Sport.pl

MŚ w lotach. Stoch chce być lepszy

- Nie interesuje mnie, ile punktów tracę do podium, wiem tylko, że stać mnie na lepsze skoki - stwierdził Kamil Stoch po dwóch seriach mistrzostw świata w lotach narciarskich. Po połowie zawodów w Harrachovie Polak jest piąty. Jeśli tylko pogoda pozwoli rozegrać sobotnie serie, podwójny mistrz olimpijski na pewno będzie w stanie powalczyć o medal. Transmisja w TVP i Eurosporcie, relacja na żywo w Sport.pl o godz. 16.


Po lotach na 186 i 190 m Stoch był lekko rozczarowany. Przyznał, że warunki na skoczni Certak były sprawiedliwe, a dalej nie odleciał i przez to nie został wyżej sklasyfikowany, bo miał gorszy dzień i zwyczajnie nie zaprezentował tego, na co go stać.

Najlepszy skoczek kończącego się sezonu w piątek był wyraźnie gorszy przede wszystkim od Severina Freunda. Do Niemca, który skoczył 203,5 i 191,5 m, Polak stracił 27,2 pkt. Do drugiego Andersa Bardala (203,5 i 188 m) - 16,1, a do trzeciego Petera Prevca (200 i 183 m) - 11,8 pkt. Polaka o 10,8 pkt wyprzedza jeszcze czwarty Japończyk Noriaki Kasai.

Czy straty Stocha są duże? Byłyby takie w skokach, ale w lotach zawodnicy odrabiali jeszcze więcej i to do jeszcze mocniejszych kandydatów do medali.

Dwa lata temu podczas MŚ w Vikersund pogoda nie pozwoliła rozegrać trzeciej i czwartej serii, ale w 2010 roku w Planicy oglądaliśmy, jak w górę idzie w nich Anders Jacobsen.

Po pierwszym dniu na pozycjach medalowych znaleźli się wtedy Simon Ammann, Adam Małysz i tracący do nich już kilkanaście punktów Gregor Schlierenzauer. Czołowa trójka wyglądała identycznie jak w obu konkursach olimpijskich w Vancouver. Jacobsen był dopiero ósmy. Do drugiego Małysza tracił aż 31,1 pkt, a ostatecznie pokonał go w walce o brązowy medal (pierwszą pozycję obronił Ammann, na drugą przesunął się Schlierenzauer) o 0,4 pkt.

Skoro w Planicy swój dzień mógł mieć Jacobsen, to w Harrachovie może go mieć Stoch. Oby tylko Polak miał podobne szczęście do warunków. I nie chodzi nawet o wyjątkowo mocny wiatr w odpowiednim kierunku podczas jego prób. Niech ten wiatr po prostu pozwoli rozegrać zawody. A o resztę Stoch pewnie będzie w stanie zadbać sam, bo drugi gorszy dzień z rzędu raczej mu się nie przytrafi.

Cztery konkursowe serie to atut dla zawodników wyjątkowo solidnych i odpornych. Już przed piątkowymi próbami jasne było, że najbardziej spektakularnie jest w stanie latać Prevc, który jednocześnie nie jest tak równy, jak przez większą część sezonu Stoch czy jak w jego końcówce Freund.

I to się potwierdziło. Po pierwszej serii Słoweniec był liderem, w drugiej skoczył przeciętnie, zanotował dopiero 10. wynik w 30-osobowej stawce, i spadł na trzecie miejsce.

Stoch w pierwszej serii miał szósty, a w drugiej - piąty rezultat. - Najpierw spóźniłem odbicie, później poszedłem na progu zbyt mocno do przodu - analizował na gorąco nasz mistrz.

Stoch w obu swoich próbach dostrzegł błędy, a nie bez powodu uchodzi za skoczka najszybciej potrafiącego je eliminować. Tak było choćby w Soczi, gdzie na pierwszych treningach na skoczni normalnej plasował się w okolicach 20. miejsca, a dzień później nie miał już sobie równych.

Oczywiście nikt nie mówi, że w Harrachovie Stoch nagle wystrzeli i odleci tym zawodnikom, z którymi po igrzyskach skacze na jednym poziomie, bo przecież Freund czy Bardal w ostatnich tygodniach nie są od Polaka gorsi.

Ale jeśli tylko pogoda nie będzie gorsza niż w piątek, to w sobotę na Certaku najpewniej zobaczymy lepszą wersję mistrza z Soczi. A takiego Stocha bać nie musiałby się już chyba tylko Freund.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS, na Androida i Windows Phone

Więcej o: