Sport.pl

Tony McCoy. Sportowiec roku może być z niszy

Przyznam szczerze, że ten wybór nawet dla mnie, doceniającego niszowe fascynacje innych narodów, był mocno zadziwiający. Otóż w Wielkiej Brytanii sportowcem roku został dżokej startujący w wyścigach płotowych - Tony McCoy. Zebrał najwięcej głosów w prestiżowym plebiscycie BBC. Wybrali go kibice z dziesiątki nominowanych, wśród których byli bardziej rozpoznawalni - przynajmniej w naszym kraju - sportowcy: David Haye (bokserski mistrz świata wagi ciężkiej) czy Mark Cavendish (zwycięzca wielu etapów w tegorocznych Tour de France i Vuelta a Espana) - pisze Michał Kiedrowski
Gdy bliżej przyjrzeć się sylwetce McCoya, to trzeba przyznać, że na zwycięstwo zasłużył jak mało kto. W plebiscycie dziesiątkę nominowanych wybierają czołowi dziennikarze sportowi Wielkiej Brytanii. McCoy znalazł się wśród wyróżnionych, bo w końcu w piętnastej próbie wygrał prestiżowy wyścig Grand National (w tym roku pula przeznaczona dla zwycięzców była rekordowa - 925 tys. funtów, a z 40 zgłoszonych koni do mety dobiegło tylko 14), a w dodatku jest dżokejem, który w wyścigach płotowych wygrał najwięcej wyścigów. 36-letni zawodnik zwyciężył w ponad 3000 gonitw.

Od 15 lat co rok wygrywa nagrodę Champion Jockey dla jeźdźca, który zanotował na swoim koncie najwięcej zwycięstw w sezonie. Długą i udaną karierę okupił wieloma wyrzeczeniami. Jego dieta przypomina tę, którą muszą utrzymywać skoczkowie narciarscy. Przy 1,78 cm wzrostu McCoy ma zaledwie 63 kg. Cały sezon musi utrzymywać wysoką sprawność fizyczną. W czasie dnia wyścigowego traci tyle na wadzie, ile piłkarze podczas meczu w tropikach (ponad 4 kg). W dodatku narażony jest na wielkie niebezpieczeństwo. W karierze miał ponad 700 upadków i wiele poważnych kontuzji. - Kilka lat temu w Irlandii złamałem nadgarstek w fatalny sposób. Ręka wisiała tylko na skórze. To nie był przyjemny widok - wspomina. - Najgorszy ból jaki pamiętam, to gdy w Warwick złamałem krąg w kręgosłupie - dodaje.

Osiem tygodni po tej ostatniej kontuzji znów był na koniu i startował. - Urazy to część tego sportu. Jeżdżą tu goście, którzy byli tyle samo razy kontuzjowani co ja, albo i więcej, ale sukcesów mają sporo mniej. Jestem więc szczęściarzem.

To nie jedyny wybór sportowca roku, jaki może być zaskakujący dla polskich kibiców. W takiej Argentynie, która sportowych gwiazd światowego formatu ma kilka razy więcej niż Polska (nie myślę tu o tylko o piłkarzach, ale także o koszykarzach, rugbistach, golfistach czy zarabiających krocie graczach polo) tego typu nagrodę (Olimpia de Oro) otrzymała Luciana Aymar, hokeistka na trawie. To taka Maradona tego sportu. W argentyńskiej kadrze - tak jak słynny Diego - debiutowała w wieku szesnastu lat. Poprowadziła swoje koleżanki do dwóch tytułów mistrzyń świata (ostatnio w 2010 r. na rodzinnej ziemi, stąd pewnie ta nagroda). Siedmiokrotnie została wybrana najlepszą zawodniczką świata. Na swoim koncie ma również trzy medale olimpijskie.

Warto również tutaj wspomnieć o niezwykłym sportowcu roku, którego wybrali Kanadyjczycy. Choć w 2010 r. mieli u siebie igrzyska olimpijskie, zakończone wielkim sukcesem (pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej i złoty medal - co pewnie dla miejscowych było jeszcze ważniejsze - w turnieju hokeja na lodzie), to nagrodę Lou Marshall Trophy otrzymał... baseballista - Joey Votto. Doceniony został jego sukces w lidze MLB (gra na pierwszej bazie w Cincinnati Reds), gdzie został wybrany MVP National League.

Jak widać wybór sportowca roku nie zawsze jest oczywisty. Gdyby to ode mnie zleżało to w Polsce doceniłbym Sebastiana Janikowskiego. W tym sezonie jest on drugi pod względem liczby zdobytych punktów w najbogatszej lidze świata - NFL (w nocy polskiego czasu grał ostatni mecz, więc mógł jeszcze awansować, bo do lidera miał tylko punkt straty). To na pewno duży sukces.

NHL przeniosło się na futbolową arenę »


Więcej o: