Sport.pl

Rio 2016. Adrian Zieliński na dopingu. Może stracić złoto z Londynu

Adrian Zieliński, mistrz olimpijski w podnoszeniu ciężarów z Londynu i kandydat do podium w Rio, stosował doping. To oficjalna informacja przekazana przez Komisję do Zwalczania Dopingu. - Teraz na pewno zostaną ponownie zbadane jego próbki z Londynu. A może nawet już je zbadano - mówi szef komisji, Jerzy Smorawiński




Badania materiału pobranego od Zielińskiego w lipcu w Polsce wykazały, że zawodnik stosował nandrolon. Kilka dni temu ten sam steryd wykryto w organizmie Tomasza Zielińskiego, brata Adriana.

W sobotę Adrian Zieliński miał walczyć w Rio o medal w kategorii 94 kg. Na starcie nie stanie, grożą mu cztery lata dyskwalifikacji. A może również odebranie złotego medalu, który wywalczył przed czterema laty.

Szefa Komisji do Zwalczania Dopingu pytamy, czy dyskwalifikacja Zielińskiego wzbudzi na tyle duże zainteresowanie Światowej Agencji Antydopingowej WADA, by ponownie zostały zbadane próbki Polaka pobrane przy okazji igrzysk w Londynie i wciąż przechowywane. - Może nawet już je ponownie przebadano. Z igrzysk z Pekinu z 2008 roku i Londynu z 2012 roku czeka do ujawnienia nawet 45 nazwisk sportowców, których zweryfikowano jako dopingowiczów. Mówię nawet 45, bo niedawno dostałem informację, że tych nazwisk jest 35, ale kilka dni temu słyszałem, że lista się wydłużyła. Nieuczciwych olimpijczyków z poprzednich igrzysk mamy poznać po zakończeniu zawodów w Rio - mówi Jerzy Smorawiński. - Jeśli WADA próbek Zielińskiego jeszcze ponownie nie zbadała, to teraz, po tym jak okazało się, że stosował niedozwolone środki przed Rio, na pewno to zrobi - dodaje szef polskiego antydopingu.

Pytanie o uczciwość Zielińskiego w Londynie trzeba stawiać nie tylko dlatego, że teraz okazał się nieuczciwy. Cztery lata temu dużo emocji wzbudzał jego konflikt z Polskim Związkiem Podnoszenia Ciężarów. Zygmunt Wasiela, ówczesny szef federacji, miał za złe Zielińskiemu, że do igrzysk nie chce przygotowywać się z kadrą. Zawodnik tłumaczył, że wraz ze swym klubowym trenerem Jerzym Śliwińskim za własne pieniądze wyjechał do Osetii, by korzystając tam z gościny Arsena Kasabijewa (polski sztangista pochodzący właśnie stamtąd) spokojnie szykować formę na Londyn, natomiast Wasiela twierdził, że Zieliński podał fałszywe miejsce pobytu, a tak naprawdę zaszył się w nieznanym miejscu. - Sytuacja jest chora, a doszło do niej dlatego, że trenerem kadry jest człowiek narzucony przez związek. Ten człowiek [chodzi o Mirosława Chorosia] nigdy nie był zawodnikiem, nigdy nikogo nie trenował. Zrobił kurs trenerski, ma uprawnienia, ale nikt z nim nie chce ćwiczyć. Kto tylko ma możliwość, ten od kadry się odłącza. Dlatego Arsen pojechał do domu, a Adrian i Marcin Dołęga cały czas pracowali ze swoimi trenerami klubowymi. Gdy okazało się, że w Gruzji są niezłe warunki, Arsen z Adrianem się dogadali i ten drugi z Jurkiem Śliwińskim tam polecieli. Jak się związek tak o zawodników bał, to ktoś z tego związku mógł wsiąść w samolot i polecieć razem z tymi, którzy się tam wybrali - tłumaczył w rozmowie ze Sport.pl Szymon Kołecki, który twardo stał po stronie Zielińskiego. Złoty medalista m.in. Kołeckiemu dedykował swoje trofeum.

Teraz bracia Zielińscy w Kołeckim widzą wroga, twierdzą, że jako prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów, powinien ich bronić. Kołecki kilka dni temu podał się do dymisji.

Najlepsze memy olimpijskie


Więcej o: