Sport.pl

Rio 2016. Polska - Rosja. Drzyzga: Rosja to faworyt tylko z urzędu. Wiemy, jak grać

- Rosjanie do grona faworytów są zaliczani trochę z urzędu. Ich występy na pewno nikogo nie porażają, kontuzje i problemy dopingowe ich drużynę osłabiły. My wiemy, jak z nimi grać - mówi były reprezentant Polski Wojciech Drzyzga przed meczem polskich siatkarzy z Rosją w czwartej kolejce olimpijskiego turnieju w Rio. Relacja na żywo w Sport.pl w sobotę o godz. 20
2 : 3
Informacje
Turniej mężczyzn - Grupa B
Sobota 13.08.2016 godzina 20:00
Wyniki szczegółowe
1 Set
2 Set
3 Set
4 Set
5 Set
Wynik
Polska
18
25
18
25
13
2
Rosja
25
16
25
22
15
3




Łukasz Jachimiak: przed startem olimpijskiego turnieju siatkarzy martwiliśmy się czy nasz zespół zdąży z formą, teraz chyba musimy uważać, by przedwcześnie nie wieszać medali na szyjach zawodników?

Wojciech Drzyzga: widzimy reprezentację, która z każdym meczem rośnie, jest w coraz lepszej dyspozycji i fizycznej, i technicznej. Widać wyraźnie, którą "szóstką" trenerzy grają, na jakich zawodników postawili na danych pozycjach, co tym siatkarzom daje dużo pewności siebie. Gracze zadaniowi wiedzą po co na boisko wchodzą. Wszystko jest poukładane, a jeszcze tuż przed igrzyskami mieliśmy dużo znaków zapytania. To ważna zmiana. Spotkanie z Argentyną zostało zagrane już bardzo swobodnie, pokazaliśmy wszechstronną siatkówkę, wszyscy zawodnicy prezentowali wysoki poziom, a i od strony realizacji taktyki to był bardzo dobry mecz, dużo lepszy niż z Iranem, w którym zabrakło nam instynktu zabójcy. Wtedy też powinniśmy zakończyć sprawę w trzech setach. Niestety, zaczęliśmy psuć zagrywki, pomogliśmy Irańczykom się przebudzić, wrócić do ich normalnego poziomu. Nie było widać reakcji trenerów w czwartym secie, który był grany dobrze do pewnego momentu, ale później przydałyby się w nim zmiany. Na szczęście skończyło się dobrze, a mecz z Argentyną pokazał, że w zespole jest dobra atmosfera. Nic dziwnego. Są zwycięstwa, jest dobra gra. Ale też doceniając to co mamy nie powinniśmy tego przeceniać. Argentyńczycy grają w Rio dobrze, pokonali Iran i Rosję, ale akurat z nami grać kompletnie nie potrafią. Chyba mają syndrom Polski. Myśmy taktycznie rozbili ich system grania, złamaliśmy ich pierwszą, tak groźną akcję. Sami graliśmy pierwszą akcję bardzo pewnie i tworzyliśmy sobie okazje do kontr, które graliśmy w sposób ciekawy, urozmaicony. Cieszy mnie też, że widzimy kilka zagrań dopracowanych pod nasz styl, pod naszych zawodników. Mam na myśli zwłaszcza Michała Kubiaka, który chodzi w jedno tempo, bardzo blisko rozgrywającego, za jego plecy na lewe skrzydło. To niuanse, które pokazują, że zespół dopracował szczegóły, bo akcje pod konkretnych graczy to są ważne szczegóły, a my gramy takie akcje, jakich na świecie nie gra nikt, może poza Francuzami. Świetnie, że zespół sięga już do swoich naprawdę głębokich rezerw. Natomiast duże rezerwy ma jeszcze Mateusz Mika, zwłaszcza ofensywne. Dużo poprawić można też jeszcze w zagrywce. Ona już przyniosła nam sporo korzyści, ale błędy serwisowe mogły zaważyć na wyniku mecz z Iranem. Nie może być tak, że trzech czy nawet czterech zawodników po kolei psuje, a to się nam ciągle zdarza, wybija nas z rytmu i napędza przeciwnika. Za to cieszy równe, dobre przyjęcie zespołu. To nasza silna broń, dzięki niej z Argentyną Grzesiek Łomacz mógł w ataku korzystać z wielu wariantów, mógł sobie po prostu grę reżyserować.

Myśli pan, że po meczu z Rosją dalej będziemy wyliczać pozytywy, czy raczej humory trochę się nam zepsują?

- Ten mecz nie będzie już grany pod taką presją jak poprzednie, bo już mamy awans do ćwierćfinału. Walczymy o pierwsze miejsce w grupie, ale tak naprawdę nie wiemy czy ono byłoby dla nas dobre. Chyba jesteśmy w takiej sytuacji, że rywala w walce o strefę medalową sobie nie możemy wybierać. W grupie A sytuacja jest tak niejasna, że do końca nie będzie wiadomo, kto z którego miejsca awansuje. Czyli najlepiej skoncentrować się na sobie, na dobrym graniu. W ostatniej kolejce z Kubą może warto byłoby wprowadzić na dłużej rezerwowych, żeby mocniej poczuli grę, bo to się może przydać w - mam nadzieję - trzech końcowych meczach - ćwierćfinale, półfinale i finale.

Czyli czuje pan, że grupę skończymy z kompletem pięciu zwycięstw?

- Jesteśmy na dobrej drodze, o to powinniśmy grać, żeby przed ćwierćfinałem zbudować jak największą pewność siebie.

Stephane Antiga mówi, że kiedy w rosyjskiej kadrze był Dmitrij Muserski, to było wiadomo, co Rosja gra, a teraz ma zupełnie inny sposób dystrybucji piłki i przez to staje się trudniejszym rywalem. Zaskakujące?

- Może i wszyscy wiedzieli, że bardzo wiele piłek pójdzie do Muserskiego, ale cały świat nie wiedział, jak go zatrzymać. Można było doskakiwać nawet i potrójnym blokiem, a i tak niewiele z tego wynikało. Z drugiej strony nie przeceniajmy. Jeden gracz może mieć ogromny wpływ na losy meczu, na taktykę, ale sam Muserski nie był siłą Rosji, kiedy ona wygrywała. Cztery lata temu Rosja została mistrzem olimpijskim, bo miała wszechstronnych zawodników, lepszą grupę przyjmujących niż teraz, a siła ofensywna była dużo lepiej rozłożona. Muserski to był bonus do wspaniałych i świetnie grających zawodników. Dzisiaj Rosja ma w składzie kilku debiutantów, w roku olimpijskim weszli do gry zawodnicy dotąd niekoniecznie pierwszoplanowi. Teraz są w "szóstce". Zobaczymy, jak wytrzymają mecz z ogromną presją, czy utrzymają jakość gry, powtarzalność. Wcale tak trudnej gry dla nas nie mają. Nie ulega wątpliwości, że Grankin to dobry rozgrywający, ale nie wiem czy ma na skrzydle tak szybkich zawodników, jak kiedyś. Kliuka to nie jest chłopak, który gra aż taką szybką piłką, trzeci metr do Michajłowa jest zwykłym trzecim metrem, to naprawdę nic specjalnego. Dalej - nie wiem czy Wołkow po tych wszystkich kontuzjach to jest ten dobry Wołkow. Pozostali środkowi nie mają specjalnie trudnego grania. Oczywiście wszyscy Rosjanie mają bardzo dobrą dynamikę, motorykę, są silni, skoczni. Ale na pewno ani nie wyżsi, ani nie bardziej skoczni od Polaków. Popatrzmy na Kurka, Bieńka i Mikę przy siatce. Wszystkie reprezentacje muszą się zastanawiać, jak ominąć taki blok. Na pewno to nie my powinniśmy mieć kompleksy. Nawet mimo dwóch ostatnich porażek z Rosją.

O nich chyba nie ma sensu rozmawiać, bo przegraliśmy w Lidze Światowej, grając w niepełnym składzie, krótko po olimpijskich kwalifikacjach w Tokio. Wcześniej za kadencji Antigi mieliśmy z Rosją bilans 7:0.

- Generalnie w dużych zawodach ostatnio z nimi wygrywaliśmy, wszystkie ważne mecze były dla nas zwycięskie. Rosjanie na pewno zdają sobie sprawę z tego, że do grona faworytów w Rio są zaliczani trochę z urzędu. W dwóch ostatnich sezonach ich występy na pewno nikogo nie porażają. Kontuzje i problemy dopingowe na pewno ich drużynę osłabiły. Nie wiem czy sobie z tym poradzą, ale to są ich problemy. My wiemy, jak grać. Trzeba pokazać taką grę jak z Argentynę - bardzo wymieszaną, ciekawie rozłożoną, z dobrą jakością techniczną i wsparta siłą oraz sprytem, techniką. To musi być mieszanka francusko-rosyjska. My ją potrafimy pokazywać, ona jest najlepsza.

W rosyjskiej kadrze nie ma Aleksieja Spirydonowa, może więc tym razem nie będzie wojen pod siatką? Choć mecz z Iranem pokazał, że wcale nie trzeba Spirydonowa. Jak pan ocenia gesty Michała Kubiaka i Bartosza Kurka?

- Śmieję się z tego, bo z Iranem przy siatce już różnie bywało, spięcia z nimi to tradycja. A i z Włochami przy siatce się poszarpaliśmy, i jeszcze z innymi reprezentacjami się zdarzało. Siatkówka to jest męski sport, ale bezkontaktowy, więc gdzieś ci mężczyźni muszą odreagować. W innych sportach można manifestować swoją radość, pozytywną agresję. A tutaj jedni kwalifikują takie gesty jakie pokazali Kubiak i Kurek jako gesty obsceniczne, a ja takie pompowanie to widziałem u wielu sportowców. To teraz każdy gest radości będzie zabroniony? Siatkarze i tak są poszkodowani, prawie w żaden sposób nie można w niej okazać radości, bo przeciwnik może reklamować u sędziego, że mu się to nie podoba. Oczywiście nie mówię, że ma być zgoda na gesty całkiem bezczelne, ale uważajmy, bo nasi chłopcy wymyślili sobie fajną cieszynkę w trakcie mistrzostw świata i w trudnych chwilach skaczą w kółku, więc zaraz się okaże, że kogoś to wkurza, ktoś powie, że irytują go, bo skaczą jak mali chłopcy w piaskownicy. Nie brnijmy, były spięcia, było dużo nerwów, walka szła o zwycięstwo, decydowała jedna akcja, było jasne, że ten kto przegra będzie wściekły. Padło na Irańczyków, wychwycili radość, która im się nie spodobała i zrobił się konflikt. Widziałem wiele gorszych sytuacji, jawnie chamskich zachowań. Nie róbmy z tego "jedynki" w informacjach. My nie widzimy nawet jednej setnej tego, co się w meczu między rywalami dzieje. Siatkarze pod siatką rozmawiają i to nie są rozmowy o pogodzie. Najważniejsze, że później i tak wszyscy są w stanie podać sobie ręce. A co do Spirydonowa, to prosiłbym, żeby jak najrzadziej o nim wspominać, bo to bezczelny gbur, arogant, zwykły głupek. Teraz znów pokazuje się w koszulce reprezentacji Polski, a być może za chwilę tą koszulką podetrze sobie tyłek. Póki grał, to mogłem go tolerować, a nawet docenić jego grę, kiedy była dobra. Ale teraz nie chcę o nim mówić.

Powiedział pan, że trudno wybrać ćwierćfinałowego rywala, a nie jest tak, że jednak szczególnie dobrze byłoby uniknąć Włochów?

- Mam wrażenie, że tak. Włoska reprezentacja zaczęła igrzyska bardzo dobrze, rozbiła Francję, pokonała USA, złapała dużą pewność siebie. Zawodnicy doszli do siebie, choć niedawno mieli dołek. W bardzo szybkim tempie do formy wrócił Juantorena, Lanza też znów gra świetnie. Ich trener postawił na skład, który pozwala im optymalnie wykorzystać dużą moc w ataku. Na pewno się cieszą, że Birralelli jednak nie doznał poważnej kontuzji, bo to bardzo cenny dla nich gracz, bardzo mądry. Mają poukładaną "szóstkę", mają swoje zagrania, to bardzo stabilny zespół. Nie wiem gdzie są Stany i gdzie jest Brazylia. Brazylia wydawała się nie perfekcyjna, ale bardzo dobra, natomiast Amerykanie najpierw zszokowali , przegrywając z Kanadą i Włochami, a później zaskoczyli, pokonując Brazylię. Masakra, którą Francuzi urządzili Kanadyjczykom pokazuje, że chyba jednak Kanada nie będzie sensacją. Szkoda, bo gdyby wyszła z tej grupy z czwartego miejsca, to ja bym na nią bardzo chciał wpaść. Francuzi i Amerykanie wracają do równowagi, chyba do końca wszystko się będzie ważyło i o miejscach może decydować bilans setów. Najważniejsze teraz to wygrać swoją grupę, zyskać pewność. Ćwierćfinał będzie bardzo trudny, ale zyskaliśmy tyle, że teraz, po trzech kolejkach turnieju olimpijskiego, wreszcie myślimy o tym meczu w lepszych nastrojach. Rozmawiamy o realizacji zadań taktycznych, o grze, a nie "dlaczego ten a nie tamten", "zawodnicy grali słabo" itd. Przed igrzyskami mieliśmy się czego bać. Jeszcze wieści ze zgrupowania w Belo Horizonte nie były najlepsze, jeszcze ukryty, przegrany sparing z Rosją w Rio pokazywał, że nasza drużyna długo łapie formę. A teraz można tylko ponarzekać, że z Iranem nie wygraliśmy 3:0. Ale ewidentnie odzyskaliśmy pewność siebie. Odetchnąłem też widząc stabilizację składu. Grupa rezerwowych nie jest w stanie za każdym razem odwracać losów meczu. My mamy dobrych rezerwowych, którzy mogą regularnie pomagać. Ale siatkówka lubi spokój, zawodnicy muszą dokładnie wiedzieć, kto gdzie jest, za co odpowiada. Teraz tak u nas jest.



Więcej o: