Sport.pl

Doping Kornelii Marek. Zawodniczka nie dopingowała się sama

Kornelia Marek nie dopingowała się na własną rękę. Ktoś musiał słono zapłacić za niedozwolone środki, nie mogła ich przyjmować bez kontroli lekarza. W piątek poznamy wynik powtórnego badania. W poniedziałek ma dojść do konfrontacji lekarzy, pod których okiem przygotowywała się do igrzysk w Vancouver.
Polska biegaczka narciarska, która w olimpijskim biegu w Vancouver na 30 km zajęła 11. miejsce, a w sztafecie szóste, jest na razie jedynym sportowcem złapanym na dopingu podczas igrzysk. W jej organizmie wykryto EPO, silny środek dopingowy stosowany w sportach wytrzymałościowych. Jeśli drugie badanie, tzw. próbka B, potwierdzi wynik, oznaczać to będzie bezwzględną dyskwalifikację nawet na kilka lat.

- Wstyd, hańba i kompromitacja. Co jej odbiło? Przecież zaczynała być wielką biegaczką! - grzmiał w czwartek od rana szef PKOl Piotr Nurowski.

Czy tylko zawodniczka jest winna? - Sama EPO na pewno nie kupiła. To ampułki stosowane w lecznictwie zamkniętym, u pacjentów ciężko chorych na niewydolność nerek. Skądś ten lek się wziął u Marek - mówi Jarosław Krzywański, lekarz kadry olimpijskiej z Vancouver.

- EPO podaje się w zastrzyku i trzeba coś o nim wiedzieć. Sportowiec musi być pod kontrolą lekarzy. Dlatego bardziej prawdopodobne, że ktoś Marek pomógł - tłumaczy prof. Jerzy Smorawiński, szef Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie.

Trener Kornelii Marek Wiesław Cempa zapewnia, że o dopingu nie ma zielonego pojęcia. - Próbowałem się dowiedzieć, skąd mogło się coś takiego znaleźć, lekarz Stanisław Szymanik twierdzi, że ktoś musiał jej to podać - mówi Sport.pl

Gdy ktoś bardzo chce, bez trudu znajdzie EPO w internecie. Najczęściej z czarnego rynku chińskiego lub krajów b. ZSRR. "Kuracja" kosztuje kilkanaście tysięcy złotych.

- Rozmawiałem z Kornelią. Prawie się popłakała. Zaklina się, że celowo niczego nie brała, bo jej wiedza o dopingu jest zerowa. Ale pytania się rodzą. Jedno wywołuje drugie - mówi prof. Zbigniew Waśkiewicz, wiceprezes PKOl, rektor AWF w Katowicach, którego studentką była Marek. - Trzeba z nią szczerze porozmawiać. I z jej trenerem, z lekarzem, ze wszystkimi, którzy byli w tej ekipie. Bo to nie może być przypadek.

- Bardzo mało prawdopodobne, by pani Marek nie wiedziała, że przyjmuje doping. Musielibyśmy założyć, że jest bardzo łatwowierna i np. ktoś jej powiedział, że przyjmuje środek przeciwbólowy albo superwitaminy. Ale wtedy Kornelia zostałaby oszukana i powinna wskazać, kto ją do tego doprowadził - dodaje Smorawiński.

Czy ta sprawa może wskazywać na zorganizowany doping w grupie polskich biegaczek [Justyna Kowalczyk z tą grupą nie trenowała]? - Byłoby to przerażające. Za lekarzy PKOl Krysztofiaka i Krzywańskiego ręczę i wiem, że na coś takiego nigdy by nie pozwolili. Nie znam dobrze trenera i lekarza z grupy biegaczek. Nie umiem jednak nawet dziś pomyśleć o takich podejrzeniach. Jeśli już, to wolałbym myśleć, że Kornelii pomagał ktoś z zewnątrz. Ale to równie przerażające - mówi Waśkiewicz.

EPO nie stosuje się podczas zawodów, tylko w czasie przygotowań, gdy treningi są najcięższe, a niezapowiedziane kontrole antydopingowe dotyczą tylko najlepszych, do których Marek się nie zalicza. Żeby EPO zadziałało, jego przyjmowanie musi potrwać. Wpadają ci, których doradcy źle obliczą okres wykrywalności.

Wieczorem szef PKOl Piotr Nurowski przyznał, że nie tylko zawodniczka jest winna. - Zdaję sobie sprawę, że EPO to musi być doping systemowy. W poniedziałek odbędzie się konfrontacja z lekarzami zajmującymi się Kornelią w czasie przygotowań do Vancouver. Jeżeli okaże się, że ktoś świadomie stosował doping, zostanie dożywotnio zdyskwalifikowany. Nieważne, czy był trenerem, lekarzem czy zawodnikiem.

W Europie doping ścigany jest z urzędu we Włoszech i Serbii, gdzie grozi za to więzienie. - W rządowym projekcie ustawy o sporcie proponujemy wprowadzenie dopingu do kodeksu karnego. Więzieniem karani byliby ci, którzy podają doping małoletnim lub dorosłym bez ich wiedzy. Sportowców - tak jak teraz - obejmowałyby tylko sankcje sportowe - powiedział minister sportu Adam Giersz.



Więcej o: