Sport.pl

Znów tragedia podczas Grand National. Zginęły dwa konie

Dwa konie zginęły podczas dwóch pierwszych dni Aintree Grand National, mimo że organizatorzy dokonali modyfikacji przeszkód, by były one mniej niebezpieczne dla koni. Organizacje zajmujące się prawami zwierząt znów biją na alarm. ?Ten tor to rzeźnia?. Główna gonitwa w sobotę.
Grand National to najważniejszy wyścig płotowy na świecie (rokrocznie zawody ogląda blisko 100 tys. osób), a zwycięzcy zgarniają fortuny (w tym roku 975 tys. funtów). Ale to też jedne z najbardziej wymagających zawodów dla koni. Od 1973 r. w Grand National zginęło już 35 koni.

Ponadsiedmiokilometrowy tor ma 30 trudnych przeszkód. Po zeszłorocznych wypadkach zmodyfikowano kilka przeszkód. Tegoroczne zmiany nie przyniosły jednak poprawy bezpieczeństwa.

W tym roku zginęły już dwa konie. W czwartek Battlefront zmarł w wyniku ataku serca, w piątek weterynarze musieli uśmiercić Little Josha, który doznał skomplikowanego złamania barku po upadku na 15. przeszkodzie. "Zwierzęciem od razu zajęli się weterynarze, ale uraz był zbyt poważny i uśpienie konia było nieuniknione" - napisali organizatorzy Grand National w oświadczeniu.

PETA, organizacja, która zajmuje się walką o prawa zwierząt, nazwała tor w Aintree rzeźnią. "Śmierć Little Josha nie może być nazywana "wypadkiem" - przemysł wyścigów konnych w ten sposób chce zatuszować sprawę, bo tor jest zaprojektowany tak, by zmuszać zwierzęta do wysiłku ponad granice ich możliwości. PETA prosi brytyjską opinię publiczną, by wreszcie otworzyła oczy na horror na torze i odwróciła się od tej podłej zabawy plecami. To nic innego jak brytyjska wersja hiszpańskiej corridy" - czytamy w oświadczeniu brytyjskiej PETA.

- Dokonaliśmy licznych modyfikacji przeszkód, ale musimy pamiętać, że gonitwy płotowe niosą ze sobą ryzyko, którego nie da się wyeliminować - stwierdził John Baker, dyrektor klubu jeździeckiego z Aintree.

Więcej o: