Mistrzostwa świata w Champery przyniosły nam dwa srebrne medale, Mai Włoszczowskiej i młodzieżowca Marka Konwy. Jaka jest pana generalna ocena tej imprezy? Marek Galiński, trener kadry narodowej w kolarstwie górskim: Generalnie to były mistrzostwa pod dużą presją. W powietrzu wisiała sprawa trenera Andrzeja Piątka, którego zastąpiłem. Najważniejszy oczywiście był start Majki. Takiej kontroli nad wyścigiem chyba nigdy nie miała i gdyby nie defekt, zdobyłaby
złoto. Jestem o tym przekonany. Miała niesamowitą przewagę nad rywalkami. Zresztą widać to po czasach. Straciła na defekcie koła przynajmniej półtorej minuty, a na mecie przegrała z Catharine Pendrel tylko o 28 sekund. Warto podkreślić, że egzamin zdała cała ekipa. Świetnie spisali się mechanicy, którzy sprawnie wymienili Majce koło, a wcześniej w wyścigu młodzieżowców - sztycę z siodłem Markowi Konwie. Mimo że prześladował nas pech, wszystko dobrze się poukładało.
Gdy okazało się, że Maja nie chce już trenować z Andrzejem Piątkiem i że pan ma go zastąpić, minister Półgrabski zaznaczył, że nowy trener Włoszczowskiej musi całkowicie się poświęcić jej przygotowaniom do igrzysk i że nie wyobraża sobie, by łączył te obowiązki ze startami. Co pan na to? Rozumiem stanowisko ministerstwa sportu, które przekazuje znaczne środki na przygotowania Mai. Jestem trenerem kadry decyzją zarządu PZKol., wykonuję swoje obowiązki najlepiej jak potrafię, niczego nie zaniedbuję. Owszem, wciąż się ścigam, ale dzięki temu mam swój bagaż doświadczeń i mogę Majce pomóc radą. W Champery zrobiłem coś więcej niż zwykły trener. Startując, zdobywam punkty dla Polski do rankingu UCI, by dwóch naszych kolarzy mogło pojechać na igrzyskach w Londynie. Musimy zająć w tym rankingu, w maju przyszłego roku, co najmniej 13. miejsce. Teraz powinniśmy być w tej trzynastce, być może na 12. miejscu. Uważam, że generalnie stanęliśmy na wysokości zadania. Majka zrobiła to, co miała zrobić - zdobyła medal. To jest najważniejsze.
Ile w sukcesie Mai jest zasługi Andrzeja Piątka, który ją szkolił przez 11 lat, a ile pana? Andrzej wprowadził Majkę na najwyższy poziom. Majka jest ukształtowaną zawodniczką. To niewątpliwie jest zasługa Andrzeja. Z drugiej strony - Majka potrzebowała zmiany, a po zmianie trenera cały ten szum medialny nam nie sprzyjał. Odczuwaliśmy ogromną presję. Mimo to Majka była przygotowana tak, jak chyba nigdy wcześniej. Była mocniejsza niż przed rokiem w Kanadzie, gdzie wygrała wyścig o mistrzostwo świata niewielką różnicą (dokładnie 48 sekund - przyp. red.). Majka mówi, że wciąż się ode mnie uczy czegoś nowego. To dobrze. Jeśli zawodniczka się nie rozwija, musi zmienić środowisko, aby się rozwijać dalej. Jak stoisz w miejscu, to tak naprawdę się cofasz. I Majka jest tego klasycznym przypadkiem. Media wciąż wałkują temat, dlaczego Majka zakończyła współpracę z Andrzejem. Każdy jest ciekawy, dlaczego. Ja nie chcę się do tego mieszać. Poproszono mnie o pomoc, więc pomagam. A tamto to jest sprawa między nimi.