Sport.pl

MMA. Andrei Molchanov, legenda muay thai: Błachowicz może zdobyć pas UFC

Czemu muay thai to niszowa dyscyplina? Dlaczego McGregor przegrał z Nurmagomiedowem? Czy KSW ma szansę zmniejszyć dystans dzielący ich od UFC? I czemu czołowi zawodnicy KSW rzadko próbują swoich sił w UFC? Na te pytania odpowiada Andrei Molchanov, dziewięciokrotny mistrz świata w tajskim boksie, a także trener oraz biznesmen.

Antoni Partum: Na przełomie wieków dziewięć razy zostałeś mistrzem świata w muay thai. Dlaczego MMA i kick boxing prężnie się rozwijają, a tajski boks wciąż jest niszową dyscypliną?

Andrei Molchanov: Muay thai w odróżnieniu od kick boxingu i MMA jest dyscypliną ściśle związaną z jednym krajem. To nieodłączny element tajskiej kultury. Kick boxing i MMA są bardziej uniwersalne, nie ma większego znaczenia, gdzie się odbywa gala. Kibicom też łatwiej się z tym utożsamić. W Tajlandii na galach muay thai walkom towarzyszy także specjalna muzyka, ściśle określone stroje, filozofia. Słowem, cała otoczka.

Żałujesz, że zakończyłeś karierę w 2007 roku? Teraz pieniądze w sportach walki są dużo większe.

Zdobyłem wtedy swoje dziewiąte mistrzostwo świata. I OK, miałem zaledwie 25 lat, ale brakowało mi już chyba motywacji. Jak wygrywasz tytuł po raz pierwszy, to jesteś podekscytowany tak, że bardziej się nie da. Jak obronisz pas mistrzowski, to wciąż jesteś szczęśliwy. Ale po dziewięciu tytułach już nie odczuwasz takiej ekscytacji. A co do pieniędzy, to faktycznie teraz jest lepiej, ale wtedy też można było nieźle zarobić. Walczyłem we Francji gdzie za zwycięstwo dawali 100 tysięcy dolarów. Dziś już nie walczę, chociaż nadal trenuję. Obecnie skupiam się głównie na biznesie consultingowym i inwestycyjnym, łączę świat Zachodu ze Wschodem.  Działam także na rynku azjatyckim. Współpracuję z osobami z pierwszej dziesiątki magazynu "Forbes'.

Sporty walki się zmieniają. Coraz więcej jest w nich show. I to nie koniecznie przedstawiającego sporty walki w dobrym świetle. Ostatnio Conor McGregor promując swoją walkę z Chabibem Nurmagomiedowem zaatakował go oraz jego sztab szkoleniowy. Rzucał krzesłami w autokar, w którym się znajdowali. Jeden z zawodników oberwał kawałkiem szkła i nie mógł wystąpić na gali. Co sądzisz o takim rodzaju promocji?

Sądzę, że to wszystko jest częścią gry, która jest zrozumiała dla konsumenta. Conor McGregor promuje się w sposób, jakby był krasnalem Leprechaunem [w mitologii irlandzkiej zamieszkujący Irlandię rodzaj skrzata.]
To jest łasy na pieniądze krasnal, który skacze, pije irlandzkie whiskey i ośmiesza swoich oponentów. PR ma skuteczny, ale to tylko gra, który ciemny lud przyjmuje i za to płaci.

Dlaczego Nurmagomiedow aż tak zdeklasował Irlandczyka?

Gdy zawodnik – tak jak Chabib - jest głodny sukcesu, to ma wielką motywację. Jesteśmy zwierzętami, a gdy zwierzę jest głodne, to poluje. Gdy jest najedzone, to instynkt walki jest uśpiony, a Conor jest już syty. Czy wygra czy przegra, to i tak zarobi podobne pieniądze. Sztab Conora inaczej kalkuluje, ich celem nie jest sport, ich celem jest liczby odnotowane na ich kontach.

W UFC karierę robi Jan Błachowicz, którego w latach 2009-11 trenowałeś. Myślisz, że może zostać mistrzem wagi półciężkiej?

Janek ma na to szanse. Dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi i jest bardzo silny. Poza tym jest pracowity i ciężko pracuje na treningach. Tylko pamiętaj, że UFC każdą walkę ustawia pod kątem marketingowym. Są zawodnicy, których organizacja bardziej chce promować, bo wie, że dany fajter może się świetnie „sprzedać”. Zobaczymy, czy Janek obroni się samym sportem. Ale szanse ma, choć wydaję mi się, że celem Janka nie jest pas mistrzowski, a po prostu zarobienie jak największych pieniędzy.

A to czy ktoś zostanie mistrzem zależy też od koniunktury w danej kategorii wagowej. Na ile ta kategoria jest obsadzona mocnymi i wszechstronnymi zawodnikami.

Z Jankiem już jednak nie pracuję od lat. Teraz współpracuję z młodymi talentami. Z Arkadiuszem Wrzoskiem, Janem “Iron” Lodzikiem, Michałem “Lordem” Oleksiejczukiem, Radkiem Paczuskim, czy kilkoma innymi.

Czy polska federacja KSW ma szansę zmniejszyć dystans dzielący ją od UFC?

Żeby móc precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, trzeba znać dokładne dane i liczby, takie jak: wyniki finansowe gali, zasięg oglądalność, czy odbiór marki na świecie. Tymczasem UFC podaje wyniki finansowe, a KSW nie.

KSW jednak wciąż się rozwija. Zorganizowali już trzy zagraniczne gale. Dwa tygodnie temu ponownie gościli w londyńskim Wembley.

I chwała im za to, że potrafią zorganizować fajną galę zagranicą, ale ocenić ich sukces można tylko na podstawie konkretnych danych i konkretnych wyników. Taka jest przyjęta norma w biznesie

Sam fakt, że zrobili galę zagranicą za wiele nie pokazuje. Bez wyników finansowych i oglądalności nie wiemy za dużo.

A czy w Polsce w przyszłości może ktoś stać się realną konkurencją dla KSW?

Największa siłą KSW jest fakt, ze od lat mają wypracowane kanały dystrybucji swojego produktu. To telewizja Polsat, media, marketing oraz PR. Żeby stać się dla nich realną konkurencją to potrzebny jest profesjonalny zespół ludzi, który również miałby za sobą potężny kanał dystrybucyjny, jak telewizja. No i potrzeba pieniędzy. Dużych. Myślę, że około 8-10 mln euro. Wtedy można byłoby im realnie zagrozić.

A dlaczego czołowi zawodnicy KSW rzadko próbują swoich sił w UFC?

A jak myślisz?

Są po prostu za słabi?

Nie tylko dlatego. Skoro w Polsce są traktowani jak gwiazdy i zarabiają naprawdę duże pieniądze, to nie mają potrzeby próbować za granicą, gdzie początkowo otrzymają gorsze warunki finansowe.

UFC sprawdza doping, a podobno w Polsce większość zawodników się szprycuje. Czy testy antydopingowe odstraszają polskich zawodników?

Też. Kiedyś istniała taka japońska federacja - Pride. Byli zawodnicy, którzy byli tam świetni, ale jak podpisywali kontrakty z UFC, gdzie regularnie bada się fajterów, to już nagle byli nie do poznania.

Martin Lewandowski zapowiedział, że KSW wprowadzi testy antydopingowe. Maciej Kawulski, jego wspólnik, jest ostrożniejszy w deklaracjach. Myślisz, że w Polsce zaczną się w końcu badania?

Wątpię. A na pewno nie teraz. KSW to spółka handlowa, nastawiona na zysk. Nie jest to klasyczna federacja sportowa. Statystyczny kibic KSW to osoba, którą mało interesują klasyczne sportowe rozgrywki. Ich kibice bardziej szukają show.

Warto dodać, że KSW prężnie się rozwija w innych segmentach. Otworzyli właśnie nowy bar, a także rozwijają sieć klubów KSW Fight Cross Club pod wodza Karola i Marzeny Kosak. Kluby te są bardzo wysokiej jakości, a zarazem są przystosowane dla tzw. białych kołnierzyków.

Jakie masz plany na przyszłość?

Obecnie moim celem sportowym jest promowanie i prowadzenie kariery sportowej m.in Arka Wrzoska, który już 27 października wystąpi na warszawskiej gali Granda Pro. Wrzosek to 26-letni utalentowany zawodnik, który może stać się gwiazdą światowego formatu. Radzę śledzić jego karierę!

Więcej o: