- Plan taktyczny był prosty: jechać od początku z przodu i próbować atakować. Szyki trochę pokrzyżował mi upadek na pierwszej rundzie. Leżałem na zakręcie na odcinku asfaltowym. Straciłem sporo, musiałem gonić rywali, ale noga była dobra. Potem usłyszałem trzask. Na zjeździe pękła sztyca pod siodełkiem. Na szczęście było to blisko boksu technicznego. Mechanik Hubert Grzebinoga założył mi nowe siodło i sztycę. No i pojechałem dalej - powiedział Konwa.
Młody kolarz z Zielonej Góry przyznał, że na ostatnich rundach zaczął już odczuwać skutki wymuszonego upadkiem i defektem pościgu za konkurentami. - W końcówce wyścigu zabrakło mi sił, byłem już bardzo zmęczony, ale Włoch i Holender widocznie już też nie mieli sił. To zdecydowanie największy sukces w mojej karierze. Miałem już brązowy medal mistrzostw świata w przełajach, ale on się nie liczy. Medal jak nie medal. Dostałem go po dyskwalifikacji innych zawodników. Teraz jestem bardzo zadowolony - podkreślił.
- Mam 21 lat, więc jeszcze przez dwa lata będę się ścigać w tej kategorii. Chciałbym każdy sezon kończyć w takim stylu - dodał Konwa, który przegrał tylko ze Szwajcarem Thomasem Litscherem.
To pierwszy medal w polskiej ekipie na tej imprezie, zdecydowanie poprawiający smutne do tej pory nastroje, i dobry prognostyk przed sobotnim wyścigiem Mai Włoszczowskiej.
Czołówka wyścigu do lat 23: | Kolarz | Czas |
| 1. Thomas Litscher (Szwajcaria) | 1:32:30 |
| 2. Marek Konwa (Polska) | 1:34:12 |
| 3. Henk Jaap Moorlag (Holandia) | 1:34:43 |
| 4. Matthias Stirnemann (Szwajcaria) | 1:36:03 |
| 5. Reto Indergand (Szwajcaria) | 1:36:47 |