Sport.pl

Rio 2016. Burza o świętowanie Christopha Hartinga. "Gdyby miał jeszcze dwie wolne ręce, to przy hymnie jedną wsadziłby do kieszeni, a drugą dłubał w nosie".

Christoph Harting wywołał burzę swoim zachowaniem po złotym medalu: bujaniem się, gwizdaniem i dyrygowaniem przy hymnie. - Trudno się go tańczy - odpowiadał z niezmąconym spokojem. - To już chyba lepiej byłoby tego medalu nie mieć - napisał Sebastian Bayer, były niemiecki mistrz Europy w skoku w dal
Po zwycięstwie w Rio przedstawił się tak: "Jestem introwertykiem, a nie ekstrawertykiem, jak niektórzy. Ekstrawertycy bardzo chcą, by ich traktować serio" - odpowiadał, choć ta odpowiedź do żadnego zadanego pytania nie pasowała. To co Harting robił podczas niemieckiego hymnu też średnio się z introwertycznością kojarzyło. Bujał się wesoło, gwizdał. - Ja potrzebuję rytmu, kocham rytm, ale przy hymnie narodowym trudno się tańczy - mówił o tym zachowaniu. Wywołał nim w Niemczech duże kontrowersje, wielu komentatorów uważa, że Harting - z zawodu policjant - nie zachował powagi chwili, był dziecinny i pretensjonalny. Nowy mistrz olimpijski w rzucie dyskiem ma i obrońców, którzy wzywają, by każdemu pozwolić przeżywać hymn jak chce. Ale np. Sebastian Bayer, były niemiecki mistrz Europy w skoku w dal, napisał na swoim Facebooku tak: "Złoto w dysku to świetna sprawa. Ale wstydzę się przed telewizorem w Niemczech, patrząc na to zachowanie. To już chyba lepiej by było tego medalu nie mieć. Za to ty Daniel (Jasinski, brązowy medalista) w pełni na sukces zasłużyłeś". "Jedność, prawo, zawstydzenie" - napisał o Hartingu komentator "Die Welt", parafrazując pierwsze słowa niemieckiego hymnu ("Jedność, prawo, wolność"). "Ani to nie było zabawne, ani autentyczne. Kiwał się, dyrygował, pogwizdywał. Gdyby miał jeszcze dwie wolne ręce, to jedną wsadziłby do kieszeni, a drugą dłubał w nosie. Pozbawił wartości chwilę, która jest bardzo ważna, nie tylko dla sportowców" - pisze "Die Welt".

Harting to bardzo specyficzna postać, przez lata trudno mu się było porozumieć nawet ze starszym bratem Robertem, mistrzem olimpijskim z Londynu. Buntował się przeciw bratu, który wszystko wiedział lepiej i próbował młodszego ustawiać po swojemu. W Rio wyskoczył wreszcie z cienia starszego brata (choć nie do końca: nawet niemieckie ministerstwo spraw wewnętrznych, odpowiadające w Niemczech za sport, zdobycia złota pogratulowało w sobotę przez pomyłkę Robertowi, nie Christophowi), ale narobił sobie przy okazji wielu wrogów. Z dziennikarzami Harting nie tylko w ogóle nie rozmawia, ale nawet odmawia niektórym uściśnięcia dłoni na powitanie, jak to się zdarzyło w Rio. Odmówił też zatrzymania się po zwycięstwie do zdjęć. Na konferencję prasową medalistów przyszedł, bo musiał, inaczej dostałby karę finansową. Ale już reportera ZDF przepytującego na stadionie niemieckich sportowców po startach, minął bez słowa. - Stadion to moja scena. Na tej scenie tutaj - mówił siedząc za stołem konferencyjnym - czuję się nie na miejscu. "Jego prawo - nie rozmawiać. Ale jeśli milczenie jest złotem, to chwila spokoju przy hymnie byłaby platyną - kończy "Die Welt".



Więcej o:
Skomentuj:
Rio 2016. Burza o świętowanie Christopha Hartinga. "Gdyby miał jeszcze dwie wolne ręce, to przy hymnie jedną wsadziłby do kieszeni, a drugą dłubał w nosie".
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX