Sport.pl

Rio 2016. Zieliński wyleciał, Kołecki zrezygnował

- Jest mi przykro i wstyd za to, co się stało. Mogę tylko przeprosić. Podaję się do dymisji - powiedział Szymon Kołecki. Prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów poinformował, że na dopingu przyłapano także Krzysztofa Szramiaka.
Kołecki konferencję prasową zwołał na wtorkowe popołudnie w Warszawie. Kilka godzin wcześniej z Brazylii wylatywał sztangista Tomasz Zieliński - dosłownie i w przenośni. Gdy tylko - około 10.30 czasu lokalnego - otrzymał informację o pozytywnym wyniku próbki B (oficjalne potwierdzenie dostała również misja PKOl), spakował się i wyszedł z wioski zwykle zatłoczoną bramą, gdzie stacjonują dziennikarze oraz stacje telewizyjne i radiowe niemające praw transmisyjnych.

Nie protestował, nie upierał się tak jak poprzedniego dnia w rozmowie z dziennikarzami, że będzie olimpijczykiem aż do rozpatrzenia odwołania przez Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu. Zapowiedział, że będzie apelował, i może to robić, ale nie jako olimpijczyk. Jak do tej pory żaden polski sztangista przyłapany na dopingu nie zrezygnował z odwołania do najwyższych instancji sportowych, w niektórych przypadkach kończyło się to sukcesem. Czasem laboratorium lub kontrolerzy popełniali błędy proceduralne, które powodowały podważenie wyników badań przez prawników broniących dopingowiczów.

We wtorek Zieliński sam przebukował lot - start kategorii 94 kg, w której mieli rywalizować on i brat Adrian, przypadał na sobotę. Odleciał do Polski około godz. 15 z lotniska Galeao. Jest drugim Polakiem wyrzuconym z wioski olimpijskiej po Jarosławie Morawieckim, hokeiście, który wpadł na dopingu w 1988 roku w Calgary.

Zieliński i przyłapany we wtorek na dopingu (hormon wzrostu) Krzysztof Szramiak przed igrzyskami trenowali na własną rękę, lekceważąc cykl przygotowań, opuszczając zgrupowania reprezentacji. W połowie czerwca Kołecki zarzucił zawodnikom niesubordynację, wyrzucił ich z kadry. - Nie mieliśmy innego wyjścia - mówił wówczas prezes. - Obaj przysyłali zwolnienia lekarskie, swoją absencję tłumaczyli różnymi, dziwnymi powodami. Zawodnik przygotowujący się do najważniejszej imprezy czterolecia powinien być pod opieką i kontrolą kadry szkoleniowej po to, aby nic się nie wydarzyło, aby nagle nie pojawiła się u niego poważna "zwyżka" formy - tłumaczył. Zarząd związku był jednak innego zdania. Nie zaakceptował decyzji prezesa, przywrócił Zielińskiego i Szramiaka do kadry. Ten drugi był w niej rezerwowym.

Kołecki w rozmowie z "Przeglądem Sportowym" tłumaczył wieczorem: - Przy zatwierdzeniu składu reprezentacji olimpijskiej, podczas zebraniu zarządu, głosowałem przeciwko, a później złożyłem dymisję. Członkowie zarządu poprosili mnie, abym ją wycofał. Uległem, ale zapowiedziałem, że po zakończeniu kadencji nie będę kandydował w wyborach.

- Gdybym nie dopuścił do wyjazdu Tomasza, skandalu by nie było - przyznał się do porażki Kołecki.

Dopingowe problemy polskich sztangistów zdają się nie mieć końca. Sam prezes - medalista igrzysk w Sydney i Pekinie - też, według świadków, wpadł kiedyś na dopingu, ale - o czym pisaliśmy w "Wyborczej" - w ramach nieformalnego porozumienia zostało to zatuszowane przez polski związek i międzynarodową federację.

- Mam nadzieję, że nowym prezesem zostanie ktoś, kto wyeliminuje to, co przeszkadza w normalnym szkoleniu. Chciałbym, żeby ten ktoś miał mocne wsparcie środowiska i mandat do tego, aby usunąć tych, którzy przeszkadzają w normalnej pracy. Mam nadzieję, że po kilku latach odbudujemy zaufanie - mówił Kołecki "Przeglądowi".



Więcej o: