Sport.pl

NHL. Mecz Stars przerwany po tym, jak Peverley zasłabł na ławce, był reanimowany

Napastnik hokejowej drużyny Dallas Stars - Rich Peverley - został zabrany do szpitala po tym, jak w pierwszej tercji meczu z Columbus Blue Jackets zemdlał na ławce rezerwowych. Hokeista zagrał ponad dwie i pół minuty, a gdy usiadł na ławce, osunął się na podłogę. Do reanimacji użyto defibrylatora, a gdy zawodnik odzyskał przytomność, został zabrany do szpitala.
Po tym incydencie mecz został przerwany i zostanie dokończony w innym terminie. Wszyscy trenerzy oraz zawodnicy byli całkowicie zgodni z decyzją, ze w takich okolicznościach spotkanie nie powinno być kontynuowane.

W chwili opuszczania hali Peverley był przytomny i odpowiadał na pytania. Lekarze zapewniali, że był w stabilnej kondycji. Pomocy udzielono mu natychmiast po tym, jak zjechał z tafli i opadł bezwładnie na ławkę rezerwowych.

- Został przetransportowany do tunelu, gdzie udzielono mu pomocy medycznej związanej z zagrożeniem kardiologicznym. Standardowa terapia zakończyła się sukcesem - tłumaczy dr Gil Zalazar, który był jednym z lekarzy zajmujących się hokeistą na hali.

- Już po tym, jak udzieliliśmy mu pomocy, pozostawał przytomny. Byłem w stanie rozmawiać z nim w ambulansie i mógł powiedzieć mi, gdzie się znajdował i nawet chciał wrócić do gry - dodał lekarz. Inny z kolei przyznał, że Peverleyowi podano tlen, przeprowadzono masaż serca, defibrylację oraz zastosowano elektryczną stymulację, która przywróciła właściwy rytm serca. Jak dodał lekarz, udało się to za pierwszym razem, co jest bardzo uspokajającym faktem.

Pod stałą opieką kardiologa

31-letni Peverley opuścił cały okres przygotowawczy do sezonu oraz pierwszy mecz rozgrywek, gdyż leczono go z powodu arytmii serca. Cały czas przyjmuje leki i od początku sezonu opuścił jeszcze tylko jedno dodatkowe spotkanie - tydzień temu w Columbus z Blue Jackets. Miał wówczas problem z rytmem serca i z tego powodu nie poleciał do Ohio.

Zapewniał wówczas, że czuje się dobrze i zagrał z dwóch kolejnych meczach - z Vancouver (dwie asysty) i z Minnesotą (jedna asysta). Trener Stars - Lindy Ruff zapewnia, że jego podopieczny jest pod stałą opieką kardiologów: - Jest monitorowany przez cały sezon i dopiero pierwszy lub może drugi raz doszło do podobnej sytuacji. Jest to jednak coś, z czym musimy się zmierzyć i trzeba trzymać w tej sytuacji rękę na pulsie - powiedział.

Szkoleniowiec dodał, że cały zespół był wstrząśnięty tym, co się stało podczas meczu i wszyscy bardzo to przeżyli: - Gdy tylko Peverley zszedł z tafli, upadł na ławkę. Błyskawicznie stanąłem na niej i zacząłem krzyczeć, by natychmiast przyszedł lekarz. To, przez co tam wszyscy przeszliśmy, było po prostu niesłychane - powiedział.

Po tym, jak hokeista upadł, wszyscy jego koledzy zgromadzili się wokół ławki, a gdy już zabrano go do tunelu, usiedli z przerażeniem w oczach. Kilka minut później podjęto decyzję o przerwaniu spotkania, po czym wszyscy udali się do szatni.

Ruff całkowicie zgadza się z tą decyzją: - Rozmawiałem z zawodnikami i poprosiłem ich o modlitwę za Richa. Dziękowaliśmy Bogu, że wszystko było OK. Powiedziałem im także, że pierwszą rzeczą, o jaką spytał mnie Rich, gdy zwozili go z lodu, było to, ile jeszcze zostało czasu do końca pierwszej tercji. W całej szatni nie było choćby jednej osoby, która chciała jeszcze grać w hokeja, a ja nie byłem tam po to, by przekonywać ich do gry. Nie chciałem w tamtym momencie prowadzić dalej drużyny w meczu.

Problemy z sercem często przerywają kariery

Kłopoty kardiologiczne często powodują przeróżne komplikacje w życiu wielu sportowców na całym świecie. Wciąż nie wiadomo, czy do gry wróci hokeista Pittsburgh Penguins - Kris Letang, który w lutym, we własnym domu przeżył zawał serca ». Wszyscy pamiętamy też doskonale przypadek kameruńskiego piłkarza Marca-Viviena Foe, który w 2003 roku zmarł po tym, jak zasłabł na boisku.

Cierpiał on na kardiomiopatię przerostową, a więc to samo schorzenie, które spowodowało zgon u koszykarza Reggiego Lewisa z Boston Celtics. W 1993 roku 27-latek zmarł nagle podczas treningu. Wcześniej także przejawiał pewne problemy kardiologiczne, jednak brak odpowiedniej diagnozy i przerwy w graniu spowodowały, że Lewis zmarł nagle podczas treningu.

Sekcja wykazała, że zawodnik zażywał kokainę, jednak bezpośrednią przyczyną zgonu była właśnie kardiomiopatia serca. W tym przypadku przerostowi uległa tylko jedna komora serca - schorzenie to jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci u młodych osób mających problemy kardiologiczne. Wielu sportowców - nie tylko koszykarzy - zmarło w ten sposób, gdyż na czas nikt nie zareagował tak, jak w przypadku koszykarza Channinga Frye'a.

Jego kardiomiopatia - z tymże innego rodzaju - została na czas wykryta i zawodnik Phoenix Suns zrobił sobie rok przerwy od gry w koszykówkę. Po udanej kuracji schorzenie cofnęło się, i w tym sezonie Frye jest jednym z kluczowych zawodników walczącej wciąż o fazę play-off drużyny z Arizony. Jego historię powrotu do NBA poznasz tutaj ».

Więcej o: