Sport.pl

Rio 2016. Lewandowski w finale, Kszczot wyprowadzony z równowagi

Marcin Lewandowski w finale olimpijskim na 800 metrów. Ostatni Polak był w nim ponad 44 lata temu. Ale wicemistrz świata i mistrz Europy w finale olimpijskim nie pobiegnie. Nigdy nie widziałem Adama Kszczota tak wyprowadzonego z równowagi, jak po półfinale 800 metrów, w którym przegrał szansę walki o medal o 0,05 sekundy
Tego się niestety nie da nigdzie wydrukować. Można zastępować poszczególne wyrazy słowami "kuchnia", "kurde felek", ale to będzie tylko śmieszne, zabrzmi niepoważnie. A sprawa jest poważna. Biegacz, który mógłby walczyć o medal na 800 m, czyli Adam Kszczot, nie wszedł do finału. Ktoś może powiedzieć, że "gdyby mógł wałczyć o medal, to przecież awansowałby do finału". Nic bardziej mylnego w biegu na 800 m. Tu wszystko może się zdarzyć. Dobrze, damy w odpowiednich, niecenzuralnych fragmentach znaczek "X". Może to odda, choć po części to, w jakich emocjach mówił Adam Kszczot po zakończeniu półfinału, w którym zajął trzecie miejsce.

Ale najpierw wielki bohater półfinałów - Lewandowski. Od kilku lat pół kroku za Kszczotem, w tym podczas ostatnich mistrzostw Europy w Amsterdamie. Zdobył srebro - Kszczot złoto [w ME w Zurychu w 2014 roku Kszczot też dobył złoto, a Lewandowski był piąty, w ME 2012 obaj nie startowali]. Czy niemal dokładnie odwrotnie niż w 2010 roku, na mistrzostwach w Barcelonie. - Wszystko w rękach Boga, ja zrobiłem wszystko, co mogłem - mówił, kiedy jeszcze nie wiedział, że trzecie miejsce w bardzo szybkim półfinale da mu miejsce w finale. - To był wymarzony bieg. Nie mam sobie nic do zarzucenia. Dałem z siebie wszystko. Dwaj byli ode mnie lepsi, ale mam nadzieję, że będę w finale i pokażę na co mnie stać. W końcówce za daleko odpuściłem przeciwników i dlatego ich nie dogoniłem. Ale nie rósł między nami dystans, a wręcz malał. Na końcu wyprzedziłem jeszcze super zawodnika, czyli [Fergusona] Roticha z Kenii, który słynie z finiszu. To tylko świadczy o tym, że jest dobrze. Zobaczymy, czy mój wynik da finał, ale już teraz kieruję słowa do Piotrka Małachowskiego: mam nadzieję, że nie będę mógł dziś z tobą świętować srebra, bo będę w finale.

No, i rzeczywiście Lewandowski wszedł do finału z najlepszym czasem. Zaś Kszczotowi się nie udało. W bardzo mocnym półfinale uległ rekordziście świata i fenomenowi biegów Davidowi Rudischy i Amerykaninowi Claytonowi Murphy'emu. - Nie wiem, co się X stało. Nie wiem, dlaczego XX nie podawały nogi. Nie potrafię tego wytłumaczyć. Do 700. metra świetnie się czułem. Tam zacząłem przechodzić. Ruszyłem. Powinienem mieć jeszcze siły na jedno przyspieszenie. Niestety nie było. Nie zadziałało. Jestem XXX i rozżalony - powiedział Kszczot. - Przyjechałem walczyć o medal, bo przecież na to mnie stać. Nie wiem, dlaczego nogi XXX przestały funkcjonować. Kompletnie nie jestem zmęczony. Nie zaskoczył mnie atak Amerykanina. Widziałem na telebimie, że się zbliża, ale nogi XX nie chciały podawać. Znałem czasy wcześniejszych biegów. Na starcie wiedziałem, że jestem gotowy na 1.43, ale tyle nie pobiegłem. Nie żałuję, że powiedziałem przed startem, że przyjechałem walczyć o medal. Nie będzie mi to jednak dane. Trudno - powiedział Kszczot.



Więcej o:
"/> Zbigniew Boniek zdradza kulisy pożegnania Piszczka: Piłkarze dogadali się ze Słoweńcami [SEKCJA PIŁKARSKA #29]