Sport.pl

Włoszczowska: Warto się chwalić

- Podoba mi się, że nasz wysiłek jest zamieniany na złotówki. Lubimy się chwalić swoimi aktywnościami w portalach społecznościowych, a tu chwalić się warto, bo robimy coś dobrego i dla siebie, i dla dzieci - mówi o akcji ?Pomoc mierzona kilometrami? jej ambasadorka, mistrzyni świata i wicemistrzyni olimpijska w kolarstwie górskim Maja Włoszczowska.
Łukasz Jachimiak: Dlaczego została pani ambasadorką akcji T-Mobile "Pomoc mierzona kilometrami"?

Maja Włoszczowska: Każda akcja motywująca nasze społeczeństwo do ruszania się jest godna poparcia, a akcja "Pomoc mierzona kilometrami" działa na niesamowicie szeroką skalę. Poza tym, że namawia do wyjścia z domu i pokonywania dla zdrowia kilometrów podczas biegania, jazdy na rowerze czy na rolkach, daje coś jeszcze. Kolejną motywacją jest tu zapłata za każdy kilometr, który zapiszemy za pomocą aplikacji Endomondo. Podoba mi się, że nasz wysiłek jest zamieniany na złotówki, które trafiają do podopiecznych fundacji telewizji TVN. Lubimy się chwalić swoimi aktywnościami w portalach społecznościowych, a tu chwalić się warto, bo robimy coś dobrego i dla siebie, i dla dzieci. Ambasadorką zostałam w ubiegłym roku, teraz prowadzący akcję znów się do mnie zgłosili, co mnie bardzo ucieszyło.

Iloma kilometrami pomogła pani dzieciom?

- Nie wgrywam większości swoich przejechanych kilometrów, bo nie mogę udostępniać wszystkich swoich treningowych danych. Udostępniam tylko niektóre przejażdżki. Dłuższe, ładniejsze - takie, które mogą kogoś zachęcić do zmierzenia się z taką trasą. W tegorocznej akcji mam na swoim koncie 600 kilometrów.

Na Facebooku akcji niedawno pojawiła się informacja "Maja Włoszczowska dorzuciła 96 km". Taki wynik dla wielu jest nieosiągalny, bez względu na to, jak ciekawie opisze pani trasę.

- Akurat w tym przypadku to był trening wytrzymałościowy na szosie we włoskim Livigno. Piękna trasa. Jeżeli ktoś się tam wybiera, to polecam jazdę po przełęczach z krótką wizytą w okolicach Sankt Moritz. Taka włosko-szwajcarska pętla wcale nie jest niedostępna dla Polaków, bo w tamtych stronach zawsze jest naszych rodaków sporo. Ale najczęściej jeżdżę oczywiście u siebie, w Kotlinie Jeleniogórskiej. Tam są fantastyczne trasy. Na swoim Facebooku często polecam konkretne odcinki na rower i na narty biegowe, bo narciarstwo to druga dyscyplina sportu, którą uprawiam.

Brzydko pani kaszle, rozumiem, że przez chorobę zabrakło pani na niedzielnym finale akcji?

- Właśnie walczę z wirusem. Miałam wszystko zaplanowane, spakowane walizki, ale, niestety, duże przeciążenia z ostatnich tygodni spowodowały, że organizm się zbuntował. Leżę w łóżku i kicham.