Żeglarstwo. Powrót Copernicusa

Copernicus

Copernicus (materiały partnera)

Początek tej historii miał miejsce 35 lat temu, gdy Copernicus, jako jeden z dwóch polskich jachtów, wziął udział w regatach Withbread Round the World. Dziś, po wielu latach wytrwałej służby i wyszkoleniu wielu kolejnych pokoleń żeglarzy, Copernicus ponownie weźmie udział w słynnych regatach i stanie na starcie ostatniego etapu Volvo Ocean Race.

Rok 1973 był dla polskiego żeglarstwa wyjątkowy. Tego roku aż dwie polskie załogi: Copernicus i Otago stanęły na starcie okołoziemskich regat Withbread Round the World, które po latach przekształciły się w jedną z najsłynniejszych żeglarskich rywalizacji: Volvo Ocean Race. Dwa jachty, pochodzące z kraju o wprawdzie wielkich żeglarskich tradycjach i dokonaniach, ale zamkniętego za żelazną kurtyną i dość rzadko pojawiającego się „na salonach” sportowego świata. Zwłaszcza w dyscyplinie, wymagającej nie tylko znakomitych umiejętności (z tym akurat wśród polskich żeglarzy nigdy nie było problemów), ale również bardzo zasobnych portfeli (z czym bywało już nieco gorzej). Jakby tego było mało, obie załogi stawiały sobie bardzo ambitne cele ukończenia rejsu, choć wysoki poziom zawodów skłaniał niektóre jednostki do podejmowania decyzji o udziale tylko w wybranych etapach regat.

Mimo skromnego budżetu, jakim dysponowali polscy żeglarze, Copernicus – w odróżnieniu od 14-letniego wówczas Otago - był jednostką specjalnie przygotowywaną do wzięcia udziału w regatach Withbread Round the World. Jego pierwowzór stanowiła seryjna konstrukcja Opal II, odpowiednio przebudowana i powiększona, żeby jacht spełniał wymogi, stawiane jednostkom regatowym. Kapitanem został Zygfryd Perlicki, a załogę stanowili: Bogdan Bogdziński, Ryszard Mackiewicz, Zbigniew Puchalski i Bronisław Tarnacki. Po przepłynięciu 27 000 mil morskich Copernicus ukończył regaty na 11. miejscu. Otago miało nieco mniej szczęścia: podczas samych regat uszkodzeniu uległ jeden z masztów, przez co metę osiągnął dopiero na 13. pozycji, a niespełna 3 lata później, podczas jednego z rejsów na Spitzbergen, zerwany z kotwicy jacht zatonął.

Copernicus pełni służbę nieprzerwanie od 35 lat, pływając w barwach Yacht Clubu Stal Gdynia i szkoląc kolejne pokolenia żeglarzy. Wśród nich znalazł się również Piotr Tarnacki, syn jednego z członków załogi, która przed laty opłynęła ziemię. To między innymi jego staraniem Copernicus, za którego sterem ponownie stanie Bogusław Tarnacki, popłynie w rejsie legend, poprzedzającym ostatni etap jednych z najsłynniejszych regat świata: Volvo Ocean Race.

Przez te 35 lat żeglarstwo i same regaty zmieniły się nie do poznania. Jeszcze do niedawna każda z załóg płynęła na jachcie własnej konstrukcji (jak choćby właśnie Copernicus i Otago), ale organizatorzy doszli do wniosku, że preferuje to żeglarzy, dysponujących większymi budżetami, pozwalającymi większe inwestycje w budowę i wyposażenie jachtu. Dziś wszyscy uczestnicy ścigają się identycznymi jednostkami, budowanymi w jednej stoczni, by o ostatecznym miejscu na mecie decydowały tylko umiejętności i doświadczenie załogi. Kiedyś okołoziemski rejs oznaczał konieczność przewożenia znacznych ilości prowiantu i słodkiej wody (choć załoga Copernicusa wspomina, że gdy zapasy wody były na wyczerpaniu, pili wyłącznie piwo dostarczone przez organizatora regat). Obecnie załoga zabiera na jacht wyłącznie niezbędne ilości liofilizowanego prowiantu, rozrabianego w pozyskiwanej na bieżąco wodzie z odsalarki. I chociaż takie posiłki niemal zupełnie pozbawione są walorów smakowych, pozwalają zaoszczędzić cenne kilogramy, które mogą mieć wpływ na osiągi, decydujące o pozycji na mecie. A owych osiągów również nie da się w żaden sposób porównywać z tym, czym dysponowali żeglarze 35 lat temu. Copernicus osiągał maksymalną prędkość 10,5 węzła. Dzisiejsze jachty, ledwie dotykające dnem powierzchni wody, notują średnią dobową prędkość na poziomie 20 węzłów. Właściwie trudno dziś powiedzieć, że to ten sam sport.

Jedno pozostaje niezmienne: Volvo Ocean Race to wciąż jedne z najbardziej wymagających i niebezpiecznych regat na świecie, w których udział przypłaciło życiem wielu wspaniałych żeglarzy. Niewiele brakowało, by ich grono zasilił przed 35 laty również Ryszard Mackiewicz, ale wiedziony niezrozumiałym przeczuciem, przywiązał się podczas pełnienia wachty trzema linami (tzw. lifelinkami), zamiast dwoma, czego wymagały procedury. Fala, która zmyła go z pokładu miała taką siłę, że dwie z nich pękły, a Mackiewicza zdołano wciągnąć na pokład dzięki tej jednej, nadplanowej.

Okazji do tego typu wspomnień i poznania historii Copernicusa będzie w najbliższym czasie kilka. Jacht wypłynął właśnie w stronę Goeteborga, skąd 21 czerwca wystartuje w stronę Hagi podczas Rejsu Legend, poprzedzającego ostatni etap regat Volvo Ocean Race. Jacht, który staraniem marek Volvo Car Poland, Lotos, Roca, Akzo Nobel oraz przy wsparciu Polskiego Związku Żeglarskiego oraz programu „Niepodległa”, został na tę okoliczność wyremontowany i wyposażony, będzie można również zobaczyć 14 lipca w Gdyni, podczas Volvo Gdynia Sailing Days.

Zobacz także
  • FEN 22 MMA. FEN 23 w Lubinie 12 stycznia
  • Andrei Malchanau MMA. Andrei Malchanau, legenda muay thai: Błachowicz może zdobyć pas UFC
  • Damian Grabowski: Chcę walczyć z zawodnikami na swoim poziomie [WYWIAD]
Skomentuj:
Żeglarstwo. Powrót Copernicusa
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX