Sport.pl

Wunderwaffe Stocha, czyli turbodoładowanie w kostce

Kryształowa Kula jest już w rękach Kamila Stocha, więc została już tylko jedna zagadka do wyjaśnienia. Czym była ta tajemnicza sprzętowa broń, która pomogła Kamilowi odlecieć: od podwójnego zwycięstwa w Willingen, przez podwójne w Soczi aż po zdobycie Pucharu Świata?
Chodziło o kostkę, plastikowy element wiązania, ten który jest nałożony na bolec i łączy go z butem. Kostka została zrobiona tylko dla Polaków, według ich projektu, dopracowanego na przełomie roku. Zrobiła ją słoweńska firma Slatnar, producent m.in. wiązań. Kostka wygląda tak, Kamil skacze z nią od końca stycznia:





A tak wyglądała np. kostka z którą Stoch zdobywał rok temu mistrzostwo świata w Val di Fiemme:





Ta nowa kostka jest szersza i ze specjalnymi wypustkami dzięki czemu - w przeciwieństwie do standardowych - ściśle przylega do buta. Nie rusza się na boki. Dzięki temu połączenie narty z butem jest jeszcze bardziej stabilne (i jeszcze mniejszy staje się margines błędu przy lądowaniu, to jest cena, którą trzeba płacić za każde usztywnienie wiązań). Tak różnica między nową a starą wygląda w rzucie z góry, przepraszam za niepewną rękę:



A tak wyglądają w locie wiązania z ulepszoną kostką. Zdjęcie jest z Willingen, pierwszych zawodów w których Kamil skakał z nowymi kostkami:



Czy to był klucz do sukcesów Stocha? Nie, najważniejsze było dobre przygotowanie Kamila. Turbodoładowanie można dołożyć dopiero, gdy skoczek jest w dobrej formie. W naszej kadrze z nowymi kostkami skakali w Soczi wszyscy poza Piotrem Żyłą, ale tylko Stoch był nieuchwytny. Co nie znaczy, że Wunderwaffe wcale nie była taka wunder. Zasiała niepokój w głowach rywali, a to już bezcenne. A czy dla Kamila to był tylko efekt placebo, tego nikt do końca nie wie. Wygrał z nowymi kostkami przez ostatnie tygodnie sześć konkursów Pucharu Świata i o medale, a wcześniej w całej karierze - dziesięć. To jak: działa czy nie działa?