Sport.pl

Sebastian Janikowski: Nie będę z siebie robił Jankesa

Maciej Baranowski
2008-11-19 , aktualizacja: 20.11.2008 00:00
A A A Drukuj
Sebastian Janikowski Fot. JED JACOBSOHN AFP Sebastian Janikowski
- Nikomu nie kradnę pieniędzy - mówi Sebastian Janikowski o swoim kontrakcie na 11 mln dol. - Gram dobrze, pracuję na treningach, klub mnie docenia. Za to życie prywatne to moja sprawa. Nie chcę, by moja żona miała jakieś problemy. Ona jest żoną Janikowskiego, a nie gracza NFL - dodaje czołowy zawodnik amerykańskiej ligi NFL.


Sebastian Janikowski to drugi po Ryszardzie Szaro Polak w lidze NFL. Za ocean przeprowadził się jako nastolatek wraz z ojcem Henrykiem, byłym piłkarzem Górnika Wałbrzych

Zdobywasz punkty w każdym meczu NFL, uchodzisz na najlepszego kickera (kopacza) ligi. Zarabiasz krocie. Czujesz się gwiazdą?

- Jem i śpię tak jak ty. No, może trochę więcej jem (śmiech). Sława czy kasa mnie nie zmieniły, skoro od lat mam tych samych przyjaciół i tę samą żonę.

Ale chyba poznałeś cienie i blaski sławy.

- Nie chcę patrzeć na cienie czegokolwiek. Lepiej myśleć o tym, co dobre. Kiedy ustawia się do mnie kolejka po autograf, traktuję to jako część tego, że gram w football. Pewnie na miejscu tych ludzi, gdybym spotkał gracza ulubionej drużyny w restauracji, też poprosiłbym o fotkę i autograf. Zresztą z reguły kończy się to w ten sposób, że przy płaceniu rachunku właściciel upiera się, że wszystko było na koszt firmy. To na co tu narzekać?

Ludzie często poznają cię na ulicy?

- Często, ale większość sąsiadów ma już zdjęcia i autografy. Mam więc święty spokój. A reszta często chyba nie wierzy, że ja to ja. "To nie może być Seb" - mówią, bo jest jakiś gruby (śmiech).

Nie robisz tajemnicy z tego, że masz pięcioletni kontrakt na ponad 11 mln dol. Za to o twoim prywatnym życiu nie wiadomo nic.

- Tych pieniędzy nikomu nie kradnę. Gram dobrze, pracuję na treningach, klub mnie docenia. Za to życie prywatne to moja sprawa. Nie chcę, by moja żona miała jakieś problemy. Ona jest żoną Janikowskiego, a nie gracza NFL.

W Stanach ludzie rozpoznają cię na ulicy, w Polsce mało kto cię zna.

- Futbol amerykański jest w Polsce nieznany. Mało kto zna reguły gry, telewizja nie pokazuje meczów. W USA na futbolu zna się każdy. No a gdy jest Super Bowl, to gadają o nim wszyscy. Dosłownie. Ale słyszałem, że w Polsce jest już liga, parę drużyn, a przede wszystkim ludzie z pasją. Może za parę lat coś z tego będzie. Może kupię jakiś klub? (śmiech).

Grałeś raz o Super Bowl.

- To nie do opisania. Tydzień przed meczem zaczyna się szaleństwo. Nagle każde wiadomości zaczynają się o sporcie, a media chcą wiedzieć nawet to, co jadłeś na śniadanie. No a sam mecz? Największe nerwy w moim życiu. Przegraliśmy finał i od tamtego czasu mam chyba tylko jedno marzenie. Zagrać o Super Bowl raz jeszcze i tym razem wygrać.

Twoje początki nie wskazywały, że robisz karierę.

- Ja chciałem wracać do Polski po tygodniu. Nie znałem języka, dzieciaki mnie nie akceptowały, a przecież nie można bić się po pięć razy dziennie, prawda? (śmiech). Postawiłem na sport, a że byłem dobry, szybko się do mnie przekonali.

Ten sport to była piłka nożna.

- Nie chcę szpanować, ale byłem niezły. Miałem telefony z polskiej młodzieżówki, z ojcem o transferze rozmawiali agenci z Argentyny. Soccer jednak często przegrywał już wówczas z futbolem. Miałem jeden sezon, kiedy jednego dnia kopałem okrągłą piłkę, a drugiego jajowatą. Musiałem podjąć decyzję, postawiłem football i nie żałuję.

Jak na to zareagował ojciec, były piłkarz?

- Tata zawsze mnie wspierał, jemu zawdzięczam wszystko. Doradzał mi, kibicował, ale jak było trzeba, opieprzał. Najważniejsze - wybaczał głupoty, które robiłem.

Właśnie. Aż boje się zapytać o te głupoty: bójki w barach, problemy z policją i narkotykami.

- Dlaczego?

Bo odłożysz słuchawkę.

- To żadna tajemnica. Rozrabiałem trochę, bo byłem młody i głupi. Pewnego dnia dotarło do mnie, że przez takie przygody mogę spieprzyć sobie życie. Zamiast chlania do rana i awantur, wolę pensję w NFL (śmiech). Jak chcesz być dobry w NFL, nie możesz szaleć.

Jest ciężko?

- Pięć razy w tygodniu wstaję o szóstej rano, lekkie śniadanie i jazda do klubu. Jak nie zdążę na 7.30, to płacę karę. Rano mamy pierwszą odprawę, potem drugie śniadanie i jazda na boisko. Potem spotkania z poszczególnymi trenerami i indywidualne zajęcia. Po lunchu harówka na siłowni i odnowa biologiczna. Z klubu wychodzę po 16 i naprawdę nie mam sił na zabawę. Mam siłę tylko dla mojej żony (śmiech).

W USA mieszkasz od 15 lat. Czujesz się Amerykaninem czy Polakiem?

- Od 15 lat nie byłem w Polsce. Wstyd się przyznać, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Nie znaczy to przecież, że wypieram się tego, skąd pochodzę. Ojciec wychował mnie tak, że jestem dumny z tego, że jestem z Polski. Zresztą nie będę z siebie robił Jankesa, bo to byłoby idiotyczne. Mam polskie korzenie, ale wrosłem w Amerykę. Tu jest mój dom, moi przyjaciele i z USA wiążę swoją przyszłość.

To na kogo głosowałeś w niedawnych wyborach?

- W kontrakcie mam zapis, że o polityce nie rozmawiam (śmiech).

Sebastian Janikowski (30 lat) drugi po Ryszardzie Szaro (znanym za oceanem jako Rich Szaro) Polak w lidze NFL. Za ocean przeprowadził się jako nastolatek wraz z ojcem Henrykiem, byłym piłkarzem Górnika Wałbrzych. Początki w Stanach miał ciężkie, jak sam przyznaje, angielskiego nauczył się, oglądając na okrągło telewizję. Grał głównie w piłkę nożną (miał nawet powołanie na konsultacje do polskiej kadry U-17). Później za namową trenera Angelo Rossiego łączył soccera z futbolem. Okazało się, że ma talent do narodowego sportu USA i szybko został wyróżniającym się kickerem (czyli kopaczem). Zauważyli go skauci Uniwersytetu Floryda. W ekipie Florida State University kopał tak dobrze, że dwa razy dostał Lou Groza Award, wyróżnienie dla najlepszego kickera rozgrywek akademickich. Mimo problemów z prawem (m.in. oskarżenie o pobicie policjanta i posiadanie narkotyków), Janikowski został wybrany w pierwszej rundzie draftu z 2000 r. przez Oakland Raiders. Był ledwie piątym kickerem wybranym na tym poziomie. Trzy lata później zagrał w Super Bowl, w którym zdobył trzy punkty (Raiders przegrali z Tampa Bay Buccaneers 21:48). W 2004 r. przedłużył kontrakt z Raiders na pięć lat za 10,5 mln dol. Tym samym stał się najlepiej opłacanym kickerem w historii NFL.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl

Podziel się