Himalajska 'Drużyna A'. Goście od czarnej roboty, czyli ratownicy z Mount Everestu

Najbardziej niebezpiecznym manewrem w Himalajach jest moment wlotu w chmurę. Szansa na wyjście z tej sytuacji wynosi mniej niż jeden procent. To koniec. Katastrofa jest nieunikniona - opowiada pilot Jason Laing, jeden z bohaterów dokumentu 'Ocalić życie na Evereście'. Pierwszy odcinek już w niedzielę o g. 20 na Discovery Channel.
1 International Networks International Networks Mark Johnson / Discovery Communications.

Na wspinaczy, którzy atakują najwyższe góry świata w Himalajach i Karakorum, niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku: hipotermia, odmrożenia, ślepota śnieżna, choroba wysokościowa, lawiny, głębokie szczeliny, a nawet spadające kamienie. O tym ostatnim ostatnio na własnej skórze i bardzo boleśnie przekonał się Adam Bielecki, himalajski terminator oraz czołowy uczestnik Narodowej Zimowej Wyprawy na K2. Najprawdopodobniej kask uratował mu życie. Na szczęście skończyło się tylko na sześciu szwach i złamanym nosie. Niestety, w piątek pod K2 podobnemu wypadkowi uległ Rafał Fronia, któremu podczas schodzenia do obozu I spadający kamień złamał przedramię.

Wspinacze wysokogórscy ryzykują życiem praktycznie podczas każdej wyprawy. Jeden mały błąd, chwila zawahania lub siły natury - mogą doprowadzić do tragedii. Do tego podczas ataków szczytowych, szczególnie na wysokościach powyżej 8000 m n.p.m., himalaiści są zdani wyłącznie na siebie. W przypadku załamania pogody lub nagłych problemów ze zdrowiem, nie mogą liczyć na pomoc. 

Co innego, gdy dramat rozgrywa się w niższych partiach Himalajów i istnieje choćby najmniejsza szansa na uratowanie życia. Wtedy do akcji wkraczają goście od czarnej roboty, elitarna górska "Drużyna A". Z tą różnicą, że zamiast czarnej furgonetki, odpalają helikoptery i wzbijają się na ratunek. I właśnie o tym, kim są oraz jak wygląda życie cichych bohaterów, czyli grupy pilotów, którzy niosą pomoc w najwyższych partiach gór na tej planecie, powstał dokument "Ocalić życie na Evereście". Pierwszy odcinek już w niedzielę, 10 lutego o godz. 20 na Discovery Channel.

2

Kamień z serca po udanej akcji

W wielonarodowym zespole pilotów główne role odgrywają: Nepalczycy: kapitan Siddartha Gurung, Surendra Paudel i Ananda "Andy" Thapa, Nowozelandczyk Jason Laing, Szwajcar Lorenz Nufer i Amerykanin - Ryan Skorecki. 

- Kiedy dostaję telefon z informacją, że ktoś pilnie potrzebuje pomocy i wkrótce może umrzeć, staję się niecierpliwy. Muszę już natychmiast ruszać. W akcji ratunkowej z udziałem długich lin zawsze istnieje wiele niebezpieczeństw, które trzeba non-stop kontrolować. Musimy myśleć o stanie poszkodowanych, warunkach pogodowych, tym czy wystarczy nam paliwa i tlenu w butlach. Tak wysoko i przy tak niskiej temperaturze silnik pracuje słabiej niż na poziomie morza. Za każdym razem akcja może skończyć się katastrofą. Po udanej interwencji kamień spada mi z serca. To też kwestia świetnej ekipy. Czuję prawdziwy zaszczyt, że jestem jej uczestnikiem - mówi pilot Jaison Laing.

3 International Networks International Networks Mark Johnson / Discovery Communications.

Bohaterowie dokumentu pracują na co dzień w zespołach ratowniczych na terenie Nepalu, w okolicach najwyższego ośmiotysięcznika na świecie, czyli Mount Everestu (8848 m n.p.m.). Każdego roku wiosną setki ludzi ze wszystkich krajów przyjeżdżają do Nepalu z jednym celem - zdobycia najwyższego wierzchołku świata.

Jak bardzo jest to niebezpieczne wyzwanie świadczy fakt, że od momentu pierwszego wejścia na szczyt w 1953 roku, zginęło 287 osób. Do najczęstszych przyczyn śmierci wymienia się upadki, lawiny i chorobę wysokościową. Mała ilość tlenu na dużych wysokościach sprawia, że wolniej się poruszamy. Jeśli zachorujemy na wysokogórski obrzęk płuc, w pęcherzykach płucnych zbiera się płyn i drastycznie spada powierzchnia oddechowa. Himalaistom grozi też wysokogórski obrzęk mózgu. W najbardziej beznadziejnych przypadkach na wysokościach ponad 6000 m n.p.m. można liczyć tylko na cud albo. pomoc specjalistów pod dowództwem kapitana Gurungi.

- To jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów na świecie. Emocjonalny balast, który odczuwamy jest nieporównywalny z niczym innym. Musisz doskonale znać samego siebie, swoje ograniczenia, być ze sobą szczerym i pewnie oceniać sytuację - dodaje Lorenz Nufer.

4

Wlecisz w chmurę i koniec

Najbardziej ryzykownym manewrem dla pilotów w Himalajach jest moment wlotu w chmurę.

- Jesteśmy wtedy pozbawieni odniesienia wzrokowego, co jest katastrofalne w skutkach. Szansa na wyjście z tej sytuacji wynosi mniej niż jeden procent. Podczas lotu pilot jest otoczony górami, więc jeśli wleci w chmury, co w górach w Nepalu jest bardzo prawdopodobne, to koniec - opowiada Laing.

Helikoptery mogą latać tylko do obozu bazowego (5360 m n.p.m.), a wyżej jedynie w przypadku akcji ratunkowej. W 2016 roku do bazy i wyżej odbyto ponad 150 lotów. Jeśli chmury są zbyt nisko, na miejsce wypadku po prostu nie można lecieć. - Najgorzej jeśli raz niebo jest zachmurzone, a zaraz potem czyste. Trudno wtedy podjąć decyzję i czasami to kwestia minut, żeby wbić się w okienko pogodowe. Zazwyczaj nie odnosi się to do samych gór, ale bardziej do lotu powrotnego do obozu - dodaje Laing.

Jak na jego pracę reaguje rodzina? - Nikt z nas, pilotów, nie planuje wyjechać i już nigdy nie wrócić do domu. Nasze rodziny też to wiedzą. Ale kiedy moja żona Robin mówi, że się nie martwi, to wiem, że czasami jest inaczej - odpowiada Laing.

Filmowa aklimatyzacja

Ekipa produkcyjna była na miejscu dokładnie rok po trzęsieniu ziemi (7,8 w skali Richtera), które zrujnowało ten region w 2015 roku. Zginęło wtedy 9 tysięcy osób, a lawina, która przeszła przez obóz bazowy u podnóża Mount Everestu zabiła 19 wspinaczy. To najbardziej tragiczne wydarzenia, w których jednorazowo zginęło najwięcej osób w górach wysokich.

Autorzy serialu "Ocalić życie na Evereście" uczestniczyli w działaniach ratunkowych po ponownym otworzeniu szlaku dla wspinaczy. Zdjęcia były realizowane przez 19 filmowców i nagrywane przez trzy miesiące. Do pracy w bazie i powyżej niej, każdy członek zespołu musiał przejść 12-dniową aklimatyzację. Do czterech helikopterów B3 przymocowano po sześć kamer GoPro, co umożliwiło dokładne sfilmowanie akcji ratowniczych. Do każdej grupy wspinaczy przypisano czterech operatorów kamer. Dwóch z nich to doświadczeni himalaiści, którzy byli już wcześniej na Mount Evereście.

Komentarze (11)
Himalajska 'Drużyna A'. Goście od czarnej roboty, czyli ratownicy z Mount Everestu
Zaloguj się
  • behemot.02

    Oceniono 7 razy 7

    Z całą pewnością nie płaci państwo nepalskie. Na ogół płaci firma ubezpieczeniowa. Wspinacze są zwykle ubezpieczeni, stąd m.in ceny za wejscia. Np. za zorganizowanie wejścia na Everest trzeba zapłącić 35000-100 000 USD i więcej, a opłata nepalska za permit to 11 000. Jeśłi chodzi o turystów - nie wspinaczy - w tym rejonie, to pewnie wszyscy mają jakieś ubezpieczenia, w wielu pzrypadkach obejmujące ewakuację śmigłowcem, np. Alpin Ferein oferuje takie ubezpieczenie za jakieś kilkaset USD. No a jeśłi ktoś nie ma ubezpieczenia, to najpierw musi zapłacić, a dopiero potem wylatuje heli. Nie ma nic za darmochę. Oburzające, zwłaszcza dla ceprów chodzących po Tatrach w zimie bez odpowiedniego doświadczenia i sprzętu.

  • so0on

    Oceniono 1 raz 1

    Hmm... 10 luty to nie jest niedziela ....

  • hal_gravity

    Oceniono 2 razy 0

    Jest coś takiego jak radar SAR. Można sobie takie założyć do wiatraczka i latać w chmurach w górach.
    Niestety - Problem numer 1, 2 i 3 to pułap operacyjny. Śmigłowcem ciężko latać w rozrzedzonym powietrzu, silniki mają wtedy mniej mocy i dodatkowo spada udźwig. Fizyki nie oszukasz.

  • rozterka47

    Oceniono 6 razy 0

    Warto obejrzeć. To niesamowicic ludzie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX