Sport.pl

Brożyna i Wadecki w Tour de France

W życiu czegoś takiego nie widziałem. Na etapach w Belgii ludzie stali tak szczelnie na ulicach, że nie było gdzie się zatrzymać i wysikać, a był to jeden z najdłuższych etapów wyścigu - mówi Piotr Wadecki, jeden z dwóch Polaków startujących w Tour de France
Obaj startują w TdF po raz pierwszy. Obaj mają szanse ukończyć najbardziej prestiżowy kolarski wyścig świata, co w debiucie nie udało się nawet Zenonowi Jaskule. Tomasz Brożyna zajmuje po wczorajszym etapie 22. miejsce, Piotr Wadecki 68.



Pomocnicy



Gdyby porównać Tour de France do tenisowego Wimbledonu, oznaczałoby to, że Brożyna przeszedł dwie rundy, Wadecki jedną. W Wimbledonie nikt z Polaków takim osiągnięciem dawno nie mógł się poszczycić. Pozycja Brożyny byłaby lepsza, ale on pracuje dla lidera swojej drużyny. - Gdyby Tomek nie musiał pracować dla Mancebo, byłby w pierwszej piętnastce - mówi masażysta francuskiego zespołu Cofidis Bogdan Madejak.

- Na wszystkich etapach górskich byłem z Mancebo do ostatniej góry. Musiałem go prowadzić. Gdyby miał defekt - pomóc przy zmianie koła lub nawet oddać mu własne, jeśli nie byłoby w pobliżu wozu technicznego - opowiada Brożyna.

- Trudno zrobić lidera z Tomka. On ma już 30 lat. W naszej ekipie stawiamy na młodych. Ale jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, co on robi dla innych - powiedział jeden z dyrektorów grupy iBanesto.com Fabrice Lafargues.

U Wadeckiego w belgijskim zespole Domo Farm Frites sytuacja jest inna. - Obowiązuje zasada - ratuj się, kto może. Teoretycznie liderem był Axel Merckx, ale zawiódł w górach i teraz nie trzeba na niego pracować. Dostosowujemy taktykę do sytuacji na trasie. Jeżeli ktoś ucieka z Domo, zwalniamy w peletonie. Na finiszach rozprowadzamy naszych sprinterów. Ja prowadziłem już w tym wyścigu do finiszu Romana Vainsteinsa - mówi Wadecki.



Trzy tygodnie



- Kiedy wiedziałem, że przejdę do zawodowej grupy i wystartuję w Tour de France, dzwoniłem wiele razy do Grzegorza Gwiazdowskiego i pytałem, jak to jest? Jak można wytrzymać trzy tygodnie na rowerze. Tomek jechał Vueltę i Giro. Mój najdłuższy wyścig do tej pory to Wyścig Pokoju - wspomina Wadecki. - Gwiazdowski mówił, że w ostatnim tygodniu był jak martwy. Nie mógł jechać. Ze mną wszystko jest dobrze. Wprost przeciwnie, w dniu przerwy chodziłem i mówiłem do siebie "jak ten czas wolno leci". Nie mogłem się doczekać kolejnego etapu.

- Fizycznie czuję się dobrze. Boli mnie trochę noga po upadku, dlatego przerwa się przydała. Zresztą każdy, nie tylko kolarz, marzy o dniu wolnym w pracy - opowiada z kolei Brożyna.



Popularność



Na żadnym wyścigu kolarskim nie ma tylu kibiców co na TdF. - To było szaleństwo. W życiu czegoś takiego nie widziałem. Na etapach w Belgii ludzie ustawili się tak szczelnie na ulicach, że nie było gdzie stanąć i się wysikać, a był to jeden z najdłuższych etapów wyścigu - mówi Wadecki. - Dobrze, jeśli w górach przed tobą jedzie motor. Ludzie uciekają. Jeśli kolarz jedzie samotnie, usuwają się w ostatniej chwili. Ale mi to nie przeszkadza. Dopinguje mnie do szybszej jazdy - opowiada Brożyna.

Ci, którzy nie stoją na trasie, mogą zawodników obejrzeć w telewizji lub przeczytać o nich w prasie. Kolarz iBanesto.com był gościem telewizji francuskiej wraz z resztą ekipy. "Młody, bogaty, mający szczęście" - to tytuł artykułu o Wadeckim na drugiej stronie dziennika "L'Equipe", który podczas Tour de France rozchodzi się w nakładzie 800 tysięcy egzemplarzy (dwa razy większym niż zazwyczaj). Ostatnio o polskich sportowcach francuska gazeta napisała tyle po tragicznej śmierci Władysława Komara i gdy Andrzej Szarmach odnosił sukcesy ze swoją amatorską drużyną w Pucharze Francji.



Góry



Alpy i Pireneje lepiej przejechał Brożyna. Na etapie do Saint Lary Soulan prowadził jedną z ucieczek. W niedzielę miał pecha. - Najpierw upadłem, potem miałem defekt - opowiada. Po tym etapie wypadł z dwudziestki. Wadecki jechał spokojnie. - Nie forsowałem się. Co mi to da, że poprawię pozycję o 15-20 miejsc - przekonuje.

Góry w Tour de France, to jednak inny świat. - Podczas sobotniego etapu w Pirenejach wypiłem chyba 10 bidonów. Było gorąco, nie do wytrzymania - podkreśla Brożyna. - Na Tourmalet chciałem jechać jak najszybciej. Po jakimś czasie oceniłem, że przede mną jeszcze jakieś 3 km. Ale spojrzałem na licznik i okazało się, że 13 - wspomina Wadecki. - Najgorzej jest jednak na zjazdach. Ullrich pokazał już jak "wyprostować" zakręt. Wyleciał w krzaki. Przejeżdżałem też obok Holendra De Groota, który upadł na jednym ze zjazdów. Przerażające. Myślałem, że nie żyje. Był blady. Nie dawał znaku życia. Reanimowali go, dawali zastrzyki. Dziś wiem, że wyszedł z tego.

Wadecki pokazał się w górach już poza najwyższymi szczytami. Wczoraj jako pierwszy minął linię premii górskiej na Lamayou.



Armstrong



"Patron Touru" - jak się mówi o liderze Wielkiej Pętli. - Jeździ w górach tak jak po płaskim - mówi Brożyna o Armstrongu. Wadecki: - Jest kolarzem z innej planety. Nikt nie jeździł tak jak on, ani Indurain, ani LeMond. Proszę zauważyć, że pod górę on cały czas stoi na pedałach. A do tego trzeba mieć nie tylko silne nogi, ale i ręce. Na jednym z etapów podjechał do mnie i spytał po polsku: "Dobra noga?".



Zadanie wykonane



Wyścig kończy się w niedzielę w Paryżu. O swoim pierwszym Tour de France obaj Polacy mówią z zadowoleniem. - Nie ma co stawiać kropki nad "i", ale moje miejsce jest niezłe - ocenia Brożyna. - Szefowie ekipy są z nas zadowoleni. Byliśmy w czołówce. Zabieraliśmy się do ucieczek. Przyjechałem z zamiarem ukończenia wyścigu. Nabrałem doświadczenia na przyszły rok - kończy Wadecki.



Teraz Rik



Belg Rik Verbrugghe wygrał najdłuższy liczący 232,5 km etap Tour de France. Piotr Wadecki górską premię czwartej kategorii.

Polski kolarz zainicjował na początku jedną ucieczek. Zakończyła się ona powodzeniem o tyle, że Wadecki wygrał po drodze górską premię na szczycie Lamayou 340 m npm. Chciał uciekać dalej. - W grupie był ze mną Botero z Kelme i zaczęli nas gonić ludzie z Once. Nie było szans - opowiadał na mecie zawodnik Domo. Polak nie dołączył do kolejnej akcji. A szkoda, bo ta zakończyła się powodzeniem. Na 66 km oderwało się od peletonu 25 kolarzy. Dojechali do mety 15 minut przed główną grupą w której byli i Armstrong i Ullrich. - Jestem zły na siebie. Byłem właśnie przy Boogerdzie, gdy jako ostatni odjechał z peletonu - mówił zawiedziony Tomasz Brożyna.



Wyniki 15 etapu Tour de France (Pau - Lavaur, 232,5 km):

1. Rik Verbrugghe (Belgia/Lotto) 5:16.21

2. Marco Pinotti (Włochy/Lampre) ten sam czas

3. Alessandro Petacchi (Włochy/Fassa Bortolo) strata 6 s

4. Sylvain Chavanel (Francja/Bonjour)

5. Nico Mattan (Belgia/Cofidis)

6. Nicolas Jalabert (Francja/CSC)

7. Michael Boogerd (Holandia/Rabobank)

8. Franck Bouyer (Francja/Bonjour)

9. Marco Serpellini (Włochy/Lampre)

10. Daniele Nardello (Włochy/Mapei) wszyscy ten sam czas

...

40. Lance Armstrong (USA/US Postal) strata 15.07

42. Jan Ullrich (Niemcy/Telekom)

95. Tomasz Brożyna (Polska/Banesto)

105. Piotr Wadecki (Polska/Domo) wszyscy ten sam czas

Klasyfikacja po 15. etapach:

1. Lance Armstrong (USA/US Polska) 67:46.32

2. Jan Ullrich (Niemcy/Telekom) strata 5.05

3. Andriej Kiwiliew (Kazachstan/Cofidis) 5.13

4. Joseba Beloki (Hiszpania/ONCE) 6.33

5. Francois Simon (Francja/Bonjour) 10.54

6. Igor Gonzalez Galdeano (Hiszpania/ONCE) 12.04

7. Oscar Sevilla (Hiszpania/Kelme) 13.55

8. Michael Boogerd (Holandia/Rabobank) 16.15

9. Santiago Botero (Kolumbia/Kelme) 17.49

10. Marcos Serrano (Hiszpania/ONCE) 19.20

...

22. Tomasz Brożyna (Polska/Banesto) 46.51

68. Piotr Wadecki (Polska/Domo) 1:50.00