Sport.pl

Stało się! Witold Bańka szefem WADA. "Między negacjonistami z Rosji a Białym Domem"

Witold Bańka zastaje w Światowej Agencji Antydopingowej krainę lodu. To, co się najlepiej w antydopingu udało, to pomysł z mrożeniem próbek na wiele lat. Ale zamrożone są też niestety relacje ze sportowcami i między udziałowcami WADA. I z tym musi sobie poradzić nowy szef, zanim go wyręczy szeryf z Ameryki.

Niby to była formalność, bo ministrowie sportu ze wszystkich kontynentów już wiosną 2019 wskazali Witolda Bańkę na prezesa WADA. Światowa Agencja Antydopingowa tylko ten wybór w czwartek potwierdziła. Nowy prezes nie wprowadzi się też do nowych gabinetów od razu, tylko 1 stycznia 2020. Ale jednak ten czwartek 7 listopada 2019 pozostanie symbolicznym momentem: Polak, ledwie 35-letni, zostaje oficjalnie mianowany na szefa światowej walki z dopingiem. Dostaje jedno z najważniejszych stanowisk w świecie sportu. A wszystko dzieje się w Katowicach, na zakończenie wielkiej, organizowanej co sześć lat Światowej Konferencji Antydopingowej.

Zobacz rozmowę Pawła Wilkowicza z Witoldem Bańką w "Wilkowicz Sam na Sam"

I pomyśleć, że gdy WADA powstawała ledwie 20 lat temu – 10 listopada jest okrągła rocznica - Polska nie miała nawet akredytowanego laboratorium.

W walce z dopingiem wiedza i chęci nie wystarczą, potrzebne są miliony

Byli już wtedy w Polsce dobrzy fachowcy, garstka antydopingowych zapaleńców. Ale bez milionów na sprzęt – a przez to: bez szans na akredytację dla laboratorium - odbijali się od szklanego sufitu. Co z tego, że jeszcze przed igrzyskami w 2004 roku złapali na dopingu przyszłą mistrzynię olimpijską w sprincie Julię Nestierienko? Nestierienko i tak pojechała do Aten i wygrała tam finał setki. Bo Światowa Federacja Lekkoatletyczna testu z Warszawy nie uznała: nie był z akredytowanego laboratorium. Tak wygląda rzeczywistość walki z dopingiem: nie wystarczy go wykryć. Trzeba go jeszcze wykryć takim sprzętem i z dochowaniem tylu procedur, żeby sąd nie podważył werdyktu. A na to potrzeba dużych pieniędzy. I jeszcze trzeba mieć w rezerwie miliony złotych na obsługę prawną przed sądami.

Witold Bańka był jednym z najlepszych ministrów, jacy rządzili polskim sportem. To, że przeprowadza się teraz z biur Ministerstwa Sportu i Turystyki przy placu Bankowym do biur szefa WADA (jedno będzie miał w Wilanowie, a to główne w Montrealu) to jest jego sukces i sukces ludzi, którzy prowadzili jego kampanię. Ale też sukces wszystkich tych, którzy polski system antydopingu budowali. Przez 30 lat, od kryzysu do kryzysu, metodą prób i błędów, chodząc po prośbie do ministrów sportu. Czasem skacząc do basenu bez pewności, że jest tam dość wody, jak wtedy gdy brali na kredyt chromatograf cieczowy, a potem w pośpiechu uczyli się procedur używania go, żeby wreszcie zdobyć tę akredytację dla warszawskiego laboratorium przy ul. Trylogii.

WADA istnieje 20 lat. A zmian było tyle, jakby istniała sto lat

Dziś jest i akredytowane laboratorium, i agencja antydopingowa z pionem śledczym, a od stycznia będzie polski szef całego światowego systemu antydopingowego. Obejmie WADA w trudnym momencie. Dwadzieścia lat istnienia agencji - która sama kontroli dopingowych nie prowadzi, ale koordynuje i nadzoruje walkę z dopingiem, pilnując przestrzegania jednolitych standardów – było w walce z dopingiem jak całe stulecie. Trudno nawet uwierzyć, jakim chaosem był świat antydopingu te 20 lat temu, zanim rządy i ruch olimpijski zgodziły się połączyć siły dla oczyszczania sportu.

Przypomnijmy: największym przełomem związanym z powstaniem WADA w 1999 roku było już to, że rządy zdecydowały się w ogóle włączyć w walkę z dopingiem. Bo wcześniej to było tylko zadanie świata sportu i ruchu olimpijskiego. Ale takie afery dopingowe jak kolarska afera Festiny z 1998 pokazały, że doping przerósł możliwości świata sportu: staje się zadaniem dla policji, celników, prokuratorów, służb walczących z przestępczością zorganizowaną. I trzeba zacząć tworzyć im jakąś prawną podstawę, żeby się mogli włączać do tej walki. Już wtedy było widać, że w handel dopingiem, również tym dla amatorów, zaczynają coraz mocniej wchodzić mafie, że pierze się tu pieniądze, daje łapówki, grozi i szantażuje. A zobowiązanie rządów związane z WADA polegało nie tylko na płaceniu składek (światową agencję finansują po połowie rządy i Międzynarodowy Komitet Olimpijski). Ale też na zobowiązaniu udziałowców, że gdy WADA stworzy wspólny dla wszystkich organizacji sportowych Światowy Kodeks Antydopingowy (powstał w 2003), to rządy również zobowiążą się do pomocy w wypełnianiu jego postanowień. Zrobiły to, ratyfikując konwencję UNESCO o zwalczaniu dopingu w sporcie. I to uchyliło furtkę do nowej rzeczywistości. Z przyzwyczajenia nazywamy walkę z dopingiem zabawą w policjantów i złodziei. Ale zapominamy, że prawdziwi policjanci wkroczyli do tej zabawy dopiero w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Policjanci, celnicy, agenci federalni, prokuratorzy. Wcześniej nie mieli podstaw prawnych.

Antydoping przed WADA: kłótnie o to, dlaczego każdy nosi wodę innym sitem

Walka z dopingiem przed czasami WADA to było przelewanie wody sitem, i to jeszcze wśród kłótni, dlaczego każdy przyniósł inne sito i nie słucha rad. Nie było w sporcie jednolitych kar za doping. Każda federacja wymierzała je po swojemu. Można było być skazanym w jednym sporcie, a startować w innym. Większość federacji nie miała przepisów pozwalających kontrolować sportowców poza zawodami (a to poza zawodami najczęściej sięga się po doping). Nie było współpracy ze służbami. Nie było agencji antydopingowych, których pracownicy mają status funkcjonariuszy publicznych. Nie było działów śledczych w tych agencjach, nie było sygnalistów, nie było programów ochrony świadków. A dziś to jest najskuteczniejsza metoda dopadania największych dopingowych oszustów. Nie kontrole laboratoryjne, tylko śledztwa, współpraca służb i prokuratury, budowanie siatki informatorów, infolinie dla sygnalistów.

To jest bardzo ważne również w sporcie amatorskim. Niedawna operacja Viribus, przeprowadzona przez agencje antydopingowe razem z Europolem i Interpolem, dotyczyła tylko dopingu rozprowadzanego wśród sportowców amatorów. Bilans? Aresztowano 200 osób z 17 różnych gangów, zamknięto dziewięć tajnych laboratoriów, a zarekwirowany materiał do produkcji dopingu liczono w dziesiątkach ton. Dla wizerunku walki z dopingiem najważniejsze jest, czy ktoś w igrzyskach nie zdobędzie nieuczciwie medalu. Ale czasem naprawdę najważniejsze pytanie w walce z dopingiem brzmi: jak uratować twoje dziecko przed utratą zdrowia albo życia jeśli wpadnie w złe towarzystwo w siłowni lub fitness klubie? A w wielu takich obławach na mafie dopingowe pojawia się też polski trop i polskie tajne laboratoria.

Medale z zamrożonych próbek: kiedyś trzeba było o nie walczyć w sądzie, dziś MKOl sam zaprasza

W świecie przed WADA nie było też mrożenia próbek z igrzysk na osiem, a potem dziesięć lat, tak by je można było zbadać, gdy się pojawią doskonalsze metody wykrywania dopingu. Nie było więc też odbierania po latach wywalczonych nieuczciwie medali i przekazywania ich prawowitym właścicielom. Dziś uważamy to za oczywiste, bo w wyniku tego mrożenia próbek i sprawdzania po latach właściciela zmieniło już mnóstwo medali z igrzysk. Z Pekinu 2008 i Londynu 2012 to było po kilkadziesiąt medali przechodzących w inne ręce. A jeszcze po igrzyskach 2002 roku uczciwi sportowcy musieli walczyć o przejęcie medali po oszustach przed sądem, bo Międzynarodowy Komitet Olimpijski odrzucił ich prośby, uznając że z odbieraniem medali oszustom będzie za wiele zachodu. Co mamy dziś? Anita Włodarczyk odbiera swoje odzyskane olimpijskie złoto podczas wielkiej gali Polskiego Komitetu Olimpijskiego, z szefem MKOl wśród gości. A podczas konferencji w Katowicach była specjalna sesja poświęcona tylko temu tematowi: w jaki sposób najlepiej odbierać medale oszustom i jak je najgodniej przekazywać prawdziwym zwycięzcom?

WADA nie była przygotowana na kryzys rosyjski. Dziś już jest. Ale straty wizerunkowe były ogromne

To wszystko jest już teraz oczywistością i WADA ma w tym swoje ogromne zasługi. Ale też przez tych 20 lat z agencji, która się kojarzyła z reformami, nowym otwarciem, WADA stała się częścią całego systemu sportu w tym złym znaczeniu: obrosła zależnościami, stała się zakładniczką różnych podziałów. I zlekceważyła jedno zagrożenie: nie spodziewała się, że powrócą zagrożenia z czasów zimnowojennych, czyli państwa z premedytacją oszukujące w sporcie. Była skupiona na udoskonalaniu metod łapania oszustów, a nie sposobów dyscyplinowania państw-oszustów. Gdy nadszedł kryzys rosyjski, wywołany skandalem wokół tamtejszej lekkoatletyki, a potem wielkim oszustwem z Soczi, WADA wizerunkowo to starcie przegrała. Kalkulowała, zamiast działać zdecydowanie. Jej szef Craig Reedie pisał do Moskwy przedziwne maile z których wynikało, że święty spokój jest dla niego cenniejszy niż walka o dobro uczciwych sportowców.

Dział śledczy WADA spisywał się w tej walce bez zarzutu. Ale szefowie, ci którzy kształtowali politykę agencji, psuli ten wysiłek swoimi dziwnymi manewrami. Rosja brnęła w swój negacjonizm, WADA była w rozkroku, a sportowcy poczuli się zdradzeni przez system antydopingowy. Niektórzy z nich woleli iść z prośbą o wsparcie do szeryfa z Białego Domu (na audiencję do Donalda Trumpa udała się również zbuntowana wobec reszty WADA wiceprezes Linda Helleland). Bo to Amerykanie - agencja antydopingowa USADA, FBI, Agencja Żywności i Leków – pokazywali w ostatnich latach jak być bezkompromisowym w walce z dopingiem i jak korzystać z tych wszystkich narzędzi prawnych, które się pojawiły, od kiedy w zwalczanie dopingu włączyły się rządy. To ze swojej kryjówki w USA Grigorij Rodczenkow, skruszony oszust dopingowy z moskiewskiego laboratorium antydopingowego, rozmontowywał system kłamstwa w rosyjskim sporcie. Mógł to robić, bo stanęły za nim amerykańskie służby federalne. I agencja USADA, w której wątpliwości, czy wciskać pedał hamulca czy gazu, rozstrzyga się zawsze na korzyść tego drugiego.

Najważniejsze zadanie Witolda Bańki: przekonać sportowców, że przyszedł do WADA dla nich, a nie dla działaczy

W zastawieniu z determinacją Amerykanów WADA, starająca się tak ukarać Rosję, żeby jej nie stracić dla ruchu antydopingowego na zawsze (stąd przywrócenie praw członkowskich rosyjskiej agencji antydopingowej jeszcze zanim Rosjanie spełnili wszystkie warunki), wyszła na hamulcowego walki o sprawiedliwy sport. Zaczęła być postrzegana jak antydopingowy MKOl-bis. I niewykluczone, że największym zagrożeniem dla jej wizerunku w najbliższych latach pozostanie właśnie to, co robią w sprawach dopingu FBI i USADA, co się dzieje w kwestii antydopingu w Białym Domu i na Kapitolu. A dzieje się dużo. Ale o tym za chwilę.

W taki świat wchodzi Witold Bańka. Z jednej strony jest napięcie między MKOl i WADA: ruch olimpijski jest udziałowcem i sponsorem WADA wspólnie z rządami, a jednocześnie zawsze czuł się przez WADA pouczany, że działa zbyt kompromisowo. Z drugiej strony: to WADA jest atakowana za zbytnią kompromisowość przez bardziej odważne krajowe agencje antydopingowe i przez sportowców. To będzie dla Witolda Bańki pierwsze trudne zadanie: przekonać sportowców, że on – były sportowiec – przychodzi do WADA reprezentować ich interesy, a nie bronić status quo świata działaczy.

W połowie grudnia kara dla Rosji za dopingową recydywę?

W dużej rozmowie ze Sport.pl odchodzący minister sportu mówił o swojej przyszłości w WADA, że jest gotowy do walki i na spokojny rejs się nie zapisał. I rzeczywiście, na spokojne wody się tam nie zanosi. Na dzień dobry czeka go zarządzanie konsekwencjami najnowszego kryzysu rosyjskiego: już wkrótce komitet WADA ds. przestrzegania prawa antydopingowego może rekomendować nałożenie na Rosję sankcji za to, że przekazała do WADA zmanipulowaną bazę danych z moskiewskiego laboratorium (jej przekazanie było warunkiem zakończenia niektórych kar za poprzednią aferę). To może się skończyć nawet wykluczeniem Rosji z najbliższych igrzysk w Tokio i Pekinie, choć zapewne z zachowaniem prawa startu zweryfikowanych rosyjskich sportowców jako olimpijczyków neutralnych.

Trzeba jednak przyznać, że WADA do tego obecnego kryzysu rosyjskiego przystępuje już znacznie lepiej przygotowana niż do pierwszego. Widząc swoją bezradność w starciach z państwami, które po prostu pozorują wypełnianie antydopingowych zobowiązań i brną w kłamstwa, zaczęła zatykać dziury w systemie. WADA wreszcie ma, od 2015, dział śledczy z prawdziwego zdarzenia. Zmieniła też niedawno mechanizm karania za nieprzestrzeganie przepisów antydopingowych. Dziś jest tam już mniej uznaniowości i dyplomacji, więcej automatycznych procedur. Jeśli komitet ds. przestrzegania prawa antydopingowego uzna, że są dowody, iż Rosja jest winna (komitet ma się zebrać 17 listopada), a komitet wykonawczy WADA się z tym zgodzi (ma spotkanie 9 grudnia), to federacje poszczególnych sportów nie będą już miały wielkiego wyboru przy nakładaniu sankcji na Rosję. A doświadczenie uczy, że im należy zostawiać jak najmniejszą swobodę wyboru. Światowe federacje sportowe częściej spowalniają walkę z dopingiem niż ją przyspieszają: bo to kosztuje, bo samo mówienie ciągle o tym dopingu odstrasza sponsorów, itd. Światowe federacje cierpią na wszystkie choroby krajowych związków sportowych – tylko za lepsze pieniądze. A akurat o chorobach krajowych związków minister Bańka mógłby opowiadać godzinami. – Tylko presja związana z surowym egzekwowaniem przestrzegania kodeksu antydopingowego (w języku WADA nazywa się to procedurą non-compliance – red.) popchnie nas do przodu - mówił minister w Katowicach już jako prezes-elekt WADA.

Cel MKOl: odsunąć międzynarodowe federacje sportowe od kontroli dopingowych i wymierzania kar

Również MKOl stara się od kilku lat uniezależnić ściganie dopingu od widzimisię federacji sportowych i od ich układów. Nauczony kryzysem rosyjskim, ale też gigantycznym skandalem w światowej lekkoatletyce (wieloletni szef IAAF Lamine Diack brał łapówki za wyciszanie skandali dopingowych, w 2020 zacznie się jego proces karny) MKOl próbuje stworzyć system, w którym międzynarodowe federacje sportowe nie będą angażowały się ani w przeprowadzanie kontroli antydopingowych, ani w postępowania dyscyplinarne w sprawach dopingowych.

MKOl doprowadził do powstania International Testing Agency (działa od 2018 roku), dał pieniądze na jej start i chce, by to ona przejęła przeprowadzanie kontroli antydopingowych w różnych sportach. MKOl doprowadził też do utworzenia wydziału postępowań antydopingowych w Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu. Trybunał w nowym systemie ma orzekać kary za doping również w pierwszej instancji. Dotąd był tylko dopingową instancją odwoławczą. Ale żeby ten system działał, federacje muszą chcieć do niego dołączyć. Szef MKOl Thomas Bach w swojej mowie na kongresie antydopingowym w Katowicach wzywał, by jak najwięcej federacji zleciło ITA prowadzenie programów antydopingowych w swoich dyscyplinach sportu. – Już 41 federacji ma takie partnerstwo z ITA. Zachęcamy je, żeby za naszym przykładem przekazały ITA wszystkie kompetencje do przeprowadzania kontroli, a wymierzanie kar zostawiły wydziałowi antydopingowemu trybunału w Lozannie – mówił Bach. I nie ukrywał, że marzy mu się by to się z czasem stało kodeksowym obowiązkiem, a nie tylko opcją dla federacji.

Jak ochraniać sygnalistów: i przed zemstą, i przed naznaczeniem ich jako donosicieli?

Witold Bańka, choć na prezesa został wskazany przez rządy (szef WADA od początku jej istnienia był na zmianę delegowany przez ruch olimpijski i przez rządy) ma z szefem MKOl dobre relacje. Bach przyjechał na kongres WADA do Katowic z prezentem powitalnym dla nowych władz: 10 milionów dolarów ekstra dotacji na walkę z dopingiem w najbliższych latach. Ale te pieniądze mają iść na konkretne cele: Bach wezwał krajowe agencje antydopingowe oraz międzynarodowe federacje by zainwestowały w sprzęt do zamrażania na 10 lat próbek pobranych podczas przygotowań olimpijskich. Żeby był zapas mrożonych próbek nie tylko z igrzysk, ale też sprzed igrzysk. Kontrole robione po kilku latach są dużo bardziej efektywne niż te przeprowadzane na bieżąco. – Mrożąc próbki nieuczciwego sportowca, uruchamiamy bombę z opóźnionym zapłonem, która kiedyś wybuchnie mu w twarz – mówili w Katowicach przedstawiciele WADA. Z 10 mln przekazanych przez MKOl połowa ma pójść na sprzęt do przechowywania próbek, 2,5 mln na dział badań WADA i 2,5 mln na dział śledczy. Bach zapowiedział też wprowadzenie już niedługo nowych, ponoć znakomitych metod kontroli: jedna to metoda sekwencjonowania genów, która będzie bardzo skuteczna w wychwytywaniu dopingu krwi, druga to znacznie tańsza i łatwiejsza od obecnej metoda pobierania krwi.

W nowym kodeksie antydopingowym, który był zmieniany w Katowicach i ma obowiązywać od 2021 roku, znalazły się ważne zapisy dotyczące sygnalistów, nowych bezcennych sojuszników w walce z dopingiem. Dziś nawet nie mamy na nich w języku polskim dobrego określenia, zastępującego angielskie whistleblower: sygnalista jeszcze brzmi sztucznie, donosiciel – fatalnie. Ale bez ich doniesień nie byłoby wielu obław antydopingowych. I w nowych przepisach antydopingowych jakiekolwiek próby wpływania na sygnalistę ze strony sportowca miałyby być traktowane jak pozytywny wynik testu i podstawa do dyskwalifikacji. To jest bardzo ważna zmiana i szansa na ratowanie twarzy przez działaczy MKOl. Bo podczas kryzysu rosyjskiego można było mieć wrażenie, że małżeństwo Stiepanowów, dzięki którym poznaliśmy prawdę o rosyjskiej lekkoatletyce, mocno drażni Thomasa Bacha i najchętniej zostawiłby ich samym sobie. Nie wspominając o tym, jakie reakcje budził u wierchuszki MKOl Grigorij Rodczenkow. A sygnaliści zawsze będą niejednoznacznymi postaciami. Czasami to szlachetni rycerze od początku do końca, ale częściej – ci którzy zdecydowali się przejść ze złej strony mocy na dobrą, czasem w ostatniej chwili.

To Biały Dom był ostatnio częściej nadzieją czystych sportowców niż MKOl czy WADA

Amerykanie ścigający doping zrozumieli to szybciej niż szefowie MKOl i WADA, oni dali Rodczenkowowi schronienie i narzędzia do walki, gdy Bachowi jakiekolwiek dobre słowo o Rodczenkowie nie przechodziło przez gardło. To dlatego dla uczciwych sportowców to raczej Biały Dom był w ostatnich latach przylądkiem dobrej nadziei, a nie biurowce MKOl w Lozannie. I prezydent Donald Trump nie ma zamiaru odpuszczać tego tematu, wzywał już głośno WADA do zreformowania się, jeśli nadal chciałaby dostawać od USA dużo pieniędzy na walkę z dopingiem (a dostaje od nich najwięcej, jeśli chodzi o stronę rządową). Ma w swojej administracji urzędniczkę do spraw zwalczania dopingu, Kendel Ehrlich, wysłał ją do Katowic na konferencję. A na Kapitolu już przechodzi przez kolejne etapy legislacyjne ustawa, która może wywołać trzęsienie ziemi w systemie ścigania dopingu.

Ustawa nazywa się RADA: Rodchenkov Anti-Doping Act. Została już przegłosowana przez Izbę Reprezentantów, czeka na przeprowadzenie przez Senat, a ma poparcie zarówno Republikanów jak i Demokratów. Rodchenkov Act to jest antydopingowy odpowiednik ustawy Magnickiego, która pozwoliła Amerykanom ścigać sprawców łamania praw człowieka na całym świecie. Nie tylko straszyć ich więzieniem, ale też zamrażać ich aktywa w USA. Amerykanie chcieliby teraz w podobny sposób ścigać wszystkich tych, którzy pomagają sportowcom w oszustwach, albo ich do oszustw namawiają. Marzy im się zrobienie takiej obławy na dopingowe mafie, jaką swego czasu zrobili na skorumpowanych działaczy FIFA. Zirytowani ich wieloletnią bezkarnością i tłumaczeniami, że nie można im nic zrobić, ponieważ w myśl prawa szwajcarskiego - według którego działała FIFA - bardzo trudno ukarać za łapówkę w stowarzyszeniu sportowym, agenci FBI znaleźli punkt zaczepienia w możliwym narażeniu na straty amerykańskiego podatnika i w tym, że niektóre łapówki były przekazywane w dolarach i przechodziły przez amerykańskie konta bankowe. Zaczęli działać, znaleźli paragrafy, założyli podsłuchy i zdetonowali stary świat działaczy FIFA. Teraz chcieliby znaleźć podobny punkt zaczepienia w dopingu. I jeśli tzw. ustawa Rodczenkowa wejdzie w życie, to będą mieli taki punkt, bardzo mocny. Zgodnie z tą ustawą, amerykańskie służby i wymiar sprawiedliwości będą miały prawo ścigać i sądzić uczestników międzynarodowych spisków dopingowych i doprowadzać do wynagrodzenia strat sportowcom, którzy są ofiarami tych spisków.

Amerykanie szukają sposobu na dorwanie oszustów nawet na końcu świata. Co robią MKOl i WADA? Szukają lobbystów na Kapitolu

A podstawa działania jest bardzo szeroka: chodzi o dopingowe oszustwa w każdej imprezie sportowej, w której startuje co najmniej jeden Amerykanin i co najmniej trzech sportowców z innych krajów, w imprezie, którą sponsorują firmy działające w USA, albo imprezie której organizatorzy sprzedali prawa do transmisji telewizyjnej w USA. Krótko mówiąc, we wszystkich tych międzynarodowych zawodach, w których są amerykańscy sportowcy i amerykańskie pieniądze. To mogą być imprezy w dowolnym miejscu na świecie, jeśli tylko spełniają te warunki. Dzięki tej ustawie Amerykanie mieliby skuteczniej rozbijać mafie działające w sporcie, lepiej chronić sygnalistów, zapewniać stały przepływ informacji od służb do USADA. A oszustów straszyć karą do 10 lat więzienia, wysokimi grzywnami i zarekwirowaniem własności użytej do oszustwa.

Jaka była pierwsza reakcja MKOl i WADA? Wynajęcie lobbystów na Kapitolu, by złagodzić zapisy tej ustawy. Głównym argumentem przeciw niej była groźba, że w myśl nowej ustawy Amerykanie mogliby ścigać sportowców z całego świata. Ale z tej ustawy wykreślono ostatecznie sportowców, ona dotyczy tylko tych którzy im pomagają lub zachęcają do oszustw dopingowych. To jest dziś jedno z najważniejszych wyzwań antydopingu: dorwanie tych, którym w sprawie dopingu albo nie grozi wykluczenie ze świata sportu, albo się takiego wykluczenia nie boją, ich mógłby przestraszyć tylko prokurator i sędzia. A jednak MKOl i WADA nadal patrzą nieufnie na tę ustawę. – Dlaczego wy nie chcecie skorzystać z tego, że mamy w USA nową osobę delegowaną do walki z dopingiem? Przecież my chcemy być waszymi sojusznikami – pytała w Katowicach Kendel Ehrlich, wspomniana nominatka Trumpa ds. ścigania dopingu. No właśnie, dlaczego MKOl i WADA nie chciały? Bo z ich punktu widzenia groźba jest rzeczywiście ogromna: że USA wyrośnie na globalnego stróża czystości sportu, spychając ich w cień.

MKOl i WADA apelują. A Amerykanie działają

Thomas Bach bardzo chciałby międzynarodowego porozumienia właśnie w tej sprawie, którą Amerykanie chcą załatwić własną ustawą. Ale wie, że do tego droga daleka, bo nie wszyscy mają tu wspólne interesy. Podczas niedawnej konferencji UNESCO zrzeszającej sygnatariuszy konwencji o antydopingowej rządy odrzuciły propozycję zobowiązania się do surowego karania osób, które nakłaniają sportowców do dopingowania się, lub pomagają im w tym. - Jeśli w ustawodawstwie danego kraju nie ma przepisu pozwalającego ścigać np. lekarza podającego doping, to MKOl jedyne co może zrobić, to uznać takiego lekarza za persona non grata podczas igrzysk. Ale potem ten doktor wraca do swojego kraju i do swojej działalności. To jest zły sygnał, to musi się zmienić – mówił Bach, mocno zirytowany tym niepowodzeniem. MKOl i WADA mogą wzywać, zachęcać - tak jak zachęcają sportowców, którzy medal dostali dopiero po dyskwalifikacji dopingowicza, żeby szli do sądu w sprawie utraconych korzyści materialnych – ale są w tej sprawie zależne od woli rządów. A w USA jest już i wola polityczna, i dobry klimat dla takich decyzji, i doświadczenie z podobnymi ustawami.

To jest dla nowego szefa WADA wyzwanie zupełnie inne niż to, które stawia Rosja, ale nie mniejsze. – Przyszłość czystego sportu zaczyna się dziś – zakończył Witold Bańka swoje przemówienie w Katowicach. Zaczyna się też wyścig o to, kto w tę przyszłość czystego sportu wjedzie na białym koniu.

Więcej o:
Komentarze (20)
Stało się! Witold Bańka szefem WADA. "Między negacjonistami z Rosji a Białym Domem"
Zaloguj się
  • druga_wieza

    Oceniono 1 raz 1

    Ogon merda psem. Więcej milionów, udział rządów, specustawy, specsłużby, jeszcze więcej milionów...
    A wszystko po to żeby... po co? Bo mnie to jest niepotrzebne. Uprawiam sport bez żadnych supli i dopingów, a co robi kazachski ciężarowiec, czy amerykański kolarz to mnie nie interesuje.

  • utinamfalsus

    Oceniono 2 razy 0

    Czy zajmie sie również koksiarzami amerykanskimi, czy tylko rosyjskimi ?
    Bo takie ma zadanie ?

  • xzyzzy

    Oceniono 2 razy 0

    dopóki ciemna masa będzie się fascynować wyczynami mięśniaków i ich sowicie opłacać (także z budżetów państw), będzie koksowanie. odciąć to towarzycho od państwowych dotacji i sponsorów, niech skakają, biegają i rzucają w cyrkusach, bo z tego i tak g... wynika. i co ma k.... jakikolwiek rząd do naszprycowanego rowerzysty? czy to k... problem świata ?

  • soso_soso

    Oceniono 8 razy 0

    Tusk się wściekł. Taka fuch uciekła mu sprzed nosa i to kto? Pisior! Fuj.

  • oelefante

    Oceniono 6 razy 0

    Jak to? Pisoski minister na takim stanowisku? Przecież miała być międzynarodowa izolacja, mieli nas wyrzucić z UE i NATO, mieli nas ignorować na świecie, miał być kryzys gospodarczy i wojna z Rosją. Te gupki zagranico nie cztayj GW i Newsweeka?

  • cmochall

    Oceniono 3 razy -1

    Zle zrobili i to szybko zrozumieja- z uwagi na stosunek do Rosji Jego ugrupowania.

  • citaobscura

    Oceniono 2 razy -2

    -=-=-=-=-=-=-
    Kolejna "porażka" "pisiorów"

  • polakpl

    Oceniono 10 razy -2

    Przynajmniej dostaje stanowisko za kompetencje, a nie jak Tusk za służalczość wobec Niemców.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX