich strefach tlenowych. Nie będę zdradzał, jak to jest z naszymi kolarzami, bo to tajemnica kuchni.
Adaptacja Mai Włoszczowskiej przebiega na razie bez większego problemu. Zresztą jest zaprawiona w bojach, bo w Pekinie, gdzie w 2008 roku na igrzyskach wywalczyła srebrny medal, musiała przestawiać się o sześć godzin w drugą stronę, przyspieszając zegar biologiczny. - Wtedy już na miesiąc przed wyjazdem przesunęliśmy dobę o trzy godziny - wspomina Andrzej Piątek, trener kadry. - Budziliśmy wtedy Maję o piątej nad ranem.
- A teraz moja aklimatyzacja wciąż trwa - mówi "Gazecie" liderka grupy CCC Polkowice. - W niedzielę na treningu mocno chciało mi się spać, bo była godz. 22 polskiego czasu. Budzę się w nocy, a od piątej nad ranem już w ogóle nie śpię. Ale to normalne, za dwa dni będzie ok. Na razie wyjątkowo chce mi się pić, w niedzielę wypiłam około pięciu litrów różnych płynów. Ale to chyba wina wszechobecnej klimatyzacji w hotelu.
Teraz polscy kolarze mogą czuć przewagę nad innymi zawodnikami, głównie z Europy, także z innego powodu. Mont-Sainte-Anne w Zatoce Świętego Wawrzyńca położone jest na podobnej szerokości geograficznej co Zieleniec. Temperatura i wilgotność powietrza są więc podobne do tych z ostatniego zgrupowania.
Wyścig elity kobiet, w którym wystartuje Maja, zaplanowano w sobotę na godz. 11 miejscowego czasu. - W Polsce będzie wtedy 17, więc nie ma żadnego problemu. Jej organizm zniesie ekstremalny wysiłek bez problemu.
Podyskutuj z autorem na jego blogu iwanczyk.blox.pl »
-
09-02-2012 08:25
Londyn 2012. Boso po olimpijskie medale
-
08-02-2012 17:07
Dookoła Kataru. Boonen wygrał czwarty etap
-
08-02-2012 12:46
Kolarstwo. Mąż Jeannie Longo aresztowany
-
07-02-2012 19:45
Kolarstwo. Contador: Będę bronił swojej niewinności
-
07-02-2012 18:31
Dookoła Kataru. Cavendish wygrał trzeci etap, Boonen nadal liderem
-
07-02-2012 12:39
Kolarstwo. Pozycja Majki w Giro zagrożona?
-
06-02-2012 21:57
Kolarstwo. Doping Contadora. Winny
Najczęściej czytane
- 1.Paula Gorycka, konkurentka Mai Włoszczowskiej dla Sport.pl: Chcę jechać do Londynu!
- 2.MŚ w kolarstwie górskim. Trzy bolesne upadki i brązowy medal Pauli Goryckiej!
- 3.Kolarstwo górskie. Maja Włoszczowska przesiadła się na rower z kołami 26-calowymi
- 4.MŚ w kolarstwie górskim. Kulhavy najlepszy wśród mężczyzn
- 5.MŚ w kolarstwie górskim. Rower Mai wart 28 tys. złotych
- 6.Anna Szafraniec znów marzy o mistrzostwie świata. Separacja, z której nie będzie rozwodu, ale mogą być medale





