Sport.pl

Rio 2016. Siatkówka. Polska - Iran 3:2. Pięć rzeczy po pięciu setach: błędów sporo, nerwy straszne, ale już widać, że zdążyliśmy

Po horrorze w Rio de Janeiro reprezentacja Polski siatkarzy pokonała Iran 3:2 (25:17, 25:23, 23:25, 20:25, 18:16) w drugiej kolejce turnieju olimpijskiego. Szkoda, że po świetnym początku straciliśmy kontrolę nad sytuacją, że nie uniknęliśmy dużych nerwów. Ale po polskich siatkarzach już widać, że są w niezłej formie i chcą walczyć o duże rzeczy. W czwartek mecz z Argentyną, relacja na żywo w Sport.pl o godz. 20




1. Zagrywasz, wygrywasz

Najpierw na zagrywkę poszedł Mateusz Bieniek i zrobiło się 3:0. Po dwóch asach Grzegorza Łomacza i jeszcze kilku takich serwisach, które sprawiły, że Irańczycy nie umieli poradzić sobie z naszym blokiem i wyblokiem, zrobiło się 13:7. Polscy siatkarze zaserwowali w pierwszej partii pięć asów, rywale ani jednego. Mocą, precyzją, zdecydowaniem od razu ustawiliśmy sobie rywali w narożniku i ładnie ich punktowaliśmy. O to chodziło, drużynie, która nie lubi, gdy ją przycisnąć, trzeba jak najszybciej narzucić swoje warunki.

2. Straciliśmy kontrolę

Iran to zespół, z którym za kadencji Antiga Polska gra najczęściej. Z 12 spotkań rozegranych jeszcze przed Rio biało-czerwoni wygrali osiem, ale tylko jedno 3:0. W Rio Persowie byli gorsi, ale jak zwykle walczyli na śmierć i życie. W drugim secie wyszli na prowadzenie 18:17, pierwsze w meczu, ale dostali błyskawiczną odpowiedź - kapitalny atak Kurka z trudnej piłki, blok Kubiaka na Mahmoudim i było 19:18 dla nas, a prowadzenia już nie oddaliśmy. W trzecim secie przegrywaliśmy 1:4 i 2:6, ale Kubiak dał sygnał do odrabiania strat i po kilku minutach było już 11:10. A w walce punkt za punkt, która trwała do końca, długo wyglądaliśmy na mocniejszych. Kiedy Kurek ustrzelił Ebadipoura "petardą" z zagrywki lecącą z prędkością 113 km/h i wyszliśmy na 21:20, rywal wydawał się być złamany. A jednak się podniósł. Pal licho, że w równym, trudnym secie, to się zdarza. Ale już w czwartej partii to my podaliśmy mu rękę i podźwignęliśmy go z kolan.

Jak można przegrać 20:25, kiedy prowadzi się 19:16? Chudszy niż młody Mariusz Wlazły Ghaemi rozstrzelał nas zagrywką, ale nawet po jego serii mogliśmy i powinniśmy jeszcze wrócić do walki, ale sami się skreśliliśmy, robiąc banalny błąd ustawienia i tracąc punkt przy wyniku 20:22.

3. Zdążyliśmy

Nerwy były ogromne, błędów sporo (oddaliśmy Irańczykom aż 35 punktów, oni nam 30), ale i tak już widać, że zdążyliśmy. Oczywiście z poprawą gry na igrzyska. Kubiak i Kurek znów są prawdziwymi liderami, a przecież jeszcze trzy tygodnie temu powłóczyli nogami. Na pewno najtrudniejsze mecze dopiero przed nami, ale podobnie może powiedzieć jeszcze kilka drużyn marzących w Rio o medalach. Poza Włochami (wygrali 3:0 z Francją i 3:1 z USA) trudno wskazać taką ekipę, która nie miałaby jeszcze prawdziwych problemów. Amerykanie po dwóch meczach mają jedną wygraną partię, Francuzi zaczęli od klęski 0:3 z Italią, Brazylijczycy na "dzień dobry" zgubili seta z uchodzącym za najsłabszego uczestnika turnieju Meksykiem, Rosja w drugiej kolejce przegrała z Argentyną, która niespodziankę sprawiła i wcześniej, pokonując Iran. Do ćwierćfinału daleko, wielkie zespoły mające problemy mogą się jeszcze poprawić, mogą odnaleźć formę na najważniejszą fazę imprezy. Ale nie zrobią tego bez nerwów, pewnie większych od tych, jakie my przeżyliśmy. Kiedy w Final Six Ligi Światowej w Krakowie nasi siatkarze ledwo odrywali się od parkietu, 3:0 z Egiptem i 3:2 z Iranem na początek igrzysk wzięlibyśmy w ciemno. Narzekać naprawdę nie ma na co.

4. Są rezerwy

Jest dobrze, zwłaszcza że to ewidentnie nie jest jeszcze szczyt formy Polski. Kurek i Kubiak grają już świetnie, Paweł Zatorski już szaleje w obronie, ale na pewno ciągle czekamy na najlepszą wersję Mateusza Miki, lepszy może być nasz środek, na którym średnio wyglądali i Mateusz Bieniek, i Karol Kłos, a Piotr Nowakowski jeszcze nie gra, choć z kadry płyną informacje mówiące, że ewidentnie odrabia czas, jaki stracił gdy leczył się po operacji pleców. Tu naprawdę nie zaprogramowano wszystkiego tak, by na maksymalne obroty wejść w pierwszych dniach sierpnia. A skoro już urosło na tyle, że wygraliśmy oba pierwsze mecze, to z czasem powinno urosnąć jeszcze ładniej.

5. Piąte sety na piątkę

Wygrany 18:16 tie-break był już 29. rozegranym przez Polskę za kadencji Antigi. Wygraliśmy 19. Nie mówmy, że piąty set to loteria. To najwyższa próba charakteru. Siatkarze znów przyprawili kibiców o stany przedzawałowe, ale koniec końców wygrali. Spięcie, do którego doszło między zawodnikami pod siatką po ostatniej akcji pokazuje, jak bardzo bolała porażka. Dobrze, że nie nas.

Więcej o:
Skomentuj:
Rio 2016. Siatkówka. Polska - Iran 3:2. Pięć rzeczy po pięciu setach: błędów sporo, nerwy straszne, ale już widać, że zdążyliśmy
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX