Sport.pl

Igrzyska w Rio nie dla sztangistów

To największy skandal w polskim sporcie. Adrian Zieliński, złoty medalista z igrzysk w Londynie, były mistrz świata i Europy, wyrzucony z olimpiady w Rio
Faworyt do zwycięstwa w kategorii 94 kg, w której miał wystartować w sobotę, opuścił już Rio i odleciał do Polski. Zrobił to w ślad za swoim młodszym bratem Tomaszem. U obydwu stwierdzono obecność nandrolonu, najcięższego dopingu sterydowego, najcięższego przestępstwa sportowego. Razem ze sztangistą wioskę opuścił w trybie natychmiastowym indywidualny jego trener Jerzy Śliwiński.

Rozmawialiśmy w Rio ze wszystkimi trzema. Wszyscy trzej zaprzeczali, jakoby mieli cokolwiek wspólnego z dopingiem, i twierdzili, że winna jest awaria maszyny, błąd pomiaru, niewyjaśnione, niekorzystne okoliczności, nie wykluczali manipulacji i spisku przeciw nim. Mówili, że musieliby być skończonymi idiotami, biorąc doping, który utrzymuje się w organizmie 18 miesięcy. To drugie nie jest prawdą.

Badania dowodzą, że bracia kłamali a co do trenera nie jest i nie może to być przesądzone. Dowody na ich sportową zbrodnię są bezsporne, bo pochodzą z różnych źródeł: mistrza Europy Tomasza przebadała Światowa Agencja Antydopingowa zaraz po jego przyjeździe do Rio, mistrza olimpijskiego Adriana przetestowała polska komisja antydopingowa jeszcze przed igrzyskami.

Polscy kontrolerzy wykonali jeszcze kontrekspertyzę próbki Adriana w laboratorium w Rzymie, aby uniknąć błędu w tak poważnej sprawie. Wszystkie próbki dostarczone do polskiego laboratorium są kodowane, anonimowe, badane w kolejności wpływania. Dopiero te wysłane do Rzymu były przypisane do nazwiska.

Braciom grozi czteroletnia dyskwalifikacja, trenerowi zakaz pełnienia zawodu, zaś Polskiemu Związkowi Podnoszenia Ciężarów - zawieszenie ze strony międzynarodowej federacji, całkowite lub częściowe wycofanie dotacji państwowych, nie mówiąc o kontrolach z ministerstwa, które trwają i będą trwać. Wszystko to oznacza śmierć tej dyscypliny w Polsce. Ale ponieważ polskie przypadki nie są odosobnione - w Rio nie ma przecież kilku reprezentacji z powodu wykluczenia za doping - przyszłość jest czarna również dla tej dyscypliny na świecie, a szczególnie w igrzyskach olimpijskich. W kategorii 94 kg z igrzysk w Londynie nie stwierdzono jak dotąd dopingu u zaledwie czterech z 10 finalistów.

Adrian Zieliński zgodnie z prawem zachowa prawo do emerytury olimpijskiej, choć są uzasadnione wątpliwości, czy zdobył medal uczciwie. Jego próbki z tych igrzysk zostały ponownie przebadane, ale wyniki - tak jak wszystkie wyniki retestów - zostaną upublicznione po zakończeniu olimpiady. Adrian nigdy nie udokumentował swojego pobytu w Osetii, gdzie próbowali go namierzyć kontrolerzy antydopingowi, aby pobrać od niego próbki. Obecna ustawa nie pozwala na odebranie mu comiesięcznej wypłaty prawie 2400 zł, gdy tylko ukończy 40 lat. Ale być może w nowej znajdzie się zapis, który to umożliwi i który pozwoli na to, że nie dostanie ani grosza. Będzie to jedyna pozytywna spuścizna po Zielińskich.

Samobójczy pęd polskich ciężarów był widoczny od dawna.

Grupa trenera Śliwińskiego nie chciała trenować w reprezentacji. Na dopingu są również oprócz braci Zielińskich Arsen Kasabijew i Krzysztof Szramiak. Wcześniej sztangiści - nawet juniorzy - nie tylko wpadali, ale również uciekali przed kontrolerami, według źródeł w komisji antydopingowej zdarzały się przypadki ucieczki przez okno z ośrodka w Spale, zdarzały się wytłumaczenia o awarii komputera, o tym, że męża nie ma w domu i nie wiem, gdzie jest, itd., itp. Związek Podnoszenia Ciężarów pomagał dopingowiczom w apelacjach, tłumaczył, racjonalizował. Wydawało się, że sprzyja ludziom uwikłanym w doping. Osoby takie pomogły w wyborze na szefa związku Szymonowi Kołeckiemu.

Wiosną "Wyborcza" opublikowała artykuł, w którym przytoczone zostały wypowiedzi świadków mówiących o nieformalnym układzie tuszującym doping byłego już prezesa Kołeckiego, kiedy Polska organizowała mistrzostwa świata w Warszawie. W zamian za ukręcenie łba sprawie i ciche wycofanie Kołeckiego z mistrzostw, międzynarodowa federacja nie odebrała organizacji zawodów. Głównym efektem artykułu był ostracyzm wobec osoby, którą środowisko uznało za zdrajcę. Środowiskową presją doprowadzono do choroby tej osoby, natomiast główny negatywny bohater afery wyszedł z niej bez skazy.

Ale nie sam związek jest winien. O aferze informowaliśmy ministra Witolda Bańkę. Pytaliśmy, czy osoby stosujące w doping - Kołecki był ukarany dyskwalifikacją, gdy był juniorem, potem uniknął następnej dyskwalifikacji po uznaniu wybielającej opinii znanego naukowca, wreszcie był trzeci przypadek, zatuszowania jego dopingu, który opisaliśmy wiosną - mogą kierować organizacją tak bardzo skażoną.

Nie było reakcji.



Najbardziej niezwykli sportowcy, którzy startują w Rio


Więcej o: