Sport.pl

Mike nie jest typowy - rozmowa z trenerem Michaela Johnsona

Po raz pierwszy zobaczyli się 15 lat temu na uniwersytecie w Baylor. Od tego czasu pod okiem Clyde'a Harta Michael Johnson stał się żywą legendą lekkoatletyki, pięciokrotnie zdobywając złote medale olimpijskie i aż dziewięciokrotnie zostając mistrzem świata.


To Hart układa plany treningowe i każdego dnia prowadzi zajęcia swojego biegacza. Michael podchodzi do trenera i pyta: - Co dzisiaj robimy? A starszy pan w dżinsach i baseballowej czapeczce odpowiada: - Aaa, no, dzisiaj to my zrobimy kilka sześćdziesiątek i siedemdziesiątek [mowa o dystansach 60 i 70 m - red.] na pełny ogień - tak przynajmniej było na stadionie AWF w Warszawie. Być może w Teksasie sprawy są bardziej skomplikowane.

Radosław Leniarski, Stefan Tuszyński: Dlaczego Michael Johnson jest tak niedoścignionym biegaczem? Jego trening nie wygląda na zbyt skomplikowany.

Clyde Hart: Uważam, że bardzo ważna jest genetyczna budowa jego organizmu, inna niż pozostałych lekkoatletów, czyli cała superefektywna biochemia, biomechanika, fizjologia Micheala. To jest unikalne - przynajmniej tak wynika z opracowań naukowych, z których korzystam. Unikalny jest także jego poziom koncentracji, nastawienie na osiągnięcie celu, które się nie zmniejszało przez lata. Pracuje przecież i startuje na najwyższym poziomie już od 15 lat, choć przecież miał w tym czasie kontuzje i załamania formy. Znajdźcie mi drugiego takiego. Czasem mi się zdaje, że to nie geny związane z fizjologią zaważyły o sukcesie, lecz te związane z psychiką.

Nigdy się Pan na nim nie zawiódł?

- Nigdy. Nigdy nie martwiłem się o wykonanie treningu, czy byłem z nim, czy był sam. Zawsze byłem pewien, że zrobi wszystko jak należy. Chciałbym podkreślić - nie stworzyliśmy razem supermana. On po prostu wykorzystuje swoje cechy i wypełnia wszystkie swoje obowiązki.

Jest bardzo skryty i niewiele tak naprawdę o nim wiemy. Jaki jest Michael jako sportowiec?

- Uwielbia wyzwania. Dlatego na przykład startował w dwóch konkurencjach na igrzyskach olimpijskich. Prawdopodobnie zdobyłby więcej złotych medali niż pięć, gdyby był zdrowy [dwukrotnie choroba i kontuzja podczas igrzysk i w narodowych eliminacjach przeszkodziły mu w starcie - red.]. Zawsze chciał startować indywidualnie i w sztafetach. I robił to, czego nie dokonał nikt przed nim. W Sydney znów chciał wygrać na 400 m i w sztafecie. I zrobił to. W Sydney wygrał też po raz drugi z rzędu na 400 metrów, czego nikt przed nim nie dokonał. Jestem pewien, że gdyby udało mu się utrzymać koncentrację, wygrałby również w Atenach. Jednak zabrakło mu motywacji. Ma wszystko. To tak, jakby wspinacz zdobył sześć czy siedem razy Mount Everest. Po co kolejny raz?

Nie jest Panu przykro, że kończy karierę? Pracował Pan z nim tyle lat...

- Nie. Zawsze musi być jakiś koniec, punkt zwrotny. Najgorzej zatrzymać się poza tym punktem. W Sydney przyszedł ten moment. Pewnie najlepiej byłoby zakończyć karierę tam, ale przecież to była Australia, tymczasem Michael jest bardziej znany w Europie niż w Australii czy nawet w USA. Dlatego postanowiliśmy na zakończenie kariery przyjechać tam, gdzie jego kariera się zaczynała, gdzie stawał się sławny: do Zurychu, Brukseli, Sztokholmu, Berlina.

Po mistrzostwach świata w Sewilli w 1999 r. Michael mówił, że pokona granice 43 s na 400 m. Dlaczego mu się to nie udało?

- Nigdy nie było sprzyjających okoliczności. Następny rok to była olimpiada, do której trzeba się było dobrze przygotować. Ale moim zdaniem on tego nigdy nie obiecywał. Kiedyś rozmawialiśmy o tym w ten sposób, że on zapytał: Jak myślisz, można przekroczyć barierę 43 s? Ja na to: Można. Ale on nigdy tego nikomu nie obiecywał. Uważam, że była jedna sposobność - w półfinale w mistrzostwach świata w Sewilli, który był lepszy niż sam finał. Michael biegł ostatnią setkę, rozglądając się na boki, a jednak osiągnął czas poniżej 44 s.

Czy teraz, po zakończeniu kariery przez Michaela, na 400 metrów będzie wielka dziura i już nic więcej się nie zdarzy przez następne sto lat?

- Nie jestem naiwny, aby tak sądzić. Co prawda w tej chwili nie widzę nikogo, ale z pewnością nadchodzą wielcy zawodnicy. Czy poprawienie wyników Michaela zajmie im rok czy 25 lat, tego nie wiem. Jego następca musi mieć dwie cechy - talent i umiejętność koncentracji. Trenowałem na uniwersytetach wielu zawodników o podobnych możliwościach jak Michael, ale żaden z nich nawet nie zbliżał się do niego pod względem umiejętności koncentrowania się na osiągnięciu celu.

Czy Michael byłby w stanie teraz pobić rekord świata, gdyby nadal trenował na pełnych obrotach?

- Jestem pewien, że tak, ale aby nadal trenować na pełnych obrotach, potrzebna jest mobilizacja. Złamanie bariery 43 s nie jest zbyt wielką motywacją. Jest to bardzo trudne do wykonania, ponieważ nie ma ku temu zbyt wielu możliwości. Na wielkich zawodach Michael zawsze przecież bierze udział w więcej niż jednym finale.

Co Pan sądzi o jego stylu biegania? Czy dla Pana jest on piękny, czy tak jak dla większości tylko efektywny?

- Piękno jest rzeczą względną, np. skunksy uważają siebie za piękne. Piękno? Jessie Owens w swoich czasach był uważany za pięknie biegającego. Michael biega bardzo podobnie. Owens był bardzo wyprostowany, częstotliwość jego kroku była bardzo duża. To samo Michael. Pewnie, najwięcej jest biegaczy z płynnym, długim krokiem. Jednak w Michaelu jest wielka dynamika. Rosjanie przeprowadzili doświadczenia naukowe, wprowadzili mnóstwo danych do komputera, mielili to na wszystkie sposoby i okazało się, że w komputerze wyszedł im Michael Johnson. Właśnie tak jak on trzeba biegać na 400 m. Ja nic w nim nie chciałbym zmieniać. Uważam, że nie trzeba nic wymieniać, jeśli nic nie jest złamane. Przecież nie powiem mu: Michael, zrobimy z ciebie Jessiego Owensa. Nie, to byłaby katastrofa. Zresztą jakby jego styl nie był piękny, nie biłby rekordów świata. Może warto wobec tego zmienić estetykę. Zgoda, Michael nie jest typowy. Dam przykład: nie robimy z nim typowych rozgrzewek. Tylko krótkie przebieżki. Jemu długie rozgrzewki są niepotrzebne. Ja myślę: Czy jeleń robi rozgrzewkę? Nie. Stoi w lesie i nagle rusza pełnym biegiem. Czy zając potrzebuje długiej rozgrzewki? Rusza pełnym biegiem. Fakt. Michael nie jest typowym zawodnikiem. Ale myślę sobie: Typowi nie zostają mistrzami olimpijskimi.