Sport.pl

Polak wreszcie wygrywa w UFC, a mógł odwołać walkę. Teraz chce nowego kontraktu

Krzysztof Jotko może odetchnąć z ulgą. Po trzech przegranych powrócił na zwycięską ścieżkę wypunktowując Alena Amedovskie'go 30-25, 30-26, 30-26. Gdyby Polak przegrał ten pojedynek, jego kariera w UFC mogłaby zmierzać ku końcowi. Teraz chce nowego kontraktu.

Jotko zaczął od kopnięć. Panowie skąpili od ciosów. Krążyli wokół siatki. Po chwili Polak poszedł po obalenie i od razu wylądował w półgardzie. Rywal chciał wstać, ale oddał plecy. Niespodziewanie przejął kontrolę nad sytuacją i był z góry, ale walka od razu wróciła do stójki. Krzysztof na wstecznym trafił obrotowym łokciem. Wstrząsnął przeciwnikiem. Nie ruszył na niego z ciosami. Odczekał i wszedł w nogi. Ponownie mogliśmy oglądać Amedovskie’go próbującego utrzymać w półgardzie. Został skontrolowany w parterze do końca pierwszej odsłony.

Po przerwie Jotko szedł do przodu i z początku powoli zamykał debiutanta. Z łatwością wywrócił oponenta. Doszedł do pozycji bocznej. Próbował chwycić rękę Macedończyka. Wypracowywał to ciągle uderzając łokciami. Alen był bezbronny – dał się zamknąć w krucyfiksie. Inkasował wiele łokci i ciosów, jednak dotrwał do gongu.

Choroba przeszkodziła w przygotowaniach

- Mam nadzieję, że każdemu podobała się moja walka. Przez dwa lata miałem problemy. Myślałem, czy nie skończyć z MMA, ale powiedziałem sobie, że muszę wrócić. Mam nadzieję, że po tej walce UFC da mi nowy kontrakt. To mój dom! - mówił Polak po walce. I dodał: Myślałem o odwołaniu tej walki, bo przez dwa tygodnie byłem chory. Nawet już w czasie pobytu w Rosji kupowałem jakieś leki, ale powiedziałem, że nie odpuszczę.  

W ostatniej rundzie Krzysztof walczył na wstecznym. Wyczekiwał na swój moment. Hasał wokół rywala. Niewiele ponad minuta i znów przeniósł bój do parteru. Bezlitośnie obijał łokciami z góry. Przeszedł do pozycji bocznej. Na tej samej gali wygrał także Michał Oleksiejczuk

Więcej o sportach walki przeczytasz na InTheCage.pl

Więcej o: