Sport.pl

Vancouver 2010. Weronika rzuciła ?Ryśka". I była o włos od srebra

- Przed startem, pogadałam ze ?Zbyszkiem", moim nowym karabinem, żeby dobrze strzelał. I ?Zbyszek" mnie posłuchał - mówiła wzruszona Weronika Nowakowska, która sensacyjnie zajęła 5. miejsce w biegu na 15 km. Miałaby srebro, gdyby nie pudło na ostatnim strzelaniu.
Wygrała niesamowita norweska weteranka Tora Berger, przed Jeleną Khrustalewą z Kazachstanu i Białorusinką Darią Domraczewą. Czwarta była Kati Wilhelm, a tuż za słynną Niemką, ze stratą 0,3 sekundy - Nowakowska.

Polka miała po trzech strzelaniach drugi czas, przegrywała tylko z Berger. Kiedy wbiegła po raz ostatni na strzelnicę, zamarliśmy, a serca waliły nam jak dzwony. Pierwszy strzał był celny, ale w drugim przytrafiło się pudło. Straciła minutę. Potem było nerwowe odliczanie sekund, ale Polka nie dała rady pozostać na podium. Gdyby trafiła czysto, zdobyłaby trzeci srebrny medal dla Polski na tych igrzyskach, ze stratą ledwie 4 sekund do Berger.

- Nerwy. I tak dużo wytrzymałam. Kiedy zdałam sobie sprawę, że mam szansę na medal, nogi się trochę pode mną ugięły. To był najlepszy bieg w moim życiu! Gdybym miała za sobą więcej takich emocji, może na tym ostatnim strzelaniu nie byłoby pudła. Właściwie od drugiego strzelania biegłam powtarzając ciągle "O Jezu, o Jezu, o Jezu.." - powiedziała "Gazecie" po biegu Nowakowska. 24-letnia biatlonistka nigdy wcześniej nie była tak wysoko w PŚ. Pochodząca z Duszników biatlonistka jest uznawana za największy talent w naszym kobiecym biatlonie, ale na razie świadczyły o tym głównie rezultaty w sztafetach. W PŚ w dziesiątce była tylko raz.

- Szykowałam się na ten bieg, bo rok temu w Whistler zajęłam 8. pozycję w próbie przedolimpijskiej, pasowała mi trasa - opowiadała Nowakowska, drobniutka, uśmiechnięta dziewczyna. Jej twarz ledwo było widać zza wielkich przeciwsłonecznych okularów. Była wzruszona, trochę trzęsły jej się ręce. Rzeczywiście ten wynik trafił w nią jak piorun z jasnego nieba.

Opowiadała, że tego ostatniego strzelania to w ogóle nie pamięta. Podejmowała instynktowne decyzję, i przytrafiła się jedna zła. Dobrą decyzję Weronika podjęła natomiast rok temu, gdy zamieniła "Ryśka" na "Zbyszka". - To moje karabiny, ja zawsze nadaję im imiona, są moimi przyjaciółmi. Po rozstaniu z "Ryśkiem" musiałam się długo przyzwyczajać do "Zbyszka". Nowy karabin to dla nas jak nauczyć się czytać w obcym języku. Ale się nauczyłam, a dzień przed biegiem pogadałam ze "Zbyszkiem", wyczyściłam go, co obiecałam po ostatnim strzelaniu. I jakoś mi pomógł - uśmiechała się Nowakowska.

Weronika powtórzyła wynik z igrzysk w Turynie Krystyny Pałki, która też na 15 km zajęła 5. lokatę (po dyskwalifikacji jednej z rywalek). Wczoraj Pałka była 15., ale w dziesiątce do mety dobiegła Agnieszka Cyl, na doskonałym jak na nią 7. miejscu. Cyl też płakała wzruszona na mecie. Za Polkami był cały tłum słynnych Norweżek, Szwedek, a mistrzyni olimpijska na 10 km Magdalena Neuner też oglądała wczoraj głównie polskie plecy.

Skąd taka moc? - Bo my jesteśmy fajne dziewczyny, życzliwe sobie, nie przepychamy się. Pracujemy ciężko, stać nas będzie teraz na takie miejsca coraz częściej - objaśniała Nowakowska.

Polki są bez medalu, ale szykują się na sztafetę, gdzie z taką formą mogą powalczyć nawet o medal. - Nic z nas nie wyciągniecie o sztafecie. Nie chcemy zapeszać - mówiły tajemniczo.

Trenerka Nadia Biłowa też była tajemnicza i nie chciała powiedzieć, w czym tkwi sekret przygotowania dziewczyn do igrzysk. - Ciężka praca, proszę pana - powiedziała tylko. O Weronice dodała, że to jest dziewczyna na medal, ale w Soczi za cztery lata.

Dziewczyny mówią, że jak nie wyjdzie strzelanie, to jest "po frytkach". Po biegu na 15 km, one, my dziennikarze i wszyscy Polacy, zgodnie sobie życzyliśmy, żeby na tych igrzyskach jeszcze "po frytkach" nie było.

FIS zbada legalność wiązań w nartach Ammanna »


Więcej o: