Sport.pl

Rio 2016. Kolarstwo. Ogromne problemy Chrisa Froome'a

Minuty dzieliły trzykrotnego triumfatora Tour de France od kompletnej kompromitacji na starcie sobotniego wyścigu kolarskiego. Gdyby nie interwencja dziennikarza BBC, Chris Froome nie mógłby walczyć o złoto. A to nie był koniec jego kłopotów.
Wszystko działo się na starcie przy plaży Copacabana. Jak opisywali sceny sprzed wyścigu szosowego nasi korespondenci w Rio, wszystkie ekipy miały niemałe problemy. Polscy kolarze, w tym Rafał Majka, nie dostał pełnego zestawu numerów startowych, które były obowiązkowe. - Jeśli chodzi o warunki, mamy tutaj spartakiadę młodzieży - śmiał się prezes Polskiego Związku Kolarskiego Wacław Skarul.

Przed startem wszyscy kolarze musieli zarejestrować się w biurze zawodów. Froome, mocno zajęty rozdawaniem autografów i robieniem zdjęć oraz rozmowami z kibicami, dopiero w wywiadzie z dziennikarzem BBC dostał przypomnienie, o swoim obowiązku. Według korespondentów z Wielkiej Brytanii, wielkiego faworyta od wykluczenia dzieliły ledwie minuty. Froome nie reagował nawet, gdy organizatorzy wyczytywali jego nazwisko.

Ostatecznie udało mu się zapisać i Froome wystartował. Jednak na trasie miał kolejne problemy. Nie udało mu się dołączyć do ucieczki, która odłączyła się od peletonu na samym starcie, do tego, na ok. 100 km od mety trzykrotny zwycięzca Tour de France musiał... zejść z roweru. Problemy ze sprzętem spowodowały, że został z tyłu i wraz z kolegą mocno nadrabiał dystans. Eksperci stwierdzili, że wymiana roweru mogła być planowana. Pojawiły się jednak kontrowersje, gdy Froome nadrabiał dystans do peletonu jadąc kilka minut za samochodem reprezentacji Wielkiej Brytanii.

Froome był jednym z wielkich faworytów wyścigu szosowego na starcie Igrzysk w Rio, obok Vincenzo Nibaliego i Alejandro Valverde. Za każdego funta postawionego na zwycięstwo reprezentanta Wielkiej Brytanii można było wygrać dziewieć.

Skandaliczne warunki w wiosce olimpijskiej. Oburzeni Polacy wyliczają: syf, robaki, brak okien i wody w łazience




Więcej o: