Sport.pl

Vancouver 2010. Dziewczyny z karabinem. I szansą na medal

Jeśli Weronika Nowakowska, Agnieszka Cyl i Krystyna Pałka pobiegną i strzelą w sztafecie tak, jak w czwartek na 15 km, to mogą zdobyć najbardziej niespodziewany medal igrzysk. - Wiemy na co nas stać, a stać nas na walkę z najlepszymi - mówią Polki. W niedzielę próba generalna - cała trójka biegnie o 22 na 12,5 km.
Kto sportowcem dnia w Vancouver? Zagłosuj! »

Cudotwórczynią jest Nadia Biłowa, na którą dziewczyny mówią po prostu "trenerka". Była reprezentantka Ukrainy na igrzyskach w Lillehammer, która przedwcześnie zakończyła karierę przez kontuzje pleców, prywatnie żona trenera Tomasza Sikory Romana Bondaruka, od kilku lat prowadzi polską kadrę kobiet.

"Po rezultatach poznacie ich" mówi Biłowa o trenerskim fachu w wywiadzie dla magazynu "Biathlon World", który przedstawia w wydaniu olimpijskim jej sylwetkę.

A Biłowa ma się czym pochwalić, bo nagle Polska urosła w czwartek do miana prawie-potęgi w kobiecym biatlonie. Weronika Nowakowska była 5. ze stratą 0,3 sekundy do pięciokrotnej mistrzyni świata Niemki Kati Wilhelm, Agnieszka Cyl - 7., a Krystyna Pałka - 15. Gorzej spisała się tylko Magdalena Gwizdoń, która zakończyła na 59. miejscu.

Za najlepszymi Polkami przybiegł pokaźny tłumek gwiazd szwedzkiej, norweskiej, rosyjskiej i francuskiej kadry.

Biłowa, gdy spytaliśmy ją o przyczyny takiej niespodzianki, obruszyła się: - To żadna niespodzianka! My od początku się przygotowałyśmy na igrzyska. Ja kocham moje dziewczyny i wiem, na co je stać.

- Rosjanki na początku sezonu wyprzedzały nasze dziewczyny o 2 minuty, a teraz najlepsza z nich była 21. My mieliśmy plan, od zawsze PŚ traktowaliśmy jako trening, szykowaliśmy się na igrzyska, a one się wystrzelały z formy. Gdzie są Szwedki? Też zrobiły błąd w przygotowaniach, bo przyleciały wcześniej, ale pojechały na wyspę pod Vancouver, a tam miały zupełnie inne warunki, przedobrzyły. Teraz im nie idzie, a nasze dziewczyny są w życiowej formie i odniosły już życiowy sukces - tłumaczy Roman Bondaruk.

Jeszcze nigdy w historii trzy Polki nie były tak wysoko w wielkiej imprezie. Nigdy nie zakwalifikowały się też do kończącego igrzyska, czy MŚ, biegu ze startu wspólnego na 12,5 km, gdzie pobiegnie jutro o 22 tylko 30 najlepszych w olimpijskiej klasyfikacji. Wśród nich Weronika, Agnieszka i Krystyna.

- Jak będą dobrze strzelać, to mają...., a zresztą nie będę zapeszał i mówił na co one mają szansę - urwał nagle Bondaruk, który był znacznie bardziej skory niż żona, by chwalić polskie dziewczyny.

Kulminacja formy ma jednak nastąpić nie w niedzielę, ale dwa dni później, gdy Polki pobiegną w sztafecie 4x6,5 km. Jeśli Rosjanki nagle nie odlecą, Niemki będą biegać tak jak teraz, czyli średnio, a Polki powtórzą to, co zrobiły w czwartek, to... - O nie! O sztafecie rozmawiać nie będziemy. Biatlon to jest idealna dyscyplina do mówienia słowa "gdyby". Mamy świadomość własnych możliwości, tego na co nas stać, wiemy, że ta sztafeta będzie dla nas bardzo ważna - ucięła Nowakowska. - Mamy szansę na wszystko. Czuć w powietrzu, że to może być nasza chwila, że jak dobrze się wszystko ułoży, to możemy mieć swoje pięć minut - stwierdziła Cyl.

- Psychicznie dziewczyny nie pękną. Te wysokie miejsca na igrzyskach tylko dodadzą im wiary w siebie, że mogą walczyć z najlepszymi - zakończył trener Bondaruk.



Więcej o: