Sport.pl

Rio 2016. Michael Phelps ze złotem. Pomnik na razie woskowy

Michael Phelps zdobył 19. złoty medal olimpijski i chce jeszcze więcej, a w Rio mogą go już pokonać ci, których sam zainspirował do pływania
Sprawdź klasyfikację medalową


W Waszyngtonie właśnie wystawiono woskowy pomnik Amerykanina, by dzieci na basenie mogły "zajść z nim w interakcję", jak poinformował stołeczny oddział Madame Tussaud.

I rzeczywiście, dzieci to robią. Być może właśnie ich natchną osiągnięcia 31-letniego pływaka, pięciokrotnego olimpijczyka. Brzmi to być może zbyt dydaktycznie, ale właśnie tak jest. Chad le Clos z RPA, który pokonał Phelpsa na igrzyskach w Londynie na jednym z jego koronnych dystansów - 200 m st. motylkowym - zawsze powtarzał, że źródłem jego inspiracji jest właśnie Amerykanin. Cztery lata temu Chad zapisał się do olimpijskiego startu w mocnych konkurencjach Phelpsa, z pełną determinacją, aby móc z nim rywalizować i wygrać. Czuł się w nich bardzo mocny. Ale w innych już takim wymiataczem nie był. - Na 200 m w stylu dowolnym i zmiennym pływałem tylko z jednego powodu. Bo to terytorium Michaela - powiedział Chad.

Jeśli źródłem motywacji jest pokonanie Phelpsa, właśnie nastał sprzyjający czas. Mistrz jest najwolniejszy od wielu, wielu lat i będzie to prawdopodobnie jego ostatnia olimpiada.

Spadkobiercy czy też terminatorzy są chętni, by idolowi przetrzepać skórę, a on przyjmuje wyzwanie. W niedzielę objął na drugiej zmianie prowadzenie dla sztafety amerykańskiej, którego ta nie oddała do mety.

Wczoraj płynął swoje pierwsze biegi eliminacyjne na 200 m motylkowym, gdzie jego bardzo groźnym rywalem będzie jeden z terminatorów - Japończyk Daiya Seto, który z powodu Phelpsa zaczął trenować.

"New York Times" opublikował niedawno wzruszające zdjęcie sprzed 15 lat, bodaj z mistrzostw świata w Fukuoce, gdzie stoją siedmioletni Daiya i Phelps. Amerykanin był u progu kariery - wtedy zdobył swój pierwszy złoty medal na 200 m motylkowym, czyli w tej konkurencji, w której będzie go chciał we wtorek pokonać Seto. Takich przypadków jest więcej.

Amerykanom lubującym się w statystykach nie wystarczają olimpijskie absolutne rekordy Phelpsa, choć jeśli chodzi o złote medale, to następny przeciwnik, gimnastyczka z ZSRR Larysa Łatynina, jest dwukrotnie mniejszy. Nie, oni zdołali wymyślić rekord, który może się stać dla Phelpsa wyzwaniem. Otóż, gdyby Michaelowi udało się wygrać w Rio na 100 m i 200 m st. zmiennym, nie tylko byłby pierwszym pływakiem, który coś takiego osiągnął, ale też dorównałby Carlowi Lewisowi w skoku w dal i Alowi Oerterowi w rzucie dyskiem - obaj zdobyli złote medale w jednej konkurencji na czterech kolejnych igrzyskach olimpijskich.

Wbrew pozorom to porównanie ma głębszy sens, ponieważ od dawna trwają dyskusje, kto jest wybitniejszym sportowcem - multimedalista startujący w dyscyplinie, w której może zdobyć osiem krążków za jednym zamachem, czy taki, który na igrzyskach może zdobyć tylko jeden albo może go zdobyć tylko w grze zespołowej?

Myślę, że Phelps w Rio trochę rozjaśni sytuację

Gdyby zapytać o niego w reprezentacjach, prawdopodobnie byłby inspiracją dla wszystkich pływaków urodzonych po 1994 r., a na pewno dla mnóstwa startujących tutaj Amerykanów. - Ja nikogo nie rozpoznaję - martwił się, gdy zakwalifikował się w trzech konkurencjach indywidualnych. Na 46-osobowy amerykański skład aż 30 osób to olimpijscy debiutanci.

Światło jest skierowane jak zwykle na Phelpsa. A tymczasem inni pływają i biją rekordy świata (kto wie, czy właśnie rekordy Amerykanina nie pozostaną na dłużej. On sam nie jest w stanie ich już pobić, a kiedy je ustanawiał, był klasą oddalony o miliony lat świetlnych od rywali).

W sobotę padły trzy rekordy świata, w niedzielę kolejne trzy - na osiem finałów. Ktoś przepowiadał, że rekordy się skończą co najmniej kilkanaście lat po zakazie neoprenowych kostiumów, że to jest chwilowy koniec historii? W niezwykłych mistrzostwach świata w Rzymie w 2009 r., w których pływacy przypominali spławiki, tak bardzo byli dzięki piankowym strojom wyporni (niektórzy zakładali nawet dwa), że pierwszego dnia padły właśnie trzy rekordy. I rozpętała się afera, która doprowadziła do zakazu pianek.

Skąd się biorą rekordy dziś? Jesteśmy świadkami wysypu wielkich talentów?

Paweł Słomiński, były trener Otylii Jędrzejczak i Pawła Korzeniowskiego, a obecnie Radosława Kawęckiego, ma wątpliwości, czy to, co się dzieje na basenie, jest czyste. - Niektóre przypadki budzą moje wątpliwości. Rekord Katinki Hosszu na 400 m st. zmiennym jest trudny do wyjaśnienia. Ponad 2 sekundy lepszy niż wynik Chinki Ye Shiwen sprzed czterech lat, który wzbudził wtedy dużo negatywnych emocji - powiedział Słomiński. - Węgierka wykonuje gigantyczną pracę, sam nie wiem, jak ona wytrzymuje taki reżim, tu są główne moje wątpliwości. Równo się rozwijała do tej pory, ale taki rekord? Ale wie pan co? Czy to, co robił Phelps na przykład w Pekinie, nie budziło wątpliwości?

No, przyznam, trochę tak.

Widać, że w niektórych konkurencjach lub u niektórych zawodników energia idzie w siłownię.

Adam Peaty, złoty medalista, mistrz i rekordzista świata na 100 m st. klasycznym, ma muskulaturę 20-letniego Schwarzeneggera. Słomiński opowiada, że kiedy polscy pływacy trenowali w tym samym ośrodku, to trenerom szczęki opadły z wrażenia, gdy zobaczyli, jak Brytyjczyk trenuje. Nawet między startami porannymi i wieczornymi idzie na siłownię. - To specyfika konkurencji. Sprinter, w dodatku pływający klasycznym, powinien mieć dużo mięśni - mówi Słomiński.

Są też przypadki takie jak Ryana Lochte, który wykorzystuje w stylu dowolnym swoje umiejętności ze stylu grzbietowego. Mianowicie po nawrocie, zamiast płynąć pod wodą dozwolone 15 m brzuchem do dołu, płynie na plecach. Przez 100 lat ludzie pływali na brzuchu, a on to zrobił inaczej.

- Bardzo dobrze, że ludzie wymyślają nowe metody, które dają im przewagę. Bardzo dobrze, że pływanie się rozwija. I niech się rozwija w stałym tempie. Będziemy się czuli bezpieczniej - powiedział Słomiński.

W Rio zrobiło się bardzo gorąco. Fotoreporter Reutersa nie mógł się powstrzymać [ZOBACZ ZDJĘCIA]


Więcej o: