Sport.pl

Wschodząca gwiazda KSW odpowiada na oskarżenia rywala o doping. "Proponuję układ"

- Jeśli dojdzie do mojej walki z Normanem Parke'em, to proponuję układ, żebyśmy obaj dowolnie poddali się badaniom. Skoro nie bierze, to nie powinien mieć z tym problemu. Nie chciałem składać takich propozycji przez media, ale skoro mnie prowokuje to czemu nie? Jeśli KSW się nie zgodzi, to trudno. I tak zawalczę - mówi nam 29-letni Marian Ziółkowski (21-7), czołowy zawodnik polskiej wagi lekkiej.

Antoni Partum: We wrześniu miałeś stoczyć walkę o tymczasowy pas KSW wagi lekkiej z Normanem Parke'em (28-6-1), ale doznałeś kontuzji, więc zastąpił cię Marcin Wrzosek (14-6). Mocno to przeżyłeś? 

Marian Ziółkowski: - Jestem odporny na różne nieprzyjemne sytuacje, bo od dziecka nie miałem łatwego życia. Oczywiście, że czułem się zawiedziony, ale z drugiej strony cieszę się, że więzadło w kolanie było tylko naderwane, więc operacja nie była potrzebna. Spotkał mnie ogromny pech, ale wiem, że walka o pas to tylko kwestia czasu. 

Irlandczyk wygrał na punkty z Wrzoskiem. Jak ocenisz ich pojedynek?

- Ktoś powie, że Wrzosek wziął walkę na dwa tygodnie przed galą, więc nie był w optymalnej formie. Ale on przecież i tak był w treningu. No i na co dzień walczy w kategorii do 66 kg, a z Parke'em miał wyższy limit wagowy [70 kg], więc nie musiał tak bardzo ścinać wagi. Marcin pokazał dużo serca w walce i za to należy mu się szacunek, ale uważam, że na przebieg pojedynku miała wpływ słaba dyspozycja Normana, a nie świetna forma Wrzoska. Myślę, że poradziłbym sobie z nim. Norman może mi zagrozić jedynie swoimi zapasami, ale jeśli nie dam się wywrócić i będę go obijał w stójce, to wygram ten pojedynek. 

A jeśli nie dojdzie do walki z Parke'em, to masz innego wymarzonego rywala? 

- W kategorii lekkiej jest teraz wielu ciekawych zawodników. Mógłbym zmierzyć się z Wrzoskiem czy z Borysem Mańkowskim. W niedalekiej przyszłości mógłbym również ponownie zawalczyć z Romanem Szymańskim. Moim priorytetem jest jednak teraz walka o pas z Parke'em, szczególnie, że w ostatnim czasie próbował mnie kilka razy sprowokować.

No, właśnie. Zarzucił ci, że „bierzesz towar”. Co ty na to?

- Z jednej strony to śmieszne, bo wiem, że jestem jednym z niewielu zawodników, którzy nie mają sobie w tym temacie nic do zarzucenia. Z drugiej strony biorąc pod uwagę, że on może nie być czysty - jego prowokacje są nie na miejscu. Według mnie doping zabija to ducha sportu i wyniszcza na dłuższą metę organizm. Żałuję, że zawodnicy nie są badani na każdym etapie swoich przygotowań. Mam nadzieję, że zmieni się to w najbliższej przyszłości, co będzie miało pozytywny skutek na rozwój MMA w Polsce.

Da się być czystym i osiągnąć sukces – tak mi powiedziałeś dwa lata temu. Wciąż tak uważasz?

- Oczywiście, że tak. Ciężką pracą można zniwelować przewagę zawodników, którzy mogą być na dopingu. W wielu moich walkach czułem nienaturalną siłę, kondycję, lub wytrzymałość przeciwnika. Do pewnego poziomu można to zniwelować umiejętnościami wypracowanymi w naturalny sposób. Gdy się wygrywa takie walki, to człowiek udowadnia sobie, że można być czystym i zwyciężać.

Czyli Parke po prostu chciał cię sprowokować? 

- Trudno mi się odnieść do jego słów. Proponuję w takim razie układ: jeśli dojdzie do naszej walki, to obaj dowolnie poddamy się badaniom. Skoro nie bierze, to nie powinien mieć z tym problemu. Szczerze mówiąc nie chciałem składać takich propozycji przez media, ale skoro on mnie prowokuje, to czemu nie? Jeśli KSW się nie zgodzi, to trudno. I tak zawalczę. 

Nie byłeś faworytem ani walki z Szulakowskim (9-3), ani z Gracjanem Szadzińskim (8-3), ale obie jednak wygrałeś i twoja kariera nabrała rozpędu. Jak się sklasyfikujesz w rankingu polskich zawodników wagi lekkiej? 

- Najlepsi są: Marcin Held (26-7) i Mateusz Gamrot (15-0). Trzeci jest Mateusz Rębecki (9-1), który mnie pokonał. Ja jestem czwarty, jednak mam aspiracje, aby zostać numerem jeden.

Patrzę na twoją karierę i widzę, że jest prowadzona krok po kroku. Zaczynałeś na PLMMA, potem walczyłeś dla FEN, teraz dla KSW. To co: kiedyś chciałbyś trafić do UFC? 

- Walką z Szadzińskim i Szulakowskim udowodniłem, że zasługuje na walkę o pas KSW. To byłoby coś pięknego, aby zostać mistrzem tej federacji. Dlatego nie wypada mi mówić o UFC, szczególnie, że władze KSW chcą na mnie stawiać, a dla mnie to zaszczyt się dla nich bić. Jedynie czego bym chciał w KSW: to te nieszczęsne testy antydopingowe. Przykładowo: Krzysztof Jotko z którym w ostatnie czasie rozmawiałem mówił mi, że przed jedną z jego walk badali go 6-krotnie w ciągu 8 tygodni. Mamy takie czasy, że pewne substancje są wykrywalne tylko przez krótki czas, np. dwa dni. Dlatego jedynie regularne i nie zapowiedziane kontrole mogą być skutecznie w walce z dopingiem. 

Jesteś jednym z nielicznych zawodników, którzy trenowali zarówno z Szymonem Kołeckim jak i Damianem Janikowskim. Kto z nich wygra na KSW 52?

- Obu bardzo lubię i cenię, dlatego nie podoba mi się to zestawienie, bo wiadomo że ktoś będzie musiał przegrać. Obaj są potwornie silni, ale wydaje mi się, że minimalnym faworytem jest Janikowski. Damian wywodzi się ze sportów walki, a nie – tak jak Szymon – ze sportów siłowych. W klatce może mieć to znaczenie. Gdybym miał się kierować sercem to minimalnie stawiałbym na Kołeckiego, choć i Damian bardzo lubię. Dlatego tak jak powiedziałem wcześniej - nie podoba mi się to zestawienie. 

Fascynująco zapowiada się też walka Mameda Chalidowa ze Scottem Askhamem. Kto jest faworytem?

- Myślę, że Mamed. Ale minimalnym, stawiam na niego 51 procent do 49 dla Brytyjczyka. Im walka jednak dłużej potrwa, tym będą rosły szansę Scotta.

W ostatnich miesiącach coraz popularniejsze stają się gale quasi-sportowe, gdzie walczą celebryci oraz gwiazdy internetu. I często zarabiają znacznie lepiej od prawdziwych sportowców. Irytuje cię to?

- Oczywiście, przykre jest to, że prawdziwi sportowcy zarabiają dużo mniej niż osoby biorące udział w tych wydarzeniach, jednak myślę, że największym problemem jest inny aspekt. Przede wszystkim bardzo nie chciałbym, żeby ludzie kojarzyli MMA z cyrkiem. Zależy mi, żeby w świadomości ludzi ten sport wzbudzał szacunek. Każdy zawodowiec musi codziennie ciężko trenować, musi także mieć do tego talent i specjalne umiejętności, które nie są każdemu dane. Pamiętam jak w 2009 roku zacząłem trenować u Mirka Oknińskiego. Kilka miesięcy później była pamiętna walka Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem, po której był zauważalny wzrost popularności tego sportu, w wyniku czego pojawiło się bardzo dużo osób na macie. Była to chwilowa moda, którą zakończyła brutalna rzeczywistość. Wiele osób zrezygnowało, bo zraziło się ciężkimi treningami. Innym brakowało umiejętności lub po prostu zapału. Selekcja naturalna wystarczyła, by zostali tylko ci, którym najbardziej zależało; którzy najbardziej tego chcieli. Takie sytuacje pokazywały, że choć każdy może trenować MMA, to nie każdy może być zawodowcem. Niestety gale dla freaków zaprzeczają temu i sprawiają, że ludzie zaczynają sobie robić żarty z tak pięknego sportu, jak MMA. W USA znani zawodnicy są traktowani prawie jak olimpijczycy. Mam nadzieje, że postrzeganie polskich kibiców w przyszłości zbliży się do kibiców z USA.

Więcej o: