Wałbrzych miejscem na takie zawody jest idealnym, bo tam trasę zmagań wyznaczyć można nawet w samym centrum miasta. W tym roku mistrzostwa Polski odbywały się w Parku im. Jana III Sobieskiego, który położony jest w odległości około 500 metrów od wałbrzyskiego ratusza. Organizatorzy mistrzostw od zawodników otrzymywali nawet telefony, czy aby na pewno zmagania odbędą się w tym miejscu. Początkowo wydawało im się to nierealne. Później wszyscy przekonali się, że mistrzostwa kraju w kolarstwie górskim wcale w wysokich górach odbywać się nie muszą.
Kiedy w piątek zmagania w Wałbrzychu się rozpoczynały, to na trasie było ponad 30 stopni Celsjusza. W niedzielę, kiedy zawody dobiegły końca, zawodnicy zamiast upału musieli zmagać się z deszczem i błotem. Przez cały dzień okresowo bowiem padało i tym samym trasa przejazdu zrobiła się bardzo śliska. Organizatorzy w obawie o bezpieczeństwo uczestników zdecydowali się nawet na zmianę jej fragmentu, tak by nie dochodziło na do jakichś groźnych wypadków. Na szczęście zamiast nich w zawodach obserwowaliśmy głównie ciekawą walkę.
Najtrudniej w Wałbrzychu mieli mężczyźni ścigający się kategorii elita, bo oni na trasę wyjechali niedługo po tym, gdy w nieba spadł deszcz. Dla zwykłych kolarzy takie warunki byłyby utrapieniem, ale u kolarzy górskich wywołały tylko dodatkowy dreszczyk emocji. - Taka już jest ta nasza dyscyplina. Trasa i warunki w Wałbrzychu szczególnie dobre były dla młodych zawodników, bo oni najwięcej mogli się tutaj nauczyć - mówił Marek Galiński z grupy JGB-2.
Młodzi kolarze uczyć mogą się także od Galińskiego, bo 36-letni weteran mistrzostwa wygrał, a na mecie wyprzedził Marka Konwę z Ellettroveneta Corratec i Kornela Osickiego z JGB-2. Zwycięzca wyścigu trasę 21 kilometrów pokonał w nieco ponad półtorej godziny. - Ten tytuł zdobyłem po wyjątkowo ciężkiej walce. Mieliśmy z Markiem Konwą bardzo wyrównany wyścig i dlatego zwycięstwo cieszy szczególnie. Widać było, że mój rywal dobrze czuł się na błotnistej trasie z dużą ilością podjazdów. Na szczęście w drugiej części Marek wyraźnie opadł z sił i dlatego mogłem wypracować przewagę, która pozwoliła mi wygrać - komentował tegoroczny mistrz Polski.
Galińskiego w konkurencji cross country nazwać można prawdziwym dominatorem, bo ten tytuł był dla niego już siódmym triumfem z rzędu. Czy zatem wkrótce po prostu nie zabraknie mu motywacji? - Absolutnie nie. Tytuł mistrza Polski zdobywa się raz w roku i potem przez cały czas można się nim cieszyć. Najtrudniej jest zresztą
złoty medal obronić. Bardzo się cieszę, że mi udawało się to wielokrotnie - zaznaczył Galiński.
Tytuł mistrzyni Polski obroniła także
Maja Włoszczowska z CCC Polkowice. Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu szybko wypracowała dużą przewagę, a za jej plecami na metę wyścigu przyjechały Aleksandra Dawidowicz z CCC i Anna Szafraniec z JGB-2.
- Szczerze mówiąc, to z tego błota się nawet cieszę, bo być może w takich warunkach przyjdzie nam rywalizować o medale mistrzostw świata. Wtedy start w mistrzostwach Polski okaże się bezcenny - mówiła Włoszczowska, dla której był to trzeci medal zdobyty w ciągu zaledwie kilku dni.
Nieco ponad tydzień temu zawodniczka CCC została bowiem wicemistrzynią Europy w kolarstwie górskim, a kilkanaście godzin później wygrała górskie mistrzostwa Polski na szosie. - Jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Tutaj najbardziej męczyły mnie podjazdy i podbiegi, które były bardzo wyczerpujące. Może było ich nawet trochę za dużo. Z drugiej strony taka impreza to świetna okazja do promocji Wałbrzycha i zaprezentowania niewątpliwych zalet miasta - zakończyła mistrzyni Polski.